„Ziemniaczane” lampy
Home / Mój biznes / „Ziemniaczane” lampy

„Ziemniaczane” lampy 0

– Któregoś wieczora siedzieliśmy wgapieni w wiszącą lampę i stwierdziliśmy, że właściwie to wygląda trochę, jak wyjątkowo niedbale obrany ziemniak. I tak narodziła się nazwa „POTATO” – mówi Bartosz Świniarski, współwłaściciel „Pracowni Witrażu Świniarski”. Hitem eksportowym rodzinnej firmy są właśnie „ziemniaczane lampy”.

Bliżej Biznesu:– Pana tata zajmuje się witrażami od prawie 40 lat. 

Bartosz Świniarski:– Faktycznie, swoją przygodę z witrażami tata rozpoczął 37 lat temu. Zaczął wtedy pracę w firmie polonijnej, która rozpoczęła w Polsce produkcję witraży i lamp głównie na rynek niemiecki. Tam poznał technologię Tiffany, w której pracuje i nauczył się pracy ze szkłem. Zawsze bardzo ciepło wspomina te czasy, ponieważ pracę tam można było porównać do pracy w dzisiejszym Googlu czy w Facebooku. Kiedy wszędzie w kraju było szaro i smutno, przypominam że trwał wtedy stan wojenny, tata i jego koledzy mieli w firmie do dyspozycji stół bilardowy, zaopatrzoną kuchnię i barek, z głośników sączyła się muzyka, a ze swoim szefem byli po imieniu, co wtedy gdzie indziej wcale zasadą nie było. Przez 9 lat pracy w firmie wielokrotnie też wyjeżdżał do głównej siedziby w Niemczech, gdzie wiele się nauczył, również tego, że witraże to sztuka improwizacji i upraszczania. Potem przyszedł czas transformacji i tata się wyemancypował (śmiech), od tego czasu prowadzi własną pracownię. Ja zacząłem we wszystkim mieszać jakieś 5 lat temu.

Jak te witraże powstawały na początku?

Sama technologia wykonywania witraży i lamp nie zmieniła się właściwie od 120 lat, kiedy Louis Comfort Tiffany wymyślił swoją technikę łączenia szkieł. Wcześniej łączono je przy pomocy ołowianych kształtek, co sprawiało, że złącza były masywne i nie pozwalały na wykonywanie małych elementów. Witraże, które widzimy np. w gotyckich kościołach, wydają się bardzo skomplikowane, ale wrażenie to jest potęgowane faktem, że zwykle są one daleko od nas i nie jesteśmy w stanie określić wielkości poszczególnych elementów. W rzeczywistości są one relatywnie duże. Wprowadzenie techniki łączenia przy pomocy miedzianej taśmy i cyny umożliwiło stosowanie elementów o rozmiarach nawet 5 mm, umożliwiło też wykorzystanie techniki witrażu do produkcji lamp.

Ta technika wykorzystywana jest obecnie?

Obecnie wykorzystujemy tę technikę właściwie w niezmienionej formie. To co się zmieniło to proces projektowy no i oczywiście wzory. Kiedy tata zaczynał pracę na własną rękę, na początku lat 90., tradycyjne kolorowe lampy i witraże w stylu secesyjnym i artdeco cieszyły się w Polsce dużym zainteresowaniem, a witrażowników mogących zaspokoić to zainteresowanie było niewielu, obecnie rynek artykułów wystroju wnętrz jest ogromy, a tradycyjne wzory lamp witrażowych produkowane są na masową skalę w Chinach. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że obecne trendy w dizajnie dążą raczej do minimalizmu i redukcji. Tradycyjne wzorzyste witraże nie odpowiadają na te trendy.

Potem za pana namową zaczęły powstawać zupełnie nowe lampy witrażowe – „Potato”. Jak powstała pierwsza?

Właściwe to tata namawiał mnie, żeby coś razem stworzyć. Ja jestem architektem i moim głównym zajęciem jest komponowanie przestrzeni, ale niejako zawodowo interesuję się też współczesnym wzornictwem. Tata znając mnie i moje projekty od dłuższego czasu namawiał mnie, żebym „coś dla niego narysował”. Zwykle działo się to przy okazji jakichś spotkań rodzinnych, więc traktowałem to jako taki tradycyjny temat do pogaduszek „przy kotlecie” i po powrocie do wiru pracy szybko o tym zapominałem. Pierwsza lampa powstała ze zwykłej potrzeby, projektowałem własne mieszkanie i potrzebowałem oświetlenia do przestrzeni wejściowej.

Na co zwrócił pan szczególną uwagę?

Starałem się, aby mieszkanie było możliwie minimalistyczne, założenie było takie, aby prawie nie było w nim mebli i zbędnych przedmiotów, a te które musiały się w nim znaleźć miały być wyjątkowe i dobrej jakości. Przestrzeń wejściowa widoczna była właściwie z każdego miejsca mieszkania, wiedziałem więc, że dobór oświetlenia do niej będzie wyzwaniem i w tym momencie wrócił pomysł współpracy z tatą. Lampa miała być widoczna pod różnymi kątami i właściwie ze wszystkich stron. Chciałem, żeby była elementem porządkującym wnętrze, ale jednocześnie miała być z każdej widocznej strony trochę inna. Korzystając ze znajomości oprogramowania zacząłem pracę nad modelem komputerowym lampy, dzięki temu jeszcze przed jej wyprodukowaniem mogłem zobaczyć, jak lampa będzie się prezentować we wnętrzu. Bardzo szybko w swoich poszukiwaniach zacząłem pracować nad czymś w rodzaju nieregularnego kryształu. Lampa miała robić wrażenie formą, a nie kolorem, dlatego zdecydowaliśmy się zbudować ją z białego matowego szkła, które równomiernie rozmywa źródło światła.

Skąd wzięła się ta nazwa?

Kiedy lampa była gotowa i zdecydowaliśmy z tatą, że chcemy ją zacząć sprzedawać jako produkt, powstała kwestia jej ochrzczenia. Na pniu odrzuciliśmy wszystkie nazwy typu „kamień”, „kryształ”, „diament”, jako zbyt oczywiste i trochę pretensjonalne. Nie widzieliśmy potrzeby nazywania jej zgodnie z pierwszym skojarzeniem, jakie się narzuca po jej zobaczeniu. Któregoś wieczora siedzieliśmy w skończonym już mieszkaniu, wgapieni w wiszącą lampę i wśród wielu, czasem zupełnie absurdalnych skojarzeń, stwierdziliśmy, że właściwie to wygląda trochę, jak wyjątkowo niedbale obrany ziemniak. I tak narodziła się nazwa „POTATO”. Mamy nadzieję, że taka nazwa bardziej porusza wyobraźnię.

Kiedy pojawiły się pierwsze zamówienia i skąd? Czy są to odbiorcy z Polski czy spoza?  

Po tym, jak podjęliśmy decyzję o wytwarzaniu „POTATO”, długo głowiliśmy się, kto chciałby taką lampę kupić i jak dać znać o jej istnieniu światu. Zaczęliśmy od zrobienia kilku zdjęć i wysłania ich do redakcji kilku znanych zagranicznych portali o designie i architekturze. Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo już po kilku tygodniach mieliśmy pierwszego klienta z Holandii. Potem zaczęły napływać zamówienia z różnych stron Europy ale również pierwsze z Polski. Szybko wprowadziliśmy do oferty lampy stojące, które cieszą się nawet większym zainteresowaniem niż oryginalna wisząca. Naszymi klientami są hotele, restauracje, ale też osoby prywatne. Mamy nawet entuzjastów, którzy kupują wszystkie rodzaje lamp, żeby mieć komplet.

Ile kosztuje taka lampa?

W zależności od wielkości lampy kosztują od 2000 do 4000 złotych. Chętnie pracujemy również nad wzorami indywidualnie tworzonymi na zamówienie klienta, ale w takim wypadku lampa lub witraż wyceniane są w zależności od liczby elementów i skomplikowania.

Jak po kolei, opisując obrazowo, wygląda praca nad lampą?

Tradycyjnie, kiedy tata zabierał się za pracę nad witrażem przypominało to trochę pracę malarza akademickiego. Zwykle witraż miał coś przedstawiać, więc tata zbierał wiele referencji i inspiracji zdjęciowych, potem robił wiele małych szkiców i w końcu przenosił „obraz” na arkusz papieru wielkości witrażu. Potem następował etap upraszczania całej kompozycji do postaci geometrycznych elementów możliwych do wycięcia ze szkła. Czasem to ten proces upraszczania bywał najbardziej wymagający, chodziło o to, żeby przedstawić zamówiony obiekt, jak najmniejszą liczbą środków wyrazu, jednocześnie nie zatracając podobieństwa. W przypadku lamp do całego procesu dochodziła jeszcze potrzeba stworzenia formy w odpowiednim kształcie i naniesienia całego rysunku na zakrzywioną powierzchnię. Jak taki rysunek był już gotowy to trzeba go było skopiować na kalkę i porozcinać. W ten sposób powstawały szablony, dzięki którym można było przenieść wzór na szkło.

A jak to wygląda obecnie?

Współcześnie do projektowania lamp wykorzystujemy modelowanie komputerowe i stworzone przez nas oprogramowanie. Tak jak wspomniałem wcześniej nasze lampy z założenia mają oddziaływać formą, a nie kolorem, dlatego tak dużo uwagi w procesie projektowym poświęcamy pracy nad formą, tym samym nasze produkty są mniej obrazami a bardziej rzeźbami. Dzięki wykorzystaniu oprogramowania 3d lampa powstaje, jako wirtualny model komputerowy, dzięki czemu widzimy finalny produkt zanim jeszcze zostanie wyprodukowany. Z takiego modelu w zautomatyzowanym procesie powstają wykroje oraz model lampy 1:1 z kartonu, który stanowi też później formę do składania lampy. Dzięki temu procesowi jesteśmy w stanie łatwo i szybko tworzyć nowe wzory np. na indywidualne zamówienie.

I co się dzieje dalej?

Kiedy mamy już przygotowane wykroje i formę, proces tworzenia lampy jest taki, jak 120 lat temu. Wykroje przenoszone są na tafle szkła i odrysowywane. Potem każdy element jest ręcznie cięty specjalnym diamentowym nożem, a niepotrzebne fragmenty są odłamywane. Potem elementy są szlifowane dla dopasowania płaszczyzn łączenia, a ich krawędzie są owijane specjalną miedzianą taśmą. Następnie elementy są układane na formie i łączone ze sobą za pomocą roztopionej cyny. Kiedy klosz ma już swoją docelową formę jest kąpany w specjalnych chemikaliach, które sprawiają, że pierwotnie srebrne, cynowe łącznia napierają szlachetnej czarnej barwy. W zależności od rodzaju lampy na tym etapie montowane są nogi z mosiężnych rurek lub systemy linek oraz osprzęt elektryczny. Również na tym etapie każda lampa wyposażana jest w tabliczkę z indywidualnym numerem seryjnym.

W jednym z wywiadów czytamy, że  każdy z pięćdziesięciu dwóch szklanych elementów, z których składa się lampa, powstaje ręcznie. Które elementy powstają najdłużej?  

Trudno jest wskazać konkretne elementy lampy, które są najbardziej pracochłonne. Ogólnie proces tworzenia lamp witrażowych i witraży jest całkiem mozolny i bywa frustrujący. Szkło jest bardzo kapryśnym materiałem i przez cały proces trzeba być bardzo ostrożnym i delikatnym. Elementy przechodzą kilkuetapową obróbkę i na każdym z tych etapów coś może pójść nie tak i szkło może pęknąć. Bywa tak, że cała lampa jest już gotowa i nagle w ostatniej chwili, któryś z elementów sam z siebie pęka i wtedy dużą część pracy trzeba powtórzyć. Świadomi delikatności tych produktów oferujemy też usługi naprawiania lamp i wymiany potłuczonych szkieł, zależnie od zakresu naprawy wykonujemy je często nieodpłatnie.

Kto najczęściej obecnie kupuje lampy? 

Chyba nie ma co do tego zasady. Oprócz tego, że rzeczywiście są to zwykle ludzie, którzy kochają piękne rzeczy i lubią się nimi otaczać. Myślę, że może trochę z racji mojego zawodu nie traktuję naszych lamp, jako formy sztuki, a co najwyżej sztukę użytkową, tak jak nie uważam za sztukę architektury, którą się zajmuję. Trudno jest mi więc oceniać czy kupujący nasze lampy traktują je jako część swoich kolekcji, niemniej często zdarza się, że lampy wiszą lub stoją wśród dzieł sztuki i dobrze z nimi współgrają. Lampy, z racji światła, jakie dają, często wykorzystywane są w sesjach zdjęciowych.

Gdzie powstają lampy? Jak wygląda pracownia?

Pracownia od 26 lat mieści się w tym samym miejscu, czyli w małym lokalu, w piwnicy w Ożarowie Mazowieckim, zaraz obok miejsca zamieszkania rodziców. Wiele razy namawiałem tatę do przeprowadzki do większego lokalu, ale on bardzo ceni sobie fakt, że ma blisko do domu i nie musi zabierać ze sobą obiadu do pracy. Tak więc kwestia przeprowadzki na razie nie jest dyskutowana, a skupiamy się na optymalizacji bardzo ograniczonej przestrzeni pracy. Być może w miarę pojawiania się większych zleceń będziemy musieli pomyśleć np. o zewnętrznym magazynie na gotowe produkty, ale jestem przekonany, że stara piwnica zawsze pozostanie w użytku.

Ile osób obecnie pracuje nad lampami?

Tata śmieje się, że nie jest stworzony do zarządzania tak więc od samego początku do teraz jest jednoosobową armią (uśmiech). Ja zajmuję się promocją, projektami i pozyskiwaniem klientów, czasem tylko wkradam się do królestwa taty, jeśli musimy razem pochylić się nad jakimś problemem technicznym.

Jakie plany mają panowie na najbliższe miesiące, dni?

Najważniejszym planem na teraz jest strona internetowa ze sklepem. Obecnie całą naszą codzienną promocję opieramy o portale społecznościowe, co działa, ale wiemy, że najlepszym wsparciem tej promocji będzie płynnie działający sklep. Ponadto pracujemy nad nowymi wzorami lamp witrażowych oraz rozszerzamy ofertę o lampy mosiężne GRASSHOPPER, które powstały trochę, jako efekt uboczny pracy nad podstawami do stojącego „POTATO” i witrażowe sufity, które chcieli byśmy w Polsce rozpropagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites