Wyjście awaryjne – maseczki, które chronią przed smogiem
Home / Mój biznes / Wyjście awaryjne – maseczki, które chronią przed smogiem

Wyjście awaryjne – maseczki, które chronią przed smogiem 63

– Nie mamy  wpływu na to, czym pali w piecu sąsiad i ile samochodów wyjedzie na ulice. A maseczkę możemy założyć w każdej chwili.  To jest wyjście awaryjne – mówi Anna Archacka, współzałożycielka „Smoggie”. Warszawska firma postawiła na ręcznie wykonane maseczki antysmogowe.

W jaki sposób wasza maseczka chroni przed smogiem?
Aby maska działała, musi być zaopatrzona w specjalny filtr z aktywnego węgla, który pochłania szkodliwe cząsteczki  oraz filtruje wdychane przez nas powietrze. Każda nasza maska jest szyta ręcznie, z polskiej bawełny, w atrakcyjnym, miejskim designie. I oczywiście każda jest zaopatrzona w filtr pochłaniajacy PM 2,5.  

Czyli te najbardziej niebezpieczne?
Tak, to są cząsteczki, których ludzki organizm nie jest w stanie sam przefiltrować, są zbyt drobne, przechodzą przez nasz układ oddechowy, jak przez sito. Ten filtr jest najważniejszy, działa niczym mur, dzięki niemu te cząsteczki nie przedostają się do organizmu. Filtr potrafi poradzić sobie także z większymi cząsteczkami, np. PM 10. Dzięki warstwie aktywnego węgla pochłania też przykre zapachy i gazy, które unoszą się w powietrzu i także są składnikami smogu.

Kto najczęściej kupuje takie maseczki?
W internecie najchętniej kupują mieszkańcy dużych miast: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania. Najczęściej kupują osoby między 16 a 50 rokiem życia. Również rodzice coraz częściej kupują maski dla swoich dzieci, nawet tych, które chodzą do przedszkola. Mamy też zamówienia hurtowe ze szkół i korporacji, a także z agencji reklamowych (maseczka jako gadżet). Ostatnio na targach Slow Fashion  w Warszawie zauważyliśmy, że starsi ludzie również są mocno zainteresowani. Mamy też klientów za granicą.

Cały przekrój.
Chcieliśmy, żeby naszym odbiorcą był mieszkaniec miasta niekoniecznie uprawiający sport, ale dbający o zdrowie, któremu zależy też na estetycznym wyglądzie. Chodzi o to, żeby maseczkę mogli założyć i biznesmen i uczennica czy student. Chcieliśmy, żeby ten produkt był dostosowany do większej liczby odbiorców. Nie skupialiśmy się na maskach sportowych, nasze są do codziennego użytku: na spacer, do pracy, szkoły czy przedszkola.

Jak wyglądają?
Maseczka zakrywa twarz od połowy nosa do końca brody. Ma regulowany nosek, zauszniki, można dostosować do kształtu twarzy. Największym zainteresowaniem cieszy się czarna maseczka. Została wyprodukowana na prośbę klienta, a kiedy ją wprowadziliśmy, to okazało się, że jest najchętniej kupowana. Widocznie polska ulica nie jest jeszcze do końca gotowa na szalone, kolorowe wzory.

Produkcja maseczek to wasze jedyne zajęcie?
Nie, na co dzień pracujemy w innych miejscach. Ja prowadzę szkolenia, mój wspólnik pracuje w nowych technologiach. Pomysł na uruchomienie produkcji maseczek antysmogowych tak naprawdę wziął się z życia. Szukałam masek dla siebie, nawet zamówiłam jakąś przez internet, ale niestety okazało się, że mam alergię, skóra twarzy dziwnie się czerwieniła. Poza tym wyglądałam w tej maseczce jak ninja. Ona zakrywała prawie pół twarzy. Zaczęłam szukać innych modeli, ale nic nie mogłam znaleźć. Tak się złożyło, że myśleliśmy wtedy z moim wspólnikiem o założeniu wspólnego biznesu. Ten problem ze znalezieniem maseczki rozwiązał nasz problem z poszukiwaniem pomysłu na wspólny biznes. Postawiliśmy na produkcję własnych maseczek antysmogowych.

I od czego zaczęliście?
Uczyliśmy się od zera. Projekt maski powstał przy zaangażowaniu naszej krawcowej. Potem musieliśmy ruszyć na zakupy. Filtry, bawełniane materiały w różnych wzorach kupiliśmy za własne oszczędności, w ten sposób opłaciliśmy też szycie pierwszych maseczek. Zbudowaliśmy sklep internetowy i uruchomiliśmy profil na facebooku.

Kto odpowiada za projektowanie?
Współpracujemy z zaufaną krawcową. Znamy ją od lat. To właściwie ona stworzyła ten wykrój maseczki, pomogła wybrać materiały. My odpowiadamy za dostawy do klientów, sprzedaż, marketing.

W przypadku maseczek antysmogowych potrzeba dużej promocji, czy wystarczą informacje o tym, jak bardzo zanieczyszczone jest powietrze?
Kiedy pojawia się taka informacja, to ludzie szukają takiego produktu, ale trzeba zrobić tak, żeby mogli go bez problemu znaleźć. Działamy od niedawna, wystartowaliśmy na początku lutego i kilkaset masek już zostało sprzedanych. Widać, że zainteresowanie jest ogromne. Na razie najlepiej sprzedają się czarne, szare, bordowe, granatowe. Czasem przychodzi pani i mówi, że do szalika pasowałaby jej  maseczka w danym kolorze, wtedy szyjemy spersonalizowaną maseczkę. W sumie mamy coraz więcej indywidualnych zamówień.

Gdzie można kupić taką maseczkę?
Jesteśmy na różnych  targach, mamy sklep internetowy, który wkrótce będziemy rozbudowywać. Maseczka w zestawie z dwoma filtrami kosztuje 99 złotych. Jeden filtr wystarcza na około dwa tygodnie. Maseczki „Smoggie” można prać ręcznie. Nie tracą kształtu, bo to bawełna. I co ważne: nie uczulają.

Coś innego wchodzi w grę niż bawełna?
Raczej nie bardzo. W tym przypadku przepuszczalność powietrza jest duża. Inny materiał nie byłby dobrą opcją – trzeba pamiętać, że w maseczce musimy mieć łatwość oddychania.

Przeciwnicy powiedzą, że zarabiacie na strachu.
My ułatwiamy ochronę zdrowia osobom świadomym zagrożenia jakie niesie smog. Argument, że smog był zawsze i po co robić aferę, nie jest trafiony. To, że się truliśmy 20 lat nie oznacza, że musimy truć się nadal. Ta maseczka to jest coś, co możemy zrobić dla siebie. Nie mamy wpływu na to, czym pali w piecu sąsiad i ile samochodów wyjedzie na ulice. A maseczkę możemy założyć w każdej chwili. My nie zachęcamy do noszenia jej przez cały czas. Jest wysokie stężenie szkodliwych substancji, wyciągam maseczkę z torebki i zakładam. To jest wyjście awaryjne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites