• Lekko. Stylowa ochrona przed smogiem

    • – Tworzymy produkty będące personalną ochroną przed szkodliwym smogiem i zanieczyszczeniami powietrza, które są jednocześnie komfortowe i dopasowane do codzienności życia w mieście i pasują do eleganckich ubrań – opowiadają Diana i Przemek Jaworscy oraz Adam Muszyński, założyciele marki Lekko.

      Bliżej Biznesu:– Zakładając, że żyjemy w mieście, gdzie smog jest dużym problemem, jakie szkodliwe substancje i pyły wdychamy na co dzień? I jakie niesie za sobą to konsekwencje?

      Lekko:– Istnieje kilka rodzajów zanieczyszczeń, najczęściej rozmawiamy o pyłach i gazach, których głównym źródłem jest ruch uliczny i ogrzewanie starego typu lub niespełniające norm. Najsłynniejsze są cząstki oznaczone PM10 i PM2,5, czyli cząstki o wielkości poniżej 10 i 2,5 mikrona, a także dwutlenek siarki i dwutlenek azotu pochodzący głównie z ruchu samochodowego. Te drobne cząsteczki powodują wiele alergii nosowych. Chroniczne narażenie jest czynnikiem ryzyka chorób układu krążenia i oddechowego, a także raka płuc. NO2 odpowiada za zapalenie oskrzeli i astmę, szczególnie u dzieci, a jego wysokie stężenie może również przyczyniać się do zmniejszenia czynności płuc. Innymi mikrocząstkami, przed którymi możemy się ochronić, są bakterie, kurz, pyłki i inne alergeny wziewne, a także grzyby.

      Według wielu badań, w Polsce mamy najgorsze powietrze w Europie. Dlaczego tak mało osób sięga po zabezpieczenie, np. maski antysmogowe?

      Niestety, na 50 miast o najgorszej jakości powietrza w UE, aż ponad trzydzieści to miasta polskie. Bardzo wysoko ustawione progi alarmowe powodowały, że ludzie nie byli informowani o niebezpieczeństwie. Więc z jednej strony mamy niedoinformowanych mieszkańców i przywiązanie do faktu, że przecież powietrze zawsze takie było, a jakoś żyjemy, z drugiej strony widnieje specyficzny wizerunek masek, który nie każdemu odpowiada, kojarzony z grami wideo, czy filmami grozy.

      Dlaczego ludzie, którzy pojawiają się na polskich ulicach w maskach antysmogowych, wywołują wciąż zdziwienie?

      Choć na ulicach polskich miast ludzie w maseczkach antysmogowych pojawiają się coraz częściej, to noszenie ich wciąż uważane jest za pewnego rodzaju ekstrawagancję. Tacy przechodnie przyciągają wzrok innych, wyglądając dość ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć – dziwacznie.

      Czy przed uruchomieniem biznesu testowaliście maski antysmogowe? Jakie były wnioski?

      Prawdę mówiąc, znaleźliśmy dwa największe minusy takich masek. Ich design powodował, że na ulicy prezentowaliśmy się niczym żołnierze z Gwiezdnych Wojen. Niby rzecz prozaiczna, ale przykuwa spojrzenia przechodniów, co z kolei przekładało się na nasz dyskomfort. Pomimo tego, że wiedzieliśmy, że działamy tylko z korzyścią dla swojego zdrowia, to czuliśmy się obserwowani. Drugim minusem był sam sposób zakładania maski i niedopasowanie. Często trzeba było ją dość mocno docisnąć do twarzy, co kończyło się odciśniętym kształtem na skórze. Również przy każdym wejściu i wyjściu, z i do pomieszczenia, trzeba było ją całkowicie zdjąć, a potem na nowo założyć i dopasować, nawet jeśli wchodziliśmy do budynku tylko na chwilę. Oba te fakty spowodowały, że korzystanie z maseczki na co dzień stawało się mało komfortowe i nieco uciążliwe.

       

       

      Jak narodził się pomysł na stworzenie chusty antysmogowej?

      Stworzyliśmy markę Lekko z potrzeby rozwiązania problemu, jakim był dla nas brak ochrony osobistej przed smogiem, która byłaby jednocześnie estetyczna i skuteczna. Niestety, z pomiarów wynika, że mamy najgorsze powietrze w Europie, mimo to niewiele osób sięga po rozwiązania ochronne. Kupiliśmy dla siebie maski dostępne na rynku, ale nie nosiliśmy ich, ponieważ żadna nie spełniła naszych oczekiwań, pod względem ochrony, dopasowania i wyglądu. Nie byliśmy w stanie nosić akcesoriów ochronnych, w których źle się czuliśmy i które nie pasowały do naszego wyglądu i charakteru. A mówiąc dosadniej, w których wyglądaliśmy dziwacznie. Dlatego stworzyliśmy własny produkt do codziennego użytku, niebazujący na formie maski stosowanej ochronnie podczas pracy w fabryce. Projektując chustę, pracowaliśmy nad stworzeniem wygodnej, dostępnej formy, z myślą o tym, żeby jak najwięcej chciało korzystać z dużo lepszej i wygodniejszej, ale skutecznej ochrony.

      Chusta wygląda, jak kominowy szal, ma jednak ukryte warstwy. Co znajduje się w poszczególnych warstwach? I jak te warstwy chronią przed smogiem? Jakie szkodliwe cząsteczki i pyły jest w stanie zatrzymać?

      W środku chusty Lekko zastosowaliśmy system filtrujący składający się z dwóch warstw: węgla aktywnego oraz specjalnej nano-włókniny filtrującej cząsteczki o wielkości nawet 0.1 mikrona. Takie rozwiązanie uniemożliwi dostanie się do płuc 99.9% szkodliwych cząsteczek (badania potwierdzone testami laboratoryjnymi). Taki poziom filtracji również ochroni przed wirusami, bakteriami oraz zanieczyszczeniami chemicznymi.

      Czy ciężko było zaprojektować i uszyć taką chustę? Jak wyglądały początkowe prace, testy?

      Cały proces projektowania, wraz z przygotowaniem kilkunastu prototypów zajął nam około roku. Jednocześnie pracowaliśmy nad opracowaniem odpowiedniej i wygodnej formy, doborem najwyższej jakości komponentów i przygotowaniem materiałów spełniających założone standardy ochrony i trwałości. Początkowe prace to oczywiście testowanie na sobie rozwiązań i ich ergonomii oraz wprowadzanie stopniowych zmian i usprawnień, aż do osiągnięcia wysokiego poziomu.

      Jak obecnie wygląda produkcja? Wiem, że dzianiny pochodzą z Łodzi, a szycie odbywa się na Dolnym Śląsku?

      Chusta została zaprojektowana i wyprodukowana w Polsce, a od samego początku polegamy głównie na własnym zespole i doświadczeniu. Jeśli chodzi o komponenty, to są w większości wykonane w Polsce. Dzianiny są produkowane bezpośrednio dla nas w Łodzi, ze specjalnie dobranej bawełny i zaprojektowanego dla Lekko splotu o odpowiednich właściwościach – umożliwiają przepływ powietrza, ale zatrzymują ciepło. Najważniejszy zaś element – nano-włóknina filtrująca jest dla nas wytwarzana przez jednego z wiodących europejskich producentów takich rozwiązań. Sam proces szycia odbywa się także w Polsce, na Dolnym Śląsku.

      Wydaje się, że chusta ma skomplikowaną budowę. W jaki sposób można ją prać?

      Należy pamiętać, aby prać ją w delikatnych środkach piorących, na programach przeznaczonych dla delikatnej odzieży. Aby zwiększyć trwałość chusty i zapobiegać gnieceniu i wycieraniu, zalecamy przechowywać ją w załączonym praktycznym pudełku.

      Na jak długo wystarcza jedna chusta?

      Jeśli zadbamy o nią zgodnie z instrukcją konserwacji, powinna wytrzymać tak długo, jak normalne ubranie. Należy jednak pamiętać o wymianie filtra – czas aktywnego używania to od 60 do 90 godzin, co powinno wystarczyć na około miesiąc używania w mieście.

      W jakiej jest cenie?

      Chusta z filtrem to wydatek rzędu 259 złotych. Do tego należy uwzględnić cykliczną wymianę filtra, który kosztuje 49 zł. Tempo zużycia związane jest z indywidualnym sposobem użytkowania oraz środowiskiem, w jakim filtr się znajduje, ale w uproszczeniu można przyjąć, że filtr powinien starczyć na około miesiąc używania.

      Czy to prawda, że planujecie stworzyć produkty dla dzieci?

      Aktualny produkt jest idealny dla dorosłych i młodzieży, ale planujemy również stworzyć konstrukcję odpowiednią dla dzieci – łatwiejszą w założeniu i nieco mniejszą. Zanieczyszczenie to temat, który nie znika z nadejściem wiosny, więc w planach jest również lżejsza wersja, która sprawdzi się w cieplejszych miesiącach i nada się dla alergików czy rowerzystów. Mamy także plany na rozwój głównego produktu na przyszły sezon.

      Czy moda powinna reagować właśnie na takie problemy, jak smog? I czy promocją takich produktów również można zwiększyć świadomość ludzi?

      Moda zawsze znajdowała rozwiązania na potrzeby ochronne związane z otaczającym środowiskiem, a także reagowała na zmiany społeczne. Naszym celem jest udostępnienie ludziom wygodnej i skutecznej ochrony przed zanieczyszczeniami powietrza. Liczymy na systemowe rozwiązania działające na rzecz rozwiązania problemu, ale tempo wprowadzania zmian podpowiada nam, że jeszcze przez jakiś czas problem będzie istniał. Nie powinniśmy czekać na to, aż coś samo się zmieni, tylko już dzisiaj korzystać z najlepszej osobistej ochrony. Polska to nie jedyny rynek borykający się z problemem zanieczyszczonego powietrza, a smog to nie jedyny problem oddechowy do rozwiązania. Dopiero uczymy się o wpływie i efekcie działania różnych cząstek znajdujących się w powietrzu na nasze zdrowie. Widzimy więc bardzo duży potencjał do rozwoju.

  • Wegańska torba… z ananasa

    • – Na rynku pojawia się coraz więcej produktów ułatwiających życie wegetarianom i weganom. A to jasny komunikat, że rośnie popyt. Wszystko w życiu wydaje się trudne, do momentu, kiedy się tego nie zrobi. Ja nie urodziłam się weganką, co więcej, jeszcze 5 lat temu zajadałam się tatarem i myślałam, że weganie to jakieś dziwaki, które żywią się energią kosmiczną. Jeśli ktoś taki jest w stanie się zmienić, to myślę, że każdy może to zrobić – opowiada Ela Lelek z Katowic, założycielka marki Piñana bag oraz sklepu i marki odzieżowej Vegemoda.

      Bliżej Biznesu:– Czy torebka Piñana bag jest w stu procentach wykonana z ananasa?

      Ela Lelek:– Metalowe elementy, takie jak zapięcia, pochodzą w większej mierze z recyklingu, podszewka natomiast wykonana jest z czystej bawełny organicznej. Część wierzchnia torebki jest wykonana w stu procentach z materiału Pinatex.

      Skąd pochodzą resztki ananasa wykorzystywane w produkcji? I jak trafiają do Polski?

      Resztki pochodzą z plantacji ananasów na Filipinach, gdzie produkowany jest materiał. Tak naprawdę to nie resztki samego owocu ananasa, a jego liście.

      Jakie właściwości ma ananas, które sprawiają, że po procesie obróbki świetnie imituje skórę?

      Włókna liści ananasa są niebywale trwałe i podatne obróbce. Sama faktura „skóry” jest nadawana w późniejszym procesie przez maszyny przemysłowe.

      Jak wygląda ten proces obróbki? I cała produkcja torebek? Jak długo to trwa?

      Proces obróbki zaczyna się na Filipinach, następnie materiał wędruje do siedziby firmy Pinatex w Hiszpanii. Stamtąd jest wysyłany do Polski. Wykonanie jednej naszej torebki – w zależności od stopnia zaawansowania modelu, siły przerobowej i nastroju naszych krawcowych – trwa od 3 do 4 godzin.

      Wiem, że efekt finalny powstaje ręcznie, w niewielkim zakładzie szwalniczym w Katowicach. Czy trudno było dostosować takie miejsce do naturalnej produkcji?

      W XXI wieku nic nie jest już trudne, jeśli tylko się chce. Na rynku jest niebywała ilość materiałów, które z powodzeniem zastępują produkty pochodzenia zwierzęcego. Problemem jest raczej znalezienie wykwalifikowanych pracowników. Krawiec to piękny i szlachetny zawód, który w dobie wszelakich kuszących nazwami studiów oraz kursów – zamiera.

      Jak narodził się pomysł na tworzenie wegańskich, przyjaznych środowisku produktów?

      Gdy pięć lat temu zostałam weganką, bardzo ciężko było mi znaleźć na rynku produkty nie tylko pozbawione elementów skórzanych, ale również takich, które byłyby ekologiczne. Często pojawia się argument, że produkcja syntetycznych skór jest jeszcze bardziej szkodliwa od produkcji skór naturalnych. Jest to powszechny frazes, niemający nic wspólnego z rzeczywistością. Wystarczy nieco zgłębić temat. Niemniej, dla mnie to i tak było za mało. Chciałam, by moje rzeczy były w stu procentach ekologiczne. Tak narodził się pomysł na torebki. Później pojechałam do siedziby producenta materiału, a dalej wszystko już poleciało z górki. Śmieję się czasem, że wraca do mnie dobra karma przez to, że nie jem świnek.

      Piñana bag to klasyczne kopertówki i kosmetyczki. Czy są dostępne w różnych rozmiarach i kolorach?

      Tak, kopertówki występują w dwóch rozmiarach. Kosmetyczki w jednym. Jeśli chodzi o kolory, do tej pory produkowaliśmy rzeczy w kolorze czarnym, brązowym oraz naturalnym. W następnej kolekcji pojawią się nowe kolory, takie jak złoty czy srebrny.

      Produkty Piñana bag posiadają certyfikat PETA-Approved Vegan. Czy ciężko zdobyć takie potwierdzenie?

      Dla chcącego, nic trudnego. Zajmuje to sporo czasu, biurokracja jest na najwyższym poziomie, ale to dobrze. Bo dzięki temu jedynie firmy rzeczywiście zaangażowane w ochronę zwierząt i środowiska otrzymują ten certyfikat. Ze względu na rosnącą świadomość ludzi o negatywnych skutkach spożywania mięsa i produkcji odzwierzęcych elementów, wiele firm „podszywa się” pod bycie vege i eko. Dotyczy to w głównej mierze marek kosmetycznych. Reklamują swoje produkty jako Cruelty-Free, podczas gdy należą do największych na świecie koncernów testujących na zwierzętach. Warto sprawdzić zawsze dwa razy, za co tak naprawdę płacimy. Fakt, wymaga to czasu i zaangażowania, ale przyznam szczerze, że nasze zaangażowanie w dokonywanie codziennych wyborów wraca do nas w postaci satysfakcji i spokoju ducha, iż płacąc za zakupy – nikomu nie wyrządzamy krzywdy.

      Wiem, że torebki i kosmetyczki to nie wszystko. Wytwarza pani także ubrania wegańskie i rzeczy do domu. Z jakich materiałów są produkowane?

      Zgadza się. Ananasowe torebki to tylko jeden z wielu moich pomysłów. Jak to w życiu, część z nich się udaje, część nie, natomiast uważam, że zawsze trzeba próbować. Ktoś mi kiedyś powiedział, że raz wygrywamy, a raz się uczymy. Coś takiego, jak porażka dla mnie nie istnieje. Jednym z pomysłów, który mi się udał to sklep internetowy oraz marka VEGEMODA.pl, w którym sprzedaję produkowaną przez moją firmę odzież. Są to głównie koszulki oraz bluzy i ekologiczne torby. Do produkcji wykorzystujemy bawełnę organiczną oraz wegańskie barwniki. Posiadamy też rzeczy do domu, takie jak koszyki na warzywa oraz spory wybór importowanych akcesoriów dla zwierzaków. Te z kolei, są produkowane z łuski ryżowej i są biodegradowalne.

      Kim są klienci? Czy to odbiorcy z dużych miast? A może głównie z zagranicy?

      Klienci są bardzo różni. Często spotykam się z pytaniem o odbiorców z dużych miast. Tutaj nie ma reguły. Osoby mieszkające zarówno w małych, jak i dużych miastach odwiedzają nasz sklep. Staram się unikać generalizowania oraz oceniania i dlatego nigdy nie pokusiłabym się o stwierdzenie, jakoby w dużych, polskich miastach świadomość człowieka dotycząca ekologii była większa, a może i wręcz przeciwnie. W małych miastach ludzie bardzo szanują środowisko i są mniej bombardowani wszechobecną konsumpcją. Posiadamy również klientów z zagranicy, ale nie promujemy się tam w żaden sposób. Działamy w myśl zasady – myśl globalnie, działaj lokalnie.

      Do niedawna wegetarianizm kojarzył się głównie z niejedzeniem mięsa, dziś to cała filozofia życia. Czy pani zdaniem jest szansa na to, że wkrótce będzie można prowadzić życie całkowicie w wegańskim stylu – chodząc w wegańskich ubraniach, jedząc wegańskie posiłki, korzystając z wegańskich kosmetyków? Czy raczej jest to utopijna wizja?

      Ciężko rozpatrywać to w kategoriach szansy – ponieważ ja sama oraz ogrom ludzi na naszej planecie już tak żyje. Jak wspominałam już wcześniej, żyjemy w XXI wieku. W ciągu kilkunastu godzin możemy znaleźć się na drugim końcu świata, medycyna rozwinęła się do tego stopnia, że drukarki 3D drukują tytanowe mostki i żebra do przeszczepów, a naukowcy w Australii teleportowali proton na wiązce lasera. Czy jest więc możliwe zjedzenie burgera z ciecierzycą, umycie twarzy płynem nietestowanym na zwierzętach i kupienie torebki ze sztucznej skóry? Myślę, że przy odrobinie empatii, troski o środowisko, ale też własne zdrowie – tak, jest to możliwe. Tendencja już jest rosnąca, pojawia się na rynku coraz więcej produktów ułatwiających życie wegetarianom i weganom. A to jasny komunikat, że rośnie popyt. Wszystko w życiu wydaje się trudne, do momentu, kiedy się tego nie zrobi. Ja nie urodziłam się weganką, co więcej, jeszcze 5 lat temu zajadałam się tatarem i myślałam, że weganie to jakieś dziwaki, które żywią się energią kosmiczną. Jeśli ktoś taki jest w stanie się zmienić, to myślę, że każdy może to zrobić. Wystarczy, że zdamy sobie sprawę z tego, jak bardzo uwarunkowani jesteśmy. Chińczyk zajada się psem – czego Polak nie może pojąć, dla Muzułmanina zjedzenie świni jest niemożliwe, a żaden Hindus nigdy nie zje burgera z wołowiną. To społeczeństwo, religia i kraj warunkują i narzucają nam to, co mamy robić, kupować, w co wierzyć. A ja wierzę, że z natury każdy człowiek jest częścią tego świata i chce o niego dbać, troszkę tylko się w tym wszystkim nasza ludzkość pogubiła i przykryliśmy naszą prawdziwą dbałość o inne istoty i planetę. Czym? Może zabieganiem? Lenistwem? Zachłannością? Albo wszystkim na raz. Warto się na chwilkę zatrzymać i o tym pomyśleć.

      O czym warto pamiętać, idąc na zakupy, np. do galerii handlowej? Czego unikać w przypadku obuwia, torebek? Na co zwracać uwagę, aby znaleźć coś przyjaznego i naturalnego? Czy jest to możliwe?

      Przede wszystkim, przed pójściem do galerii handlowej należy otworzyć swoją szafę i sprawdzić, czy czegoś rzeczywiście nam potrzeba, czy nasza chęć zakupu kolejnej rzeczy nie jest na przykład kompulsywna. U mnie w szafie nadal znajduje się mnóstwo rzeczy, w których nie chodzę. Staram się sukcesywnie je zestawiać z moimi ulubionymi jeansami i dawać im drugie życie. Jeśli już jednak stwierdzimy, że naprawdę nasza torebka wygląda dramatycznie, lub po prostu – mamy ochotę się za coś nagrodzić i za nasze własne, często ciężko zarobione pieniądze coś sobie kupić, to powinniśmy w pierwszej kolejności skierować nasze kroki do małych, polskich producentów. Nie do nasyconych chińszczyzną marketów. Niestety, zazwyczaj takowi nie znajdują się w centrach handlowych, ponieważ na to stać tylko wielkie koncerny. Zresztą, przenosząc swoje produkcje do Chin lub innych azjatyckich krajów i płacąc jednego dolara dziennie ludziom za ich pracę – wydaje się być całkiem ewidentne skąd mają na to budżety. Dlatego polecam szperanie w internecie. W Polsce nie brakuje utalentowanych i odpowiedzialnych ekologicznie młodych ludzi. Z całą pewnością każdy znajdzie dokładnie to, czego potrzebuje. Po co wspierać okrucieństwo wobec zwierząt i wyzysk ludzi oraz planety, gdy można kogoś wspierać w realizacji marzeń, a tym samym zostać posiadaczem porządnego, często ręcznie wykonanego produktu?

  • Wódka pita ze smakiem

    • – Degustowana w ciemno jest niezłą zagadką dla wprawionych miłośników alkoholi – trudno odgadnąć, że jest wytworzona z miodu – opowiada Dorota Żylewicz-Nosowska, producentka miodowej okowity Frant.

      Bliżej Biznesu:– Czy wódką można się delektować, tak jak winem?

      Dorota Żylewicz-Nosowska:– Na pewno delektowanie się jest bardziej odpowiedzialnym zachowaniem niż picie dużych ilości. I tak, zależy, którą wódką czy okowitą, ale można się nimi delektować. Szczególnie tymi, które wychodzą od dobrej jakości surowca, nawiązują do starej szkoły polskiej produkcji.

      Czy można, podobnie jak wino, wpleść ten alkohol do restauracyjnego czy domowego menu? Do jakich dań najbardziej „pasuje”?

      Polskie alkohole mocne z powodzeniem od kilku lat łączone są z jedzeniem w najlepszych restauracjach w Polsce, takich jak na przykład Atelier Amaro. W przypadku Wildflower sugerujemy go łączyć z delikatnymi tatarami, ale też tłustymi rybami czy bardziej wytrawnymi deserami.

      Czym zajmowała się pani przed uruchomieniem biznesu? Czy miała pani jakąkolwiek wiedzę na temat produkcji wódki?

      Zajmowałam się sprzedażą i marketingiem alkoholu przez kilka lat. Miałam wiedzę na temat organizowania produkcji i eksportu. Bardzo lubię się tym zajmować.

      Kiedy po raz pierwszy zetknęła się pani z niszowymi alkoholami?

      Z niszowymi produktami różnych branż na pewno zetknęłam się najpierw w Londynie, gdzie pracowałam przez dwa lata – z innym podejściem do produktów lokalnych, tradycyjnych czy innowacyjnych.

      Czy Londyn był inspiracją do uruchomienia biznesu?

      Londyn był dobrą lekcją życia, ale na pewno nie inspiracją do uruchomienia biznesu. Pomysł na biznes tlił się w tyle głowy od ukończenia studiów. I starałam się wyborami prac budować kompetencje do wystartowania z czymś swoim w dobrym momencie.

      Postawiła pani na okowitę z miodu.

      Frant to marka, która będzie wypuszczać na rynek ciekawe alkohole z Polski. Wildflower, pierwszy z nich, to okowita miodowa, czyli destylat z miodu wielokwiatowego z Warmii.

      Jak ona smakuje? Jak opisałaby pani jej zapach? Gdzie jest produkowana?

      Bardzo delikatna, kwiatowa. Zaskakuje zarówno aromatem, jak i smakiem. Degustowana w ciemno jest niezłą zagadką dla wprawionych miłośników alkoholi – trudno odgadnąć, że jest wytworzona z miodu. Produkowana jest na Warmii.

      Jak wyglądały początki biznesu? Co było najtrudniejsze? Co panią zaskoczyło?

      Najtrudniejsze było zaakceptowanie faktu, że tworzenie od zera marki to trudny i długotrwały proces.

      Gdzie dziś trafia Frant? Kim są odbiorcy? Gdzie można się jej napić?

      Frant trafia głównie do gastronomii, najlepszych restauracji, barów i hoteli. Można też go kupić w kilku sklepach specjalistycznych w Polsce. W każdym z nich pracują świetni profesjonaliści.

      Dlaczego nie postawiła pani na wina? Albo na rzemieślniczy browar?

      Bo moją prawdziwą pasją są mocne alkohole i tym właśnie chciałam się zajmować.

      Czy płeć w tej branży ma znaczenie? Czy kobiety mają trudniej? A może łatwiej?

      Nie zastanawiam się nad tym. Nie spotykam się z żadnymi przykładami dyskryminacji czy seksizmu. Mam kontakt z profesjonalistami, często także kobietami, dla których liczą się wiedza i kreatywność, a nie płeć.

  • Pierwsza w Polsce chatka do czytania powstaje niedaleko Warszawy

    • – W chatce jest prąd, ale nie planujemy żadnej elektroniki. Na pewno nie będzie telewizora ani WiFi. Przeciwnie, zapewnimy specjalną szufladkę na smartfona, by łatwiej było się od niego uwolnić – opowiada Bartłomiej Kraciuk, pomysłodawca i jeden z szefów projektu „Bookworm Cabin”.

      Bliżej Biznesu:– Jak i gdzie narodziła się idea „Bookworm Cabin”?

      Bartłomiej Kraciuk:– Na początku była działka, na której znalazłem się trochę przez przypadek. Odwiedziłem ją po drodze, jadąc do Domu Hansenów w Szuminie. Stanąłem na lekkim wzniesieniu, na którym położona jest ta leśna działka i zachłysnąłem się niesamowitym, dziewiczym widokiem na łąki i lasy, który się stamtąd rozpościera. Stałem tam przez dłuższą chwilę i zastanawiałem, jak utrwalić to przeżycie. Wtedy zrozumiałem, że musi tam powstać dom, z którego się nie wychodzi. Oczywiście z wielkim oknem.

      Gdzie takie chatki do czytania są najbardziej popularne?

      Nie spotkałem jeszcze chatki przeznaczonej konkretnie do czytania książek. Dla mnie stanowią one bardzo ważny element, swego rodzaju klucz do wyciszenia. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do przebodźcowania w dzisiejszym świecie, że trudno nam przełączyć się na nierobienie niczego. Podziwianie pięknego widoku zazwyczaj kończy się tuż po wrzuceniu go na Instagram. Książka zaś daje możliwość poświęcenia się jednej czynności na dłużej i jest świetnym wstępem do wyciszenia.

      W chatce znajdują się: przestronny salon z kominkiem, dwuosobowa sypialnia na antresoli, łazienka i przytulna kuchnia. Jak długo trwały prace koncepcyjne? Kto zaprojektował kabinę? Wiem, że prototyp powstawał już w 2015 roku? Jak bardzo się zmieniła idea od tego czasu?

      Koncepcja rodziła się w mojej głowie ponad rok. Nieoceniony jest w tym udział mojej żony, architektki, Marty Puchalskiej-Kraciuk. To ona wybrała bryłę domu zaprojektowaną przez naszych znajomych z POLE Architekci i pomogła dostosować go do potrzeb Bookworm Cabin.

      Czy chatka powstała z myślą o tych, którzy cierpią na przesyt wielkomiejskim tempem i hałasem? A może sam pan cierpiał na brak miejsca, w którym można się „wyłączyć”?

      Bookworm Cabin to spa dla umysłu. Słyszałem, że są już miejsca, które oferują masaż ciała z przymusowym wyłączeniem telefonu – za dodatkową opłatą oczywiście. Ja liczę na to, że zmotywujemy gości do dobrowolnego odłożenia smartfonów, chociaż na chwilę, pokazując im inny, spokojniejszy świat.

      Skąd wziął się pomysł, aby taka kabina stanęła we wsi Adelin? Czy lokalizacja miała tu duże znaczenie?

      Jedzie się tam 45 minut samochodem z Warszawy – nawet w godzinach szczytu, tuż po pracy. Wystarczająco blisko, by wyrwać się nawet na jeden dzień w środku tygodnia i wrócić rano na spotkanie w mieście. A jednocześnie wystarczająco daleko, by być otoczonym przyrodą i nabrać dystansu do codzienności.

      Jakie walory krajoznawcze ma właśnie ten teren? Co widzimy za oknem, czytając książki w kabinie?

      Jest to przepiękne, malownicze Mazowsze. Na pewno wielki klif, wodospad czy inny zjawiskowy krajobraz byłby bardziej Instagramowy, ale my chcemy pokazać, że prawdziwy relaks jest tuż za rogiem. Że nie trzeba lecieć na Dominikanę, żeby odpocząć. Jednocześnie cały czas podkreślam, że zależy nam na jak najmniejszej liczbie bodźców. Piękno też może być spokojne.

      Kiedy domek zostanie w pełni uruchomiony? Czy będzie można wynająć go przez cały rok? Na jak długo będzie można tam się zatrzymać?

      Domek będzie całoroczny. Przewidujemy raczej krótkie, kilkudniowe pobyty, ale nie ma ograniczeń, jeżeli ktoś chciałby wynająć go na dłużej. Planujemy oddać go do użycia latem 2019 roku.

      Czy nadal można wesprzeć budowę chatki? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

      Do końca grudnia trwa kampania crowdfundingowa na odpalprojekt.pl, gdzie można w przedsprzedaży kupować noclegi i otrzymać do tego unikatowe bonusy. Można też kupić voucher na nocleg bezpośrednio na naszym Facebooku, co świetnie nadaje się na prezent, bo jest to też fizyczny przedmiot w formie dopracowanego graficznie wydruku. A od stycznia rozpoczynamy współpracę z portalem slowhop.com, gdzie będzie można rezerwować noclegi już w konkretnych terminach.

      Czy chatka będzie odłączona od elektroniki? Mam na myśli telewizję, radio, internet? Czy będzie dostęp do WiFi?

      W chatce jest prąd, ale nie planujemy żadnej elektroniki. Na pewno nie będzie telewizora ani WiFi. Przeciwnie, zapewnimy specjalną szufladkę na smartfona, by łatwiej było się od niego uwolnić. Zresztą zasięg sieci jest tam w tym momencie niezbyt mocny, co powinno ułatwić sprawę.

      Czy chatka posiada własną biblioteczkę? Jeżeli tak, to jakie książki będzie można znaleźć na miejscu?

      Ogromna ściana książek jest jednym z kluczowych elementów wystroju wnętrza. Sama ich obecność tworzy wyjątkowy klimat zachęcający do czytania. Poza estetycznym aspektem szalenie ważny jest dobór jakościowych tytułów. Liczymy tu na współpracę z najlepszymi wydawnictwami.

      Ile trzeba zapłacić za kilka dni w czytelniczej samotni?

      W przedsprzedaży jedna noc kosztuje 320 zł, dwie 610 zł, a trzy 900 zł.

      Jak wypady do takiego miejsca, gdzie następuje ograniczenie bodźców, wyciszenie mogą poprawić codzienne życie?

      Jedno jest pewne – zmienią je tylko na lepsze. Jak bardzo, to już kwestia indywidualna. Jedni może przyjadą tu tylko na chwilowy odpoczynek i wrócą do swoich zajęć, innym może Bookworm Cabin wskaże nowy kierunek działań i da siłę do poważnych zmian.

      Czy od takiego miejsca można się „uzależnić”?

      Prędzej to miejsce pomoże uwolnić się od uzależnień, przypomnieć, czym jest prawdziwy świat i pokazać, jak może wyglądać choć trochę spowolnione życie.

  • Faktoring online od pierwszej wystawionej faktury

    • SMEO to pierwsza firma na polskim rynku, która oferuje faktoring online już od pierwszej wystawionej faktury. W ten sposób nawet nowo powstałe firmy mogą skorzystać z jej usług faktoringowych. To nowatorskie rozwiązanie dostępne jest dzięki scoringowi behawioralnemu oraz autorskiemu systemowi antyfraudowemu, który został zbudowany w oparciu o sztuczną inteligencję.

      Współpraca ze SMEO umożliwia przedsiębiorcy otrzymanie należnych środków niemal natychmiast po przesłaniu kopii faktury do firmy. Dotychczas osoby prowadzące własną działalność musiały oczekiwać na płatności za faktury od 30 do nawet 90 dni. Obecnie w ciągu 15 minut pieniądze pomniejszone o prowizję mogą trafić na firmowe konto. Ponadto wspomniana prowizja zostanie naliczona wyłącznie za okres finansowania konkretnej faktury, a więc tylko za liczbę dni liczoną od przelania pieniędzy na konto do terminu płatności faktury.

      Już w kwietniu 2018 r. rozwój własnej technologii pozwolił marce SMEO zaoferować faktoring firmom z sektora MŚP. Scoring behawioralny oraz system antyfraudowy, wykorzystane w tym innowacyjnym rozwiązaniu, umożliwiły weryfikację potencjalnego klienta przy pomocy na przykład mediów społecznościowych. Od tamtej pory firma sfinansowała już ponad 6 tys. faktur o łącznej wartości ponad 40 mln zł.

      Szansa dla startupów

      W drugiej połowie grudnia 2018 r. marka SMEO uruchomiła możliwość skorzystania z faktoringu również od pierwszego dnia działalności firmy. Możliwość wykorzystania faktoringu od pierwszej wystawionej faktury to zupełna nowość na polskim rynku faktoringowym. Specjaliści przewidują, że taka usługa może całkowicie zrewolucjonizować sytuację polskich startupów. Dotychczas tego typu podmioty borykały się z trudnościami w znalezieniu dodatkowego źródła finansowania ze względu na brak odpowiedniej historii kredytowej.

      Chcemy pomagać w rozwijaniu się młodym przedsięwzięciom. Do tej pory SMEO umożliwiało opłacanie faktur firmom, które istniały przynajmniej pół roku. Przez ostatnie 10 miesięcy nabyliśmy jednak ogromnego doświadczenia w rozpoznaniu oczekiwań małych, polskich firm. I co istotne, stale rozwijaliśmy naszą technologię, szczególnie samouczące się systemy antyfraudowe. Dzięki temu obecnie jesteśmy w stanie pomagać firmom zaraz po otwarciu ich działalności – mówi Michał Pawlik, CEO spółki SMEO.