Wegańska torba… z ananasa

– Na rynku pojawia się coraz więcej produktów ułatwiających życie wegetarianom i weganom. A to jasny komunikat, że rośnie popyt. Wszystko w życiu wydaje się trudne, do momentu, kiedy się tego nie zrobi. Ja nie urodziłam się weganką, co więcej, jeszcze 5 lat temu zajadałam się tatarem i myślałam, że weganie to jakieś dziwaki, które żywią się energią kosmiczną. Jeśli ktoś taki jest w stanie się zmienić, to myślę, że każdy może to zrobić – opowiada Ela Lelek z Katowic, założycielka marki Piñana bag oraz sklepu i marki odzieżowej Vegemoda.

Bliżej Biznesu:– Czy torebka Piñana bag jest w stu procentach wykonana z ananasa?

Ela Lelek:– Metalowe elementy, takie jak zapięcia, pochodzą w większej mierze z recyklingu, podszewka natomiast wykonana jest z czystej bawełny organicznej. Część wierzchnia torebki jest wykonana w stu procentach z materiału Pinatex.

Skąd pochodzą resztki ananasa wykorzystywane w produkcji? I jak trafiają do Polski?

Resztki pochodzą z plantacji ananasów na Filipinach, gdzie produkowany jest materiał. Tak naprawdę to nie resztki samego owocu ananasa, a jego liście.

Jakie właściwości ma ananas, które sprawiają, że po procesie obróbki świetnie imituje skórę?

Włókna liści ananasa są niebywale trwałe i podatne obróbce. Sama faktura „skóry” jest nadawana w późniejszym procesie przez maszyny przemysłowe.

Jak wygląda ten proces obróbki? I cała produkcja torebek? Jak długo to trwa?

Proces obróbki zaczyna się na Filipinach, następnie materiał wędruje do siedziby firmy Pinatex w Hiszpanii. Stamtąd jest wysyłany do Polski. Wykonanie jednej naszej torebki – w zależności od stopnia zaawansowania modelu, siły przerobowej i nastroju naszych krawcowych – trwa od 3 do 4 godzin.

Wiem, że efekt finalny powstaje ręcznie, w niewielkim zakładzie szwalniczym w Katowicach. Czy trudno było dostosować takie miejsce do naturalnej produkcji?

W XXI wieku nic nie jest już trudne, jeśli tylko się chce. Na rynku jest niebywała ilość materiałów, które z powodzeniem zastępują produkty pochodzenia zwierzęcego. Problemem jest raczej znalezienie wykwalifikowanych pracowników. Krawiec to piękny i szlachetny zawód, który w dobie wszelakich kuszących nazwami studiów oraz kursów – zamiera.

Jak narodził się pomysł na tworzenie wegańskich, przyjaznych środowisku produktów?

Gdy pięć lat temu zostałam weganką, bardzo ciężko było mi znaleźć na rynku produkty nie tylko pozbawione elementów skórzanych, ale również takich, które byłyby ekologiczne. Często pojawia się argument, że produkcja syntetycznych skór jest jeszcze bardziej szkodliwa od produkcji skór naturalnych. Jest to powszechny frazes, niemający nic wspólnego z rzeczywistością. Wystarczy nieco zgłębić temat. Niemniej, dla mnie to i tak było za mało. Chciałam, by moje rzeczy były w stu procentach ekologiczne. Tak narodził się pomysł na torebki. Później pojechałam do siedziby producenta materiału, a dalej wszystko już poleciało z górki. Śmieję się czasem, że wraca do mnie dobra karma przez to, że nie jem świnek.

Piñana bag to klasyczne kopertówki i kosmetyczki. Czy są dostępne w różnych rozmiarach i kolorach?

Tak, kopertówki występują w dwóch rozmiarach. Kosmetyczki w jednym. Jeśli chodzi o kolory, do tej pory produkowaliśmy rzeczy w kolorze czarnym, brązowym oraz naturalnym. W następnej kolekcji pojawią się nowe kolory, takie jak złoty czy srebrny.

Produkty Piñana bag posiadają certyfikat PETA-Approved Vegan. Czy ciężko zdobyć takie potwierdzenie?

Dla chcącego, nic trudnego. Zajmuje to sporo czasu, biurokracja jest na najwyższym poziomie, ale to dobrze. Bo dzięki temu jedynie firmy rzeczywiście zaangażowane w ochronę zwierząt i środowiska otrzymują ten certyfikat. Ze względu na rosnącą świadomość ludzi o negatywnych skutkach spożywania mięsa i produkcji odzwierzęcych elementów, wiele firm „podszywa się” pod bycie vege i eko. Dotyczy to w głównej mierze marek kosmetycznych. Reklamują swoje produkty jako Cruelty-Free, podczas gdy należą do największych na świecie koncernów testujących na zwierzętach. Warto sprawdzić zawsze dwa razy, za co tak naprawdę płacimy. Fakt, wymaga to czasu i zaangażowania, ale przyznam szczerze, że nasze zaangażowanie w dokonywanie codziennych wyborów wraca do nas w postaci satysfakcji i spokoju ducha, iż płacąc za zakupy – nikomu nie wyrządzamy krzywdy.

Wiem, że torebki i kosmetyczki to nie wszystko. Wytwarza pani także ubrania wegańskie i rzeczy do domu. Z jakich materiałów są produkowane?

Zgadza się. Ananasowe torebki to tylko jeden z wielu moich pomysłów. Jak to w życiu, część z nich się udaje, część nie, natomiast uważam, że zawsze trzeba próbować. Ktoś mi kiedyś powiedział, że raz wygrywamy, a raz się uczymy. Coś takiego, jak porażka dla mnie nie istnieje. Jednym z pomysłów, który mi się udał to sklep internetowy oraz marka VEGEMODA.pl, w którym sprzedaję produkowaną przez moją firmę odzież. Są to głównie koszulki oraz bluzy i ekologiczne torby. Do produkcji wykorzystujemy bawełnę organiczną oraz wegańskie barwniki. Posiadamy też rzeczy do domu, takie jak koszyki na warzywa oraz spory wybór importowanych akcesoriów dla zwierzaków. Te z kolei, są produkowane z łuski ryżowej i są biodegradowalne.

Kim są klienci? Czy to odbiorcy z dużych miast? A może głównie z zagranicy?

Klienci są bardzo różni. Często spotykam się z pytaniem o odbiorców z dużych miast. Tutaj nie ma reguły. Osoby mieszkające zarówno w małych, jak i dużych miastach odwiedzają nasz sklep. Staram się unikać generalizowania oraz oceniania i dlatego nigdy nie pokusiłabym się o stwierdzenie, jakoby w dużych, polskich miastach świadomość człowieka dotycząca ekologii była większa, a może i wręcz przeciwnie. W małych miastach ludzie bardzo szanują środowisko i są mniej bombardowani wszechobecną konsumpcją. Posiadamy również klientów z zagranicy, ale nie promujemy się tam w żaden sposób. Działamy w myśl zasady – myśl globalnie, działaj lokalnie.

Do niedawna wegetarianizm kojarzył się głównie z niejedzeniem mięsa, dziś to cała filozofia życia. Czy pani zdaniem jest szansa na to, że wkrótce będzie można prowadzić życie całkowicie w wegańskim stylu – chodząc w wegańskich ubraniach, jedząc wegańskie posiłki, korzystając z wegańskich kosmetyków? Czy raczej jest to utopijna wizja?

Ciężko rozpatrywać to w kategoriach szansy – ponieważ ja sama oraz ogrom ludzi na naszej planecie już tak żyje. Jak wspominałam już wcześniej, żyjemy w XXI wieku. W ciągu kilkunastu godzin możemy znaleźć się na drugim końcu świata, medycyna rozwinęła się do tego stopnia, że drukarki 3D drukują tytanowe mostki i żebra do przeszczepów, a naukowcy w Australii teleportowali proton na wiązce lasera. Czy jest więc możliwe zjedzenie burgera z ciecierzycą, umycie twarzy płynem nietestowanym na zwierzętach i kupienie torebki ze sztucznej skóry? Myślę, że przy odrobinie empatii, troski o środowisko, ale też własne zdrowie – tak, jest to możliwe. Tendencja już jest rosnąca, pojawia się na rynku coraz więcej produktów ułatwiających życie wegetarianom i weganom. A to jasny komunikat, że rośnie popyt. Wszystko w życiu wydaje się trudne, do momentu, kiedy się tego nie zrobi. Ja nie urodziłam się weganką, co więcej, jeszcze 5 lat temu zajadałam się tatarem i myślałam, że weganie to jakieś dziwaki, które żywią się energią kosmiczną. Jeśli ktoś taki jest w stanie się zmienić, to myślę, że każdy może to zrobić. Wystarczy, że zdamy sobie sprawę z tego, jak bardzo uwarunkowani jesteśmy. Chińczyk zajada się psem – czego Polak nie może pojąć, dla Muzułmanina zjedzenie świni jest niemożliwe, a żaden Hindus nigdy nie zje burgera z wołowiną. To społeczeństwo, religia i kraj warunkują i narzucają nam to, co mamy robić, kupować, w co wierzyć. A ja wierzę, że z natury każdy człowiek jest częścią tego świata i chce o niego dbać, troszkę tylko się w tym wszystkim nasza ludzkość pogubiła i przykryliśmy naszą prawdziwą dbałość o inne istoty i planetę. Czym? Może zabieganiem? Lenistwem? Zachłannością? Albo wszystkim na raz. Warto się na chwilkę zatrzymać i o tym pomyśleć.

O czym warto pamiętać, idąc na zakupy, np. do galerii handlowej? Czego unikać w przypadku obuwia, torebek? Na co zwracać uwagę, aby znaleźć coś przyjaznego i naturalnego? Czy jest to możliwe?

Przede wszystkim, przed pójściem do galerii handlowej należy otworzyć swoją szafę i sprawdzić, czy czegoś rzeczywiście nam potrzeba, czy nasza chęć zakupu kolejnej rzeczy nie jest na przykład kompulsywna. U mnie w szafie nadal znajduje się mnóstwo rzeczy, w których nie chodzę. Staram się sukcesywnie je zestawiać z moimi ulubionymi jeansami i dawać im drugie życie. Jeśli już jednak stwierdzimy, że naprawdę nasza torebka wygląda dramatycznie, lub po prostu – mamy ochotę się za coś nagrodzić i za nasze własne, często ciężko zarobione pieniądze coś sobie kupić, to powinniśmy w pierwszej kolejności skierować nasze kroki do małych, polskich producentów. Nie do nasyconych chińszczyzną marketów. Niestety, zazwyczaj takowi nie znajdują się w centrach handlowych, ponieważ na to stać tylko wielkie koncerny. Zresztą, przenosząc swoje produkcje do Chin lub innych azjatyckich krajów i płacąc jednego dolara dziennie ludziom za ich pracę – wydaje się być całkiem ewidentne skąd mają na to budżety. Dlatego polecam szperanie w internecie. W Polsce nie brakuje utalentowanych i odpowiedzialnych ekologicznie młodych ludzi. Z całą pewnością każdy znajdzie dokładnie to, czego potrzebuje. Po co wspierać okrucieństwo wobec zwierząt i wyzysk ludzi oraz planety, gdy można kogoś wspierać w realizacji marzeń, a tym samym zostać posiadaczem porządnego, często ręcznie wykonanego produktu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *