Ruda inspiracja, czyli fenomen Lisich spraw
Home / Mój biznes / Ruda inspiracja, czyli fenomen Lisich spraw

Ruda inspiracja, czyli fenomen Lisich spraw 98

– Czasem mam wrażenie, że wszystkie dobre teksty tkwią gdzieś w przestrzeni i tylko czekają, aż ktoś wykroi kawałek dla siebie, albo że są zawsze gdzieś z tyłu głowy w formie nienazwanych emocji. Wystarczy się zastanowić jak je przedstawić w postaci słów i obrazów –  mówi autorka „Lisich Spraw”. Prowadzoną przez Beatę „Ari” Smugaj stronę facebookową polubiło już ponad 90 tysięcy osób. 

Bliżej Biznesu:– Jak narodziły się „Lisie Sprawy”?

Beata „Ari” Smugaj:– Pierwsze lisie obrazki powstały dla zabawy i za namową mojego przyjaciela znalazły się na facebooku. Na początku „Lisie Sprawy” były dla mnie odskocznią od obowiązków i profesjonalizmu, który przyświeca pracy w agencji kreatywnej, jednak bardzo szybko zyskały spore grono miłośników, a skoro nie tylko mnie sprawiały przyjemność, to poczułam, że nie mogę porzucić tej krótkiej, zabawnej formy.

Do kogo kieruje pani treści, które pojawiają się na stronie?

Moimi odbiorcami są głównie kobiety pomiędzy 25 34 rokiem życia. To one stanowią około 70% wszystkich moich fanów na facebooku. Nie kieruję treści specjalnie do nich – po prostu tworzyłam to na co miałam ochotę, a widownia pojawiała się sama. Ponieważ projekt nie był tworzony z myślą o zysku, nie musiałam przejmować się tym, do kogo dotrze. Ta autentyczność zaowocował 90 tysiącami osób skupionych wokół „Lisich Spraw”.

„Ilustrowany projekt o przygodach średniowiecznych lisów mieszkających w pałacu z sera powstał 16 marca 2015 roku. Od tego czasu moje lisy zdobyły serca odbiorców a zwroty typu „ojojane miejsca bolą mniej” na stałe zagościły w ich słownikach” – czytamy stronie „Lisie Sprawy”. Ciekawa jestem, jak powstają te kultowe teksty? I które cieszą się największą popularnością?

Czasem mam wrażenie, że wszystkie dobre teksty tkwią gdzieś w przestrzeni i tylko czekają, aż ktoś wykroi kawałek dla siebie, albo że są zawsze gdzieś z tyłu głowy w formie nienazwanych emocji. Wystarczy się zastanowić jak przedstawić je w postaci słów i obrazów. Niektóre teksty to po prostu moje rozmowy z najbliższymi i proste refleksje na temat codzienności np. “Najtrudniejsze są codzienne rozstania. Pa łóżeczko, pa poduszeczko.” Część z nich opiera się natomiast o jakąś grę słowną, która przychodzi mi do głowy w ciągu dnia. Największą popularnością cieszą się oczywiście “Ojojane miejsca”, które były pierwszą lisią ilustracją udostępnianą chętnie na wielu portalach. Na drugim miejscu, pod względem zasięgu, jest obecnie “Nie martw się jeśli coś cię gryzie. Może jest to mały lisek?”.

Skąd fascynacja lisem? 

Lisy mają w sobie puchatość i urok kotów oraz wierność i sympatyczność psów. Lisy same w sobie są czymś pomiędzy – dzikie i płochliwe a jednocześnie puchate i przyjacielskie. Oczywiście, moje liski są też czasem głupiutkie, ale to właśnie jest część ich uroku.

Od jak dawna zajmuje się pani rysowaniem?

Rysuję od zawsze, jest to hobby, które towarzyszyło mi przez całe życie. W domu rodzinnym rodzice trzymają masę moich obrazów. Boję się już im dawać nowe rysunki, bo zawsze znajdują na nie miejsce. Jak oni to robią, nie wiem. Nigdy jednak nie zajmowałam się tym tak profesjonalnie, jak obecnie. Tworzyłam co prawda obrazy na aukcje charytatywne, ale teraz tworzenie web komiksu i ilustracji jest moją pracą.

A co robiła pani wcześniej? 

Wcześniej pracowałam w agencji kreatywnej ze świetnymi klientami, dlatego decyzja o zajęciu się wyłącznie własnymi projektami nie była łatwa, jednak z uwagi na charakter pracy, złoża kreatywności postanowiłam poświęcić wyłącznie „Lisim Sprawom”. Obecnie prowadzenie „Lisich Spraw” to moje główne zajęcie, poza zarobkiem z produktów, wykonuję także zlecenia firm zewnętrznych z różnych dziedzin jest to model, który bardzo sobie chwalę.

Co można kupić w lisim sklepie z gadżetami? 

Dzięki firmie Gindie, która zajmuje się całym procesem produkcyjno logistycznym, mogę dostarczać swoim fanom gadżety typu: kubki, koszulki, plakaty, kalendarze czy albumy, które opatrzone są lisimi ilustracjami. Ceny produktów są mocno zróżnicowane, aby każdy fan mógł znaleźć coś dla siebie, gdyż wśród odbiorców „Lisich Spraw” znajdują się także osoby w wieku szkolnym. Najwyższy koszt osiągają koszulki w specjalnych krojach damskich w okolicach 65 zł. Natomiast w przyszłym roku pojawi się kooperacyjna gra planszowa, w której pojawią się moi lisi bohaterowie, jej koszt zapewne przewyższy dotychczasowe gadżety.

W jaki sposób udało się pani wykreować markę „Lisie Sprawy”? 

Wszystko opiera się na darmowym i nieustannym serwowaniu treści, które trafiają do odbiorców za pośrednictwem internetu. Marka jest zatem odpowiedzią na potrzeby moich fanów, którzy poza wirtualnymi ilustracjami pragnęli posiadać coś materialnego. I tak dopiero po kilku miesiącach od powstania „Lisich Spraw” zaczęłam oferować gadżety. Połączenie pasji z biznesem wyszło zatem całkiem naturalnie.

Ma Pani ulubione lisie powiedzenie?

“Ojej!”. Lisy zawsze wiedzą co powiedzieć, niezależnie od sytuacji. Można uznać, że to ich słodka nieporadność, albo że wyważony, lapidarny styl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites