Rozmnażanie roślin in vitro
Home / Mój biznes / Rozmnażanie roślin in vitro

Rozmnażanie roślin in vitro 0

– Z kilku gałązek, z których zakładam kultury in vitro w ciągu roku potrafię pozyskać kilkanaście tysięcy nowych roślin. Natura sama tego nie zrobi tak szybko, jak ludzie. Myślę, że to jest największy plus metody in vitro. Co więcej, mamy świetną powtarzalność cech roślin – klonowanie. Rośliny są wolne od wirusów, chorób, szkodników – mówi Mariusz Pożoga z Laboratorium 313.

Bliżej Biznesu:– To prawda, że klonuje pan rośliny metodą in vitro? 

Mariusz Pożoga:– Tak, rozmnażam rośliny metodą in vitro. Metoda ta pozwala uzyskiwać rośliny identyczne pod względem genetycznym z roślinami matecznymi. Jest to zatem, tak jak pani słusznie zauważyła, klonowanie.

Jak reagują ludzie, kiedy mówi pan, czym się zajmuje na co dzień? 

Same słowa „in vitro” rzeczywiście wywołują emocje, ale kojarzone są raczej ze sposobami sztucznego zapłodnienia u ludzi. Słowa „in vitro” z łaciny oznaczają „w szkle”. Można zatem je stosować w wielu dziedzinach, gdzie pewne procesy odbywają się w szkle. Ja rozmnażam w szkle rośliny. Wszystko odbywa się w laboratorium, w sterylnych warunkach, gdzie miesięcznie produkuje się dziesiątki tysięcy roślin. Na ogół ludzie nigdy nie słyszeli o takiej metodzie rozmnażania roślin, chociaż jest ona już stosowana przez wiele firm, a Polska jest ogromnym producentem roślin z kultur in vitro. Na pewno budzi to spore zaciekawienie u ludzi.

Na czym  – mówiąc obrazowo – polega proces rozmnażania roślin?

Pierwszym etapem jest wybór odpowiednich roślin. Wybierane są rośliny wyróżniające się z populacji, na przykład takie, które są bardziej odporne na choroby, szkodniki, wykazują lepszą mrozoodporność lub takie, które ze względu na pewne mutacje mają odmienny kolor liścia. Metoda in vitro pozwoli na szybkie rozmnożenie rośliny o nowej cesze. Następnie roślina musi być pozbawiona zasiedlających ją bakterii i grzybów poprzez płukanie w odpowiednich roztworach. Uzyskane sterylne rośliny można w kolejnym etapie namnażać na odpowiednich pożywkach. Rozmnażanie roślin w warunkach polowych ograniczone jest występowaniem sezonowości – pór roku. W laboratorium tworzone są sztuczne, ściśle kontrolowane warunki, które umożliwiają rozmnażanie roślin ze stałą wydajnością przez cały rok. Nie jesteśmy zależni od suszy, czy powodzi. Warunki są dobrane tak, żeby roślina z pełną wydajnością mogła być rozmnażana. Kolejnym etapem jest ukorzenianie roślin na innym rodzaju pożywki oraz aklimatyzacja do warunków zewnętrznych. Musimy zaadaptować roślinę żyjącą w sterylnym środowisku do życia w glebie.

Podobno od dzieciństwa żył pan w zgodzie z naturą. 

Od dziecka fascynowała mnie przyroda, zwierzęta, rośliny. Zawsze w moim pokoju stało akwarium, najpierw jedno, potem drugie i trzecie. Najbardziej interesował mnie świat pod wodą. Za namową mamy rozpocząłem studia na kierunku biotechnologia w SGGW. Tam nauczyłem się wielu technik przydatnych w pracy w różnego rodzaju laboratoriach. Podczas studiów dorabiałem w wielu miejscach. Jednym z nich był sklep zoologiczny, gdzie pracowałem w dziale akwarystycznym. Tam poznałem od środka działanie rynku zoologicznego i zauważyłem pewną niszę, którą postanowiłem wypełnić. Oczywiście pomogła mi w tym wiedza zdobyta podczas studiów.

W jaki sposób rodzice nauczyli pana odpowiedzialności za faunę i florę?

Będąc jeszcze w szkole podstawowej rodzice zapytali mnie i siostrę, jakie chcielibyśmy mieć zwierzątko. Siostra wybrała chomika, ja bez wahania rybki. Właśnie dzięki temu pogłębiła się moja fascynacja i szacunek do przyrody. Akwarystyka towarzyszyła mi całe życie i podejrzewam, że szybko się z nią nie rozstanę.

Kiedy pojawił się pomysł na to, żeby zająć się rozmnażaniem roślin?

Największym impulsem był ostatni semestr studiów, kiedy zacząłem zastanawiać się już na poważnie nad tym, co chciałbym robić w przyszłości. Pomysłów było dużo, ale większość po głębszym przemyśleniu okazywała się mało realna. Zainteresowanie akwarystyką, doświadczenie w pracy w sklepie zoologicznym i niedawno skończone zajęcia z roślinnych kultur in vitro pozwoliły mi poskładać te elementy w całość. Znałem się na każdej z tych rzeczy całkiem nieźle i czułem się na tyle pewnie, że postanowiłem wykorzystać wiedzę i doświadczenie według własnego planu.

Jak rozkręca się biznes związany z rozmnażaniem roślin? Mam na myśli – miejsce, sprzęt, odbiorców? 

Proste to raczej nie jest. Generalnie jeżeli ma się pieniądze i umie się pozyskać ludzi znających się na pracy z roślinami interes można całkiem szybko rozkręcić. Ja nie miałem pieniędzy, ale miałem czas i chęci. Opowiedziałem o swoim pomyśle prof. SGGW, dr. hab. Wojciechowi Burzy i zapytałem, czy mógłbym trochę poeksperymentować w jego laboratorium z roślinami akwariowymi. Spotkałem się z bardzo ciepłym przyjęciem i oczywiście zgodą na pracę. Szło mi całkiem dobrze. Opracowywałem procedury rozmnażania kolejnych gatunków, a słoiki z roślinami trzymałem w akademiku, gdzie mieszkałem. Pokoje były małe, mieszkało nas tam trzech i miejsce na regał z roślinami znalazłem jedynie na miejscu swojego łóżka. Długo to nie trwało i musiałem przenieść rośliny do małej piwniczki w pobliskich blokach.

Dlaczego musiał się pan przenieść do piwnicy w blokach? 

Należałem do towarzystwa, które mniej się uczyło, a więcej bawiło. Podczas pewnej imprezy, o które w akademiku nie trudno, przyszła do nas pani z portierni, aby nieco nas uciszyć. Zobaczyła rozkręcone łóżko, świecący regał z roślinami i na drugi dzień sprowadziła do pokoju kierowniczkę akademika. Konstrukcja z tego powodu musiała zostać przemieszczona właśnie do piwniczki, która jak się szczęśliwie okazało pozwoliła mi na małe powiększenie skali aż do 12 metrów kwadratowych.

Wiemy z wywiadów, że praca nad roślinkami pochłaniała spore kwoty. 

Nie mając dużego kapitału musiałem jakoś go pozyskać. Pracowałem więc w ogrodnictwie. Podczas studiów przepracowałem trzy sezony jako ogrodnik i znałem się na tej pracy. Wyposażenie laboratorium dla jednej osoby zajęło mi wiele miesięcy. Codziennie po pracy przeglądałem polskie i zagraniczne strony w poszukiwaniu sprzętu, na który byłoby mnie stać. Do tej pory wspomagałem się jeszcze laboratorium u prof. Burzy. Kiedy w końcu udało się usamodzielnić postanowiłem zmienić pracę i zacząłem zajmować się kulturami in vitro w jednostce PAN. Chciałem pogłębić tam swoje umiejętności, nauczyć się czegoś nowego i co najważniejsze zobaczyć, jak się pracuje w innym laboratorium niż SGGW, czy moje. Przez 8 godzin pracowałem na etacie, a później wracałem do swojego laboratorium i pracowałem do późnych godzin nocnych. Musiałem zbudować kolekcję roślin, opracować metodę ich rozmnażania ponieważ nie ma uniwersalnej metody dla każdej rośliny. Każdy gatunek to dziesiątki eksperymentów. Na szczęście miałem wsparcie mojej wspaniałej dziewczyny i mamy, która nauczyła mnie całej strony formalnej, podatkowej związanej z funkcjonowaniem firmy. Pracowałem na etacie do 2015 roku. Wtedy założyłem swoją firmę, ale i tak pracowałem po 12-14 godzin. Można powiedzieć, że od 2012 roku do 2017 pracowałem każdego dnia, łącznie z weekendami, tyle ile miałem siły. W 2017 oferta była na tyle rozbudowana, a działająca już, zarejestrowana od dwóch lat firma mogła odetchnąć. Najgorsze było to, że oprócz pracy naukowej musiałem być też managerem dbającym o wizerunek, marketing, zadbać o sprzedaż, kontakt z klientem, pozyskiwanie nowych klientów, aby zapewnić sobie płynność finansową. Musiałem zajmować się rozmnażaniem roślin na handel, których ciągle przybywało, pakowaniem i wysyłkami, dbaniem o czystość miejsca pracy, która jest ważna ze względu na pracę w sterylnych warunkach.

Co było potem? Jak obecnie wyglądają laboratoria? Gdzie się mieszczą?

Firma rozwija się cały czas. W tej chwili mogę sobie pozwolić na ludzi do pracy, a laboratorium zajmuje powierzchnię ponad 120 m2. Oferta roślin to nie tylko rośliny akwariowe, które były moim priorytetem ale są to też drzewa i krzewy. Odbiorców przybywa, pracy też i powoli myślę już nad przeniesieniem firmy w nowe, większe miejsce. Obecnie laboratorium zlokalizowane jest na warszawskim Ursynowie, ale nie jest wykluczone, że przeniesiemy się pod Warszawę.

Po jakim czasie można zacząć zarabiać na rozmnażaniu roślinek?

Wydaje mi się, że to mocno zależy od tego z czym się startuje. Tak jak już wcześniej powiedziałem, jeżeli ma się pieniądze można dość szybko zacząć zarabiać. Mnie to zajęło kilka lat. Od 2011 roku, kiedy to pojawił się pomysł do 2015 roku, kiedy założyłem firmę.

Jak zdobywał pan klientów? Czy są to odbiorcy z Polski czy z zagranicy? Czy mają specjalne życzenia?

Jeżeli chodzi o rośliny akwariowe to handluję ze sklepami zoologicznymi oraz osobami zajmującymi się zakładaniem i serwisem akwariów. Odbiorcami drzew i krzewów są szkółki roślin. Moim pierwszym klientem był sklep zoologiczny, w którym pracowałem podczas studiów. Do tej pory ze sobą współpracujemy. Handluję z klientami z Polski i Unii Europejskiej. Nie ukrywam, że bardzo doceniam swobodę handlu w obrębie Unii. Klienci bez względu na branżę mają chyba te same specjalne życzenia. Zawsze chcą, żeby było tanio, dobrze i szybko.

Jakie rośliny da się rozmnożyć? A w przypadku jakich jest to niemożliwe? Które rozmnaża się najdłużej i najtrudniej? Czy są prawdziwe hity, czyli rozmnożone rośliny, z których jest pan szczególnie dumny?

Da się rozmnożyć wszystkie rośliny, nie ma szczególnych ograniczeń. Kwestią sukcesu może być tylko czas i chęć eksperymentowania. Hity sprzedażowe są i zmieniają się co pewien czas. Po prostu na pewne rośliny pojawia się moda. Wszystkie nowe odmiany sprzedają się dobrze. Ludzie szukają czegoś świeżego, ładnego, a w przypadku roślin owocowych tego na czym można będzie dobrze zarobić. Na pewno mogę pochwalić się rozmnażaniem roślin z rodzaju Bucephalandra. Są to rośliny żyjące na Borneo i jestem jednym z niewielu laboratoriów na świecie, które może się poszczycić sukcesami na tym polu.

Po co w ogóle rozmnaża się rośliny? Jakie są korzyści? A może są minusy?

Rośliny rozmnaża się ponieważ jest jest na nie spory popyt. Nikt nie czeka, aż rozmnożą się przypadkowo. Wszystkie działania są celowe. U mnie z kilku gałązek, z których zakładam kultury in vitro w ciągu roku potrafię pozyskać kilkanaście tysięcy nowych roślin. Natura sama tego nie zrobi tak szybko, jak ludzie. Myślę, że to jest największy plus metody in vitro. Co więcej mamy świetną powtarzalność cech roślin – klonowanie. Rośliny są wolne od wirusów, chorób, szkodników. Korzystając z materiału roślinnego z in vitro można założyć np. plantację krzewów owocowych wolnych na starcie od wszelkich chorób. Osobiście to w tej metodzie widzę same plusy.

Czy są również przeciwnicy tej metody?

Oczywiście są przeciwnicy ale myślę, że chodzi tu bardziej o brak wiedzy na temat roślin pochodzących z laboratorium i pewien strach. Pomimo, że metoda in vitro używana jest komercyjnie od lat 70. ubiegłego wieku to dla wielu osób jest ona wciąż nowością. Działając już na rynku kilka lat i znając ludzi z różnych branż ogrodniczych widzę tendencję do wzrostu liczby zakupionych roślin właśnie z in vitro.

Jak nazywa się pana zawód? Specjalista ds. rozmnażania roślin?

To jest chyba najtrudniejsze pytanie, na które mogę odpowiedzieć jedynie: nie wiem. Może laborant, może specjalista w laboratorium. Wydaje mi się, że nie ma określenia na ten zawód.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites