Rower szyty na miarę, czyli jak się wyróżnić na dwóch kółkach
Home / Mój biznes / Rower szyty na miarę, czyli jak się wyróżnić na dwóch kółkach

Rower szyty na miarę, czyli jak się wyróżnić na dwóch kółkach 82

To ma być coś, czego nie ma nikt inny. To jest takie samo podejście, jak przy przerabianiu motocykli czy samochodów, każdy chce się jakoś wyróżnić – mówi  Kamil Stysiak z Białegostoku, właściciel Kamilos Kuztom Kreation. Wyprodukowane ręcznie designerskie cruisery sprzedaje na całym świecie.

Bardziej jest pan biznesmenem czy artystą?
To nie był pomysł na biznes, nie chodziło o to, żeby zarabiać kokosy, nie podchodziłem tak do tego. To zaczęło się w czasach, kiedy nie było w ogóle rynku zbytu na coś takiego. Kiedy wpisywało się na Allegro hasło: custom cruiser to kompletnie nic nie wyskakiwało. To najlepszy obraz, jaka to była nisza.

Custom cruiser – co to jest?
Rowery na zamówienie, ale dla większości to coś więcej niż rowery, to gadżety, dzieła sztuki, meble. Ci, którzy kupują takie rowery to nie są zwykli rowerzyści. Niektórzy mają po kilka sztuk.

A pan ile ma?
Kilka. Niektóre stoją obok telewizora i robią za mebel, za wyposażenie wnętrza. Ale oczywiście większość to pojazdy, które służą do przemieszczania się.

Łatwiej jest kupić w sklepie.
Nawet do poruszania się na co dzień, niektórzy nie chcą mieć zwykłego roweru. Nie chcą, żeby zniknął w tłumie, chcą się wyróżniać. Chodzi o to, żeby rower odzwierciedlał człowieka.  Niedawno miałem klienta, który zamówił rower – prezent dla swojego ojca, w ulubionej kolorystyce, kształcie. Ważne są detale. Były wycięte m.in fragmenty ulubionej piosenki ojca.

To żmudna praca.
To jest masa roboty ręcznej: grawerunki, złocenia elementów, których nawet nie widać. Każdy chce mieć coś tylko dla siebie. To ma być coś, czego nie ma nikt inny, niepowtarzalna rzecz. Chodzi o to, żeby nie spotkać na ulicy drugiej takiej maszyny, takiego roweru. To jest takie same podejście, jak przy przerabianiu motocykli czy samochodów, każdy chce się jakoś wyróżnić.

Najbardziej ekstrawaganckie prośby?
Ciężko powiedzieć, bo każde zamówienie jest inne. Teraz robimy ekstremalny projekt, mało kto o nim wie, budujemy rower elektryczny, będzie rekordowy, bo to jest taka moc, jaka nigdy w życiu nie była wykorzystana w rowerze.

A jaka to będzie moc?
16 kilowatów. Rower będzie budowany na silniku, który pochodzi z elektrycznego motocykla. Moc jest duża. Rower będzie prezentowany i testowany na torze wyścigowym w Niemczech.

A skąd pan wie, czego klient potrzebuje?
Zbieram informacje, co klient lubi, jaka stylistyka wchodzi w grę, może być rower retro, albo coś bardzo agresywnego. Jest dużo możliwości. Jeżeli to jest pierwszy rower klienta, to on zazwyczaj nie wie, czego chce. Trzeba to z niego wyciągnąć. W trakcie tworzenia czasem zmieniamy koncepcje, bo tak naprawdę budujemy rower razem z klientem. On uczestniczy w całym procesie. Może wprowadzić zmiany.

Jak wygląda proces tworzenia?
Są rysunki w AutoCAD-zie, gdzie sprawdzana jest cała ergonomia, potem robimy wizualizacje w 3D, dobieramy części.

Z czego są zbudowane?
Ramy zawsze buduję ze stali konstrukcyjnej, do aluminium ze względów zdrowotnych się nie dotykam.

Skąd pan bierze materiały?
Kiedyś to był problem, teraz już nie jest, bo mam dostawców. Niektóre części muszę ściągnąć z Niemiec, od głównego dystrybutora. Niektóre rury do ramy, które można zobaczyć u mnie na stronie są niedostępne w Europie. Po półrocznych negocjacjach są robione tylko dla nas.

Kto najczęściej kupuje takie rowery?
W Polsce sprzedajemy niewiele. Rowery trafiają głównie do takich krajów jak Francja, Holandia, Niemcy – tam mam stałą grupę klientów, a teraz dochodzi USA.
Za chwilę wysyłam pierwszą partię.

Jak długo trzeba czekać na taki rower?
To indywidualna kwestia, to zależy od tego, jak skomplikowany będzie to projekt. Ja głównie produkuję ramy, czasami udaje się zrealizować zlecenie w tydzień, a czasami trwa to pół roku.

Gdzie pan to produkuje?
Mam warsztat przy domu. 90 procent prac wykonujemy ręcznie z moją dziewczyną.

Jak to się zaczęło?
Jak byłem młody miałem BMX, ale mi ukradli i zakończyłem karierę rowerzysty. W czasach, kiedy chodziłem do technikum budowlanego postanowiłem nauczyć się spawać. Pomyślałem, że może przy okazji zbuduje rower. To było 10 lat. temu. Budowałem ten rower przez rok, to była straszna porażka, nie wiem jak ja się nie zniechęciłem. Niekończące się poprawki. Drugi rower był zaprojektowany z głową, z użyciem odpowiednich programów.

A kiedy hobby zamieniło się w biznes?
W 2009 roku. Pojechałem na imprezę dla konstruktorów rowerów do Amsterdamu. Byli tam ludzie z Moskwy, Nowej Zelandii, USA. Około pół tysiąca osób. I tam moje rowery stanęły na 3 i 6 miejscu, oczywiście w mojej stylistyce. Pojawił się pierwszy klient, a później zaczęło się kręcić. Tak naprawdę klienci sami do mnie przyszli i stworzyli markę.

Początki nie były trudne?
Wiadomo, jak to jest jak się ma te 19-20 lat. Bierze się prace dorywcze na budowie, odkłada pieniądze, żeby mieć co zainwestować. Potem dostałem unijną dotacje na wyposażenie warsztatu. Wygrałem też sporo konkursów. Cały czas inwestowałem.

Ile kosztuje taki rower?
Zazwyczaj start jest od 1000 euro. Po przeliczeniu 4000 złotych. Czasami jest 2-3 razy więcej.

Kim są ludzie, którzy kupują coś takiego?
Zazwyczaj mężczyźni przed 40 rokiem życia, mający rodzinę, przedsiębiorcy, którzy mają pieniądze, żeby się pobawić.  Młodsza grupa wiekowa, niestety, mi się nie trafia. Oni wolą iść do sklepu i kupić coś gotowego

Ma Pan dużą konkurencję w Polsce?
Nie mam żadnej. I dobrze.

Dlaczego?
Duża konkurencja, to dużo przypadkowych klientów. A to nie jest dobre. Przypadkowi klienci są marudni, wydaje im się, że to jest tak jak zamówienie rowerów w sklepie. Nie są przyzwyczajeni do czekania. Dla nich takie rowery to nie jest coś wyjątkowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites