Rodzinne projektowanie

–  Za otwarciem własnej działalności najczęściej stoi pasja, chęć tworzenia czegoś, z czym możesz się utożsamiać, przekształcenia hobby w pracę. To, że rozmawiasz o swoim biznesie w domu należy więc do życia – bo ten biznes jest częścią życia. Ale ostatecznie nie jesteśmy tylko przedsiębiorcami – jesteśmy też dla różnych osób przyjaciółmi, rodzicami, dziećmi, partnerami. Byłoby nie do zniesienia, gdyby codzienne interesy wypływały zawsze przy porannej owsiance – mówi Agnieszka Zychowicz, współwłaścicielka NaNiby Studio, rodzinnej firmy zajmującej się projektowaniem 3D.

Bliżej Biznesu:– Kiedy zapadła decyzja, żeby NaNiby Studio zaczęło działać naprawdę?

Agnieszka Zychowicz:– Zanim przejdę do meritum – tu należy się małe wyjaśnienie: NaNiby Studio jest firmą rodzinną. Założyliśmy ją wspólnie z mężem w 2013 roku. Ja miałam doświadczenie w pracy w małym wydawnictwie, w którym zajmowałam się promocją książek oraz w organizacji pozarządowej, koordynującej pracę kilkunastu wolontariuszy. Jakub od zawsze pracował „na swoim”. Przez kilka lat intensywnie dyskutowaliśmy różne aspekty jego i mojej pracy. Zrealizowaliśmy wiele wspólnych niekomercyjnych projektów i byliśmy coraz bliżej decyzji o tym, żeby zacząć pracować razem. Dobrze nam się myślało w dialogu i mieliśmy poczucie, że nasze kompetencje i temperamenty się uzupełniają. Wspólny biznes szczerze odradzało nam wielu naszych znajomych… i długo sami to sobie odradzaliśmy. Jednak któregoś wieczora stanęliśmy na rozdrożu różnych naszych decyzji – i choć byłam wtedy w ciąży – zadecydowaliśmy, że podejmiemy ryzyko stworzenia firmy od zera. Od tego czasu minęło 4,5 roku i nie żałujemy tej decyzji. Nie jesteśmy zresztą teraz już sami w studio. Mamy mały, ale niezastąpiony zespół.

Jest pani absolwentką polonistyki, mąż absolwentem wzornictwa przemysłowego. Jak udało się połączyć te dwa – wydaje się – różne światy?

Polonistyka chyba nie gra kluczowej roli w naszej historii. To były studia, które wynikały z mojego zamiłowania do słowa pisanego, ale w moim życiu zawodowym nie odegrały kluczowej roli. Ale światy faktycznie są dwa: Jakub jest pasjonatem technologii i twórcą sztuki przez małe „s”, jak lubi o tym mówić. Ja jestem bardzo analityczna, zorganizowana – a jednocześnie mam łatwość rozmawiania z ludźmi. I tym samym mamy już dwa działy w firmie: technologiczno-kreatywny oraz marketingowo-organizacyjny. To był całkiem dobry początek.

Jak wyglądał proces przebranżowienia? Czego musieliście się nauczyć?

Proces uczenia się trwa ciągle. Pracujemy w innowacyjnych technologiach, takich jak projektowania 3D i wirtualna rzeczywistość – w segmencie rynku, który nieustannie się zmienia. Codzienność w firmie dla wszystkich członków załogi to ciągła nauka nowych programów, śledzenie trendów, wymyślanie nowych rozwiązań. Ale niewątpliwie na początku musieliśmy nauczyć się samego „biznesu”. Tego, jak wyceniać swoją pracę, jak rozmawiać z klientami, żeby współpraca była dla obydwu stron satysfakcjonująca, jak konstruować umowy.

Jak wyglądały początki? Co było najtrudniejsze?

W naszych rodzinach nikt wcześniej nie prowadził firmy, więc działaliśmy trochę po omacku, bez wzorców. Pewnie największym wyzwaniem był fakt, że postawiliśmy wszystko na jedną kartę – firma była jedynym źródłem dochodów. Musieliśmy więc utrzymać z niej czteroosobową rodzinę – a do tego, bo to zawsze było celem – rozwijać studio. Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym będziemy chcieli przebywać kilka godzin dziennie. Zależało nam na ciekawych projektach i dobrych relacjach z naszymi klientami.

Przygotowujecie m.in projekty, które pozwalają na wędrowanie i oglądanie przestrzeni, które jeszcze nie powstały. Jak tworzy się takie wizualizacje?

Wszystkie projekty, które powstają w NaNiby Studio można zaliczyć do tzw. grafiki 3D. To 3D oznacza trójwymiarowość na etapie tworzenia modelu. Jeżeli jest to np. model budynku, to od klasycznego zdjęcia lub rysunku (2D) odróżnia go to, że można go wewnątrz programu obrócić i obejrzeć ze wszystkich stron. Na podstawie takiego modelu, któremu następnie nadaje się materiały, czyli np. definiuje to, że kanapa będzie pluszowa, a ściana z betonu i przygotowuje się dla niego oświetlenie można stworzyć statyczne wizualizacje, animację albo np. projekt w technologii wirtualnej rzeczywistości, czyli VR. Kiedy w 2015 zaczynaliśmy tworzyć pierwszy projekt VR mało osób słyszało o gadżetach takich jak Oculus Rift. Dziś są to jedne z kilku okularów do wirtualnej rzeczywistości, z których można skorzystać. Należy pamiętać, że jest to sprzęt, który powstał z myślą o grach komputerowych. Ale część firm, w tym takich jak nasza, dostrzegała ich potencjał w projektowaniu właśnie.

Co jeszcze powstaje w waszej pracowni?

Pracujemy dla różnych branż – dla architektów, producentów, także dla przemysłu ciężkiego. To jednak na czym nam szczególnie zależy, to żeby w naszym studio powstawały rzeczy „ładne”. Jeżeli przygotowujemy np. animację pokazującą kompresor przemysłowy – wkładamy w to niemniej uwagi, niż jeżeli chodzi o konkursowy projekt architektoniczny.

Gdzie najczęściej wykorzystuje się technikę 3D? Gdzie na co dzień widzimy projekty 3D?

A gdzie ich nie widzimy? Mamy w zespole trochę takie skrzywienie, że kiedy przeglądamy zdjęcia katalogowe, oglądamy je pod tym kątem „czy to nie są czasem wizualizacje?”. Architektura to pewnie najbardziej rozpoznawalna branża, w której królują wizualizacje, ale bardzo często znajdziemy je w branży motoryzacyjnej (nowe modele samochodów) czy wyposażeniowej (katalog Ikei też w dużej mierze składa się z wizualizacji). Chyba najdziwniejszym zleceniem, jakie wykonywaliśmy były wizualizacje ciastek. Te wykonane przez cukiernię, niestety, nie były idealne. Nasze już tak.

Na jakie finansowanie, wsparcie można liczyć uruchamiając tego typu firmę?

Kiedy Jakub uruchamiał swoją pierwszą firmę w 2009 roku, udało mu się zdobyć dotację unijną, dzięki której zakupił pierwszy komputer z oprogramowaniem, który wszedł potem do NaNiby Studio. Kiedy zaczęliśmy realizować projekty z dziedziny wirtualnej rzeczywistości, postaraliśmy się również o dotację w formie bonu na innowacje. Był to program, który zakładał współpracę przedsiębiorstwa z jednostką badawczą – w naszym wypadku był to Zakład Technologii Gier Komputerowych UJ. Dzięki tej współpracy udało się stworzyć rozwiązanie, które rozwijamy na własną rękę do dziś. Choć jednak fundusze unijne są świetnym rozwiązaniem, dla wielu mikro-przedsiębiorców trudnym ich elementem będzie wkład własny. Przy dużych, śmiałych założeniach, może on przerastać możliwości małej firmy. Mamy też świadomość, że istnieje finansowanie, po jakie często sięgają start up’y – w tym wiele naszych znajomych firm – ale nasze przedsięwzięcie zawsze bardziej nastawione było na trwałość. Nie rozwijaliśmy technologii, którą chcieliśmy sprzedać. Dlatego też główne nasze finansowanie to zawsze byli klienci. Ich obecność też potwierdzała sens naszych wyborów.

W jednym z wywiadów opowiadała pani, że najciekawsi są klienci z Australii. Dlaczego? Jak udało się ich pozyskać? Czym najczęściej są zainteresowani?

Australia była jednym z etapów. Nie wiem, czy dziś najważniejszym w rozwoju naszej firmy, ale pozwoliła nam zrealizować pierwsze wirtualne spacery w technologii Shapespark. To jeden z tych krajów, w których ludzie przeprowadzając się, muszą pokonać często tysiące kilometrów i w związku z tym bardzo rozwinął się tam rynek pokazywania nieruchomości na odległość. Często skanuje się tam całe domy i w ten sposób pokazuje klientom. A my byliśmy specjalistami od pokazywania nieistniejących jeszcze domów i aranżacji. Dla australijskich firm powstały nasze pierwsze innowacyjne projekty.

Kim są pozostali klienci? Czego oczekują?

Nasi stali klienci to, poza Australijczykami, firmy z Unii Europejskiej. Czasem są to firmy związane z rynkiem nieruchomości bądź architekturą. Czasem agencje reklamowe. Wykonujemy dla nich najczęściej wizualizacje, animacje lub wirtualne spacery. Ale to oczywiście płaszczyzna samych typów projektów. Myślę, że oczekują w dużej mierze kreatywnego i indywidualnego podejścia, terminowości, tego, że weźmiemy pełną odpowiedzialność za losy projektów. A my – przynajmniej w przeważającej części – jesteśmy w stanie im to zapewnić. Mamy też wielu polskich klientów. Ja najbardziej cieszę się właśnie z tych innowacyjnych projektów, które udało nam się zrealizować z polskimi firmami. Bardzo mnie cieszy, kiedy widzę, że tu, lokalnie jesteśmy w stanie tworzyć nowe, odkrywcze rzeczy. Że ktoś jest skłonny zainwestować w nasze nowatorskie rozwiązania albo przedstawić nam swoje śmiałe wizje i poprosić o pomoc w realizacji. Mam wtedy nadzieję, że mamy szanse jako przedsiębiorcy i pracownicy na coś więcej niż bycie zapleczem outsourcingowym dużych gospodarek.

Czytałam, że prowadzenie rodzinnego biznesu wymaga od was respektowania kilku zasad, jedną z nich jest niesprawdzanie e-maili przed i w trakcie śniadania.

Tak. Ostatnio w gronie nowo poznanych znajomych pojawiła się kontrowersja, z kim właściwie prowadzę firmę, bo w rozmowie pojawił się wspólnik, mąż oraz dyrektor artystyczny. I musiałam wyjaśnić, że jest to jedna i ta sama osoba, występująca jednak w trzech odrębnych funkcjach zależnie od kontekstu. Jest to na pewno wielość, którą jakoś trzeba ze sobą pogodzić. Często słyszy się dziś o konieczności oddzielenia życia zawodowego i prywatnego. Część moich znajomych, pracujących w korporacjach, bardzo skrupulatnie przestrzega tej zasady. W mikro firmie to nie do utrzymania. Za otwarciem własnej działalności najczęściej stoi pasja, chęć tworzenia czegoś, z czym możesz się utożsamiać, przekształcenia hobby w pracę. To, że rozmawiasz o swoim biznesie w domu należy więc do życia – bo ten biznes jest częścią życia. Ale ostatecznie nie jesteśmy tylko przedsiębiorcami – jesteśmy też dla różnych osób przyjaciółmi, rodzicami, dziećmi, partnerami. Byłoby nie do zniesienia, gdyby codzienne interesy wypływały zawsze przy porannej owsiance. Ponieważ tworzymy teraz również miejsce, w którym pracują ludzie, musimy dbać o komfort także i ich pracy. Jeżeli potencjalny klient nie może poczekać np. pół dnia  z wyceną projektu – to prawdopodobnie nie będzie dla nas dobrym klientem – i również w innych sytuacjach nie będzie skłonny uwzględniać naszego grafiku. Tak więc uwolniliśmy się od konieczności bezustannego odbierania telefonu i sprawdzania e-maili. Choć oczywiście musi się to dziać regularnie i przewidywalnie dla naszych kontrahentów.

Jakie jeszcze zasady zostały wprowadzone w tym rodzinnym biznesie? O czym trzeba pamiętać?

To chyba nie będzie bardzo odkrywcze, ale rozdział pieniędzy na firmowe i nasze. Wypłacamy sobie stałe wynagrodzenie i nie podbieramy z firmowego. To jest gwarancja zachowania środków na inwestycje. Wiele osób, które prowadzą jednoosobowe działalności ma z tym problem. Także w drugą stronę – nie rezerwuje w budżecie środków na wypłatę dla siebie, tylko liczy, że to jakoś z czasem samo przyjdzie.

Jakie są plusy i minusy prowadzenia rodzinnego biznesu?

Plusy chyba już poniekąd nazwałam: kształtowanie wymyślonego przez siebie przedsięwzięcia od podstaw, możliwość tworzenia biznesu w oparciu o własne zasady i  wartości, którymi się kierujemy, możliwość tworzenia miejsca pracy, w którym będzie się chciało przebywać. To nie jest zasada, która sprawdziła się wszystkim znajomym „dzieciatym” przedsiębiorcom, ale nam własny biznes też ułatwił pogodzenie obowiązków rodziców z obowiązkami zawodowymi. Zdarzało się pracowanie po nocach, ale też mieliśmy czas dla dzieci, kiedy były naprawdę małe i kiedy tego potrzebowały. Minusem – dla niektórych – będzie na pewno duża odpowiedzialność. Z jednej strony finansowa – ale z drugiej też czysto ludzka przed klientami i pracownikami. W sytuacjach kryzysowych jest się zawsze na froncie.

Jak będzie się rozwijać w najbliższych latach technologia 3D?

3D to bardzo szerokie pojęcie. Ale myślę, że warto powiedzieć kilka słów o wirtualnej rzeczywistości. Przeglądając internet znajdziemy bardzo spolaryzowane wypowiedzi na jej temat – albo w kontekście rynku wartego kolejne miliony dolarów albo zagrożenia – przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. My, pracując między innymi z VR – właściwie nie stawiamy już pytania „wirtualna rzeczywistość – tak czy nie?”, bo jej obecność w naszej przyszłości jest już przesądzona. W VR będzie się kupować, bawić, doświadczać sztuki. Projekty z wszystkich wymienionych dziedzin już powstały – z tym, że na razie miały ograniczony krąg odbiorców. My w studio podchodzimy do wirtualnej rzeczywistości, jak do zadania projektowego. Skoro ludzie będą spędzać wiele godzin w VR, to w jaki sposób wykorzystać tę technologię, żeby korzyści przeważały nad zagrożeniami? Jak tworzyć wirtualne światy, żeby nas czegoś uczyły, żeby były nową przestrzenią twórczą, żeby powstawały w nich rzeczy estetyczne i nie boję się tego teraz powiedzieć – etycznie przejrzyste. Wierzę, że to możliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *