Piękne wyzwanie

– Wizerunek niepełnosprawnej kobiety, jako szarej myszki powoli zanika. Pokazujemy, że dbamy o siebie, jesteśmy piękne, aktywne na różnych polach – mówi Sylwia Gajewska, fotomodelka i założycielka Equal Models, pierwszej w Polsce agencji skupiającej niepełnosprawnych modeli.

Autor zdjęcie: Beata Lenart

Bliżej Biznesu:– Pierwsza sesja zdjęciowa?

Sylwia Gajewska:– Miałam wtedy 16 lat. Ktoś zrobił mi zdjęcia, które zobaczyli znajomi, przyjaciele oraz rodzina. Usłyszałam, że super wychodzę na fotkach, dlaczego nie chcę zostać modelką? Pomyślałam, że to świetny pomysł. Generalnie chodziło o to, żeby spełnić swoje marzenie. Zaczęłam działać.

Od czego zaczęłaś?
Założyłam konto na portalu dla modelek, napisałam, że jestem osobą z niepełnosprawnością, nic nie ukrywałam. Bycie szczerą stało się moim atutem. Okazało się, że dobrze się czuję przed obiektywem. Stwierdziłam, że nie chcę pokazywać tylko twarzy, ale całą sylwetkę. Z czasem stałam się mentorką w tym temacie. Brakowało jednak miejsca, które skupiałoby niepełnosprawne modelki i modelów. Czekałam, aż ktoś założy agencję, która się tym zajmie. Potem stwierdziłam, że nie ma na co czekać. Tak narodził się pomysł na Equal Models. Bardzo szybko rozniosło się to po Polsce. W tej chwili agencja skupia 200 osób mężczyzn i kobiet z różnymi niepełnosprawnościami fizycznymi.

Z jakimi najczęściej?

Bardzo często zgłaszają się osoby, które z różnych powodów siedzą na wózku. Są osoby ze stwardnieniem rozsianym, porażeniem mózgowym, po urazach kręgosłupa, ale też bywają ludzie z moją chorobą – artrogrypozą, czyli ograniczoną ruchomością stawów związaną z przykurczami mięśni. Przekrój jest ogromny. U niektórych na pierwszy rzut oka nie widać, że mają jakiś problem, bo nieźle to ukrywają. Nie mają ręki, albo zamiast nogi jest proteza. Wszystko schowane za ubraniami. Dla jednych modeling to spełnienie marzeń, dla innych chęć zarobku.

Udaje im się na tym zarobić? Żyć z modelingu?
To zależy od zlecenia, ale generalnie nie ma masowych zleceń dla niepełnosprawnych modeli. Raczej to efekt mrówczej pracy, drążenia tematu, wysyłania zapytań. Trochę inaczej wygląda to za granicą, gdzie niepełnosprawni modele dostają za takie sesje dobre pieniądze, podobne to tych, które dostają komercyjne modelki. U nas ciągle pokutuje przekonanie, że robimy to dla przyjemności. Czasem pracujemy za darmo, po to, żeby mieć piękne zdjęcia. My mamy zdjęcia za darmo, a fotograf wyzwanie.

A pierwsza sesja była problemem?

Nie, nie była, a to dlatego, że byłam szczera. Fotograf wiedział o tym, że jestem niepełnosprawna. Ja nigdy tego nie ukrywałam. Powiedział mi, że urzekała go twarz, nie widział niepełnosprawności. Widział uśmiechniętą, spontaniczną, niezwracającą uwagi na fizyczność dziewczynę. Bariery zostały przełamane.

A pamiętasz swoje pierwsze zarobione pieniądze w modelingu?
Pierwsze poważne zlecenie to była Wielka Gala Integracji. Ja i inna modelka wystąpiłyśmy jako hostessy. Brałyśmy udział w wręczaniu nagród na scenie. I to było pierwsze zlecenie, za które dostałyśmy pieniądze. Potraktowano nas jak profesjonalistki. Niestety, na polskim rynku brakuje takiego podejścia. Niektóre modelki w Polsce próbują reklamować biżuterię, albo bieliznę, jeżeli są bardziej otwarte. Sama piszę do firm, pytam, czy chciałyby, żeby jakaś modelka coś zareklamowała. Nie zawsze wyrażają aprobatę. Świat idealny rządzi.

Co odpisują?
Oczywiście, nigdy nie piszą wprost, że nie chcą zatrudnić kogoś, bo jest niepełnosprawny. Zawsze jest to ładnie ubrane w słowa, że mają chętnych, kampanie, swoje modelki. Chodzi oczywiście o tradycyjne, komercyjne modelki o wymiarach 90-60-90. Niektóre firmy może poszłyby na współpracę, ale trzeba do nich dotrzeć, pokazać, o co w tym wszystkim chodzi. A dotarcie z takim przesłaniem często graniczy z cudem. Jest jednak lepiej, niż jeszcze kilka lat temu. Wizerunek niepełnosprawnej kobiety, jako szarej myszki powoli zanika, pokazujemy, że dbamy o siebie, jesteśmy piękne, aktywne na różnych polach – rodziny, pracy. Ludzie muszą to zobaczyć.

Jak często pojawiają się przykre reakcje?

Na szczęście coraz rzadziej. Dążymy do tego, żeby było jak za granicą. W Niemczech ludzie, którzy widzą aktywną, niepełnosprawną osobę często mówią „wow”. U nas pojawia się czasem opinia, że robimy się z siebie klaunów, albo, że chcemy coś ugrać na naszej niepełnosprawności. Trzeba popracować nad naszą mentalnością.

A dla fotografów niepełnosprawna modelka to częściej problem, czy wyzwanie?
Raczej wyzwanie. Czasem wystarczy napisać, zapytać, wytłumaczyć. Z nami pracuje się, jak z normalną modelką. Tyle, że niekiedy potrzebujemy fizycznej pomocy, typu pomoc w przesiadaniu się z wózka. Chodzi o przełamanie fizycznych barier.

Czego boją się sami niepełnosprawni modele?
Wątpliwości zaczynają się jeszcze przed sesję. Pojawiają się pytania, czy w ogóle mogą być modelami. Chcą, żebym obejrzała ich zdjęcia, pytają nad czym muszą popracować? Oczekują potwierdzenia, że są piękni. Zainteresowanie jest duże. W pewnym momencie wydarzyło się to, czego się obawiałam, że stanę się osobą, która będzie za nich spełniać marzenia.

Załatwiać sesję?
Tak, chciałam tego uniknąć. Nie organizuję sesji od początku do końca, a jedynie pomagam. Daję rady: zrób to i tamto, napisz, przełam się, ja ci pomogę, doradzę, ale nie zrobię za ciebie.

Co robisz poza modelingiem?
Modeling będzie mi towarzyszyć zawsze, ale za coś trzeba żyć. Studiuję logopedię, pracuję w biurze, oraz w weekendy, jako wizażystka. Prowadzenie agencji zajmuje sporo czasu. Trzeba dotrzeć do sponsorów, przekonać ich, że warto nam pomóc.

Equal, oznacza w języku angielskim równy. Założenie agencji traktowałaś, jak misję?
To było połączenie pasji, misji i akceptacji choroby. Ja generalnie patrzę na świat pozytywnie i chcę się tym dzielić z innymi. Chciałam pokazać innym niepełnosprawnym, że choroba nie musi zawładnąć naszym życiem. Nie musimy chować się w kącie. Myślę, że mi się to udaje. Widzę to po wiadomościach od ludzi, którzy chcą spróbować stanąć przed obiektywem. Otwierają się w tych mailach, tłumaczą, że to co robię motywuje ich do działania. Chcą zmienić swoje życie. Dostaje też wiadomości od osób sprawnych. Mają zdrowe ręce, nogi, mają pieniądze, rodzinę i są nieszczęśliwi. Pytają, co mają zrobić?

I co odpisujesz?
Że trzeba się cieszyć małymi rzeczami, chociażby smakiem kawy. Trzeba czerpać przyjemność z małych rzeczy. Wtedy będziemy szczęśliwi na bieżąco. Piszą także młode dziewczyny, niektóre mają po 13 lat. Oczywiście za zgodą rodziców. Czasem zdarzają się wiadomości od kobiet, które mają 50 lat. Każda chce spełnić swoje marzenia. Stanąć przed obiektywem i poczuć się pięknie.

1 komentarz do “Piękne wyzwanie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *