Parytet za kółkiem. W Polsce działa portal motoryzacyjny dla kobiet

– Jeśli od początku XX wieku wpaja się kobietom, żeby się za kierownicę lepiej nie pchały, a jak już usiądą, to na każdym kroku udowadnia, że się do tego nie nadają, to nie ma ani motywacji, ani jakiegoś parcia, aby doskonalić technikę jazdy, czy myśleć o udziale w sporcie. Na szczęście im młodsze pokolenie, tym bardziej świadome, mobilne i chętne do wyzwań – opowiada Katarzyna Frendl, założycielka Motocainy, pierwszego w Polsce portalu motoryzacyjnego dla kobiet.

Bliżej Biznesu:– Pierwsze auto…to?

Katarzyna Frendl:– Używany Volkswagen Golf III 1.8. Benzyna. Czerwony. Najszybszy (śmiech).

Jak długo zbierała pani pieniądze na zakup tego samochodu?

Pieniądze składałam przez dwie klasy liceum. Kupiłam auto za pierwsze zarobione pieniądze, zaraz po maturze. Pierwszą noc spędziłam w tym samochodzie. Cieszyłam się tak, jakbym wygrała w totka.

Jak narodziła się miłość do motoryzacji?

Trudno to jednoznacznie ocenić. Od dzieciństwa z ciekawością zerkałam na resoraki, ciężarówki, dźwigi, koparki – lalki średnio mnie kręciły. Jednak prawdziwe zainteresowanie motoryzacją pojawiło się pod koniec podstawówki, głównie za sprawą kolegów, z którymi przebywałam. Szybko złapałam bakcyla, zaczynając od rozpoznawania marek, uczenia się modeli, wersji silnikowych, pierwszych jazd pojazdami silnikowymi – motorynka, Simson, nieduże motocykle, czasem samochody na drogach niepublicznych – a kończąc na przesiadywaniu w garażu z kolegami i podpatrywaniu ich prac. Czasem w czymś im pomogłam.

Jak reagowali mężczyźni, kiedy opowiadała pani o swoich zainteresowaniach? Czy pojawiały się złośliwe komentarze?

Na pierwszych studiach, w Wyższej Szkole Menedżerskiej, jedynie zwracałam uwagę innych, podjeżdżając różnymi ciekawymi pojazdami. Podczas nauki na drugich studiach, eksploatacji pojazdów, byłam jedyną dziewczyną w grupie i raczej wzbudzałam ciekawość niż niechęć. A męskie środowisko? Odkąd pamiętam, właśnie w takim przebywałam i naprawdę niewiele rzeczy mnie dziwi, czy wyprowadza z równowagi. Prześmiewcze komentarze kolegów nadal funkcjonują w naszej branży, ale to zwykle „dowcip sytuacyjny” – nie biorę tego do siebie, sama się często z tego śmieję. Poza tym my się lubimy – czasem spędzamy na prezentacjach aut czy motocykli więcej czasu z dziennikarską bracią niż z rodziną.

A kiedy pojawiły się w pani życiu motocykle? Jak narodziła się ta miłość?

Właściwie najpierw były jednoślady, typu motorynki, a potem samochody. To taka fascynacja, która chyba nigdy nie minie. Zawsze duże wrażenia wywierał na mnie dźwięk silnika w motocyklach, sposób odbierania jazdy, taki bezpośredni wpływ na wszystko, co się dzieje z maszyną. W tajemnicy przed rodzicami kupiłam swój pierwszy motocykl –Suzuki GS500, na którym sporo czasu jeździłam bez prawa jazdy. Kilka lat później cieszyłam się jak dziecko, kiedy Redaktor Naczelny „Świata Motocykli” zaproponował mi współpracę.

Dlaczego zdecydowała się pani na studia na Wydziale Mechanicznym WAT-u? I kiedy pojawiła się myśl, że pasja mogłaby się stać sposobem na życie? Zawodem?

Mając 20 lat, z pasji do samochodów z napędem na tylne koła, dołączyłam do BMW Klub Polska, gdzie miałam okazję doświadczyć pierwszej rywalizacji sportowej. Dla klubu napisałam też pierwsze artykuły. Marzenia z dzieciństwa jednak długo czekały na realizację. Zdecydowałam się na podyplomowe studia „Eksploatacja pojazdów” na zasadzie kooperacji Wydziału Mechanicznego Wojskowej Akademii Technicznej i Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Dzięki temu mam dwa dyplomy. Studia skończyłam z wyróżnieniem, jako jedyna dziewczyna na wydziale. W tzw. międzyczasie pisywałam do Gazety Wyborczej (Wysokie Obroty), Forbesa, Świata Motocykli, Pulsu Biznesu, w TOK FM współprowadziłam program motoryzacyjny. Po studiach dostałam angaż w Autotechnice Motoryzacyjnej, którą traktowałam najbardziej ambicjonalnie, bo tam w grę wchodziły tematy inżynierskie, więc do każdego artykułu musiałam się bardzo rzetelnie przygotować. Tak to się mniej więcej zaczęło. Złapałam bakcyla dziennikarskiego i postanowiłam, że to będzie mój nowy, ciekawy zawód.

Ciężko dostać się kobiecie do motoryzacyjnego świata? Jest on – jak wielu uważa – hermetyczny i głównie zarezerwowany dla mężczyzn?

Sądzę, że wydawcy programów z radia czy telewizji z dużą ciekawością podchodzą do kobiet zainteresowanych motoryzacją, znających się na rzeczy. Czasem to ciekawość podyktowana podejrzeniami o brak wiedzy, a czasem chęć pokazaniu światu takiego „ewenementu”, jak dziennikarka motoryzacyjna (śmiech). Dla mnie ważne jest, żeby do każdej mojej aktywności być rzetelnie przygotowaną merytorycznie. I to chyba zostało dostrzeżone, skoro nadal jestem zapraszana do różnych programów.

Czy musiała pani – jak to często bywa w męskich zawodach – być podwójnie przygotowana, podwójnie dobra, w tym, co robi, żeby nikt nie zarzucił pani niekompetencji?

Faktem jest, że dokładałam wszelkich starań, aby nikt mnie nie mógł „zagiąć” i to zaprocentowało. Procentuje do tej pory.

Kiedy pojawił się pomysł na uruchomienie portalu? Jak wyglądały początki?

Po kilku latach hobbystycznego gromadzenia informacji i zapisywania tematów, którymi przyszłościowo chciałabym się zająć, postanowiłam porzucić pracę na etacie. Większość mediów, z którymi wówczas współpracowałam, nie była zainteresowana pisaniem rzetelnych informacji o kobietach. Ewentualne wzmianki były raczej prześmiewcze. To mnie zmotywowało do stworzenia kobiecego portalu motoryzacyjnego. Początkowo olbrzymią trudnością było znalezienie osób równie zaangażowanych, zdeterminowanych i chętnych do poświęcenia własnego czasu sprawom motoryzacyjnym, jak ja. Spodziewałam się, że kobiet, które mają wiele mądrego do powiedzenia o samochodach czy motocyklach, jest mnóstwo. Owszem, jest ich zdecydowanie więcej, niż sądzą mężczyźni, jednak w większości przypadków ich znajomość tematu jest dość powierzchowna, związana bardziej z hobby niż rzetelną wiedzą. Dziś mamy stały skład redakcji i wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku.

Skąd wzięła pani finansowanie na uruchomienie portalu?

Sprzedałam motocykl, postarałam się o unijną dotację, dołożyłam do tego wszystkie swoje oszczędności i w 2009 roku założyłam portal motocaina.pl.

Jak długo trwała praca nad koncepcją? Co było najtrudniejsze? Nie bała się pani odbioru?

Kobiecy portal motoryzacyjny powstawał mniej więcej rok. Wydaje się, że to pomysł nietypowy, a jednak nasz sukces potwierdza, że kobiety i samochody, czy motocykle to wcale nie są niszowe tematy i cieszą się ogromną oglądalnością. Dostrzegałam pewną lukę, czy to szukając informacji dotyczących udziału kobiet w sportach motorowych, albo tych, które zapisały się na kartach motoryzacyjnej historii, czy – może to zabrzmi prozaicznie – ale trudno było wtedy znaleźć nawet jakiś ciuch, czy gadżet kierowany do kobiet zainteresowanych tematem auto-moto. Sama interesuję się nie tylko samochodami, ale także jestem motocyklistką, dlatego wiem z autopsji, jak mało pisze się testów np. na temat damskich kombinezonów na jednoślady. W końcu w mojej głowie zrodził się kompletny projekt własnego przedsięwzięcia i czekałam na odpowiedni moment – w życiu zawodowym, ale także w kwestii finansowej – aby móc go zrealizować. Do odważnych świat należy, a każde trudności można sukcesywnie pokonywać.

Do kogo skierowany jest portal? Kim są czytelniczki?

Skierowany jest do wszystkich właściwie, ale faktem jest, że to kobiety znajdą u nas najwięcej treści dla siebie. Ponieważ ideą Motocainy jest, aby nasze informacje były nie tylko wiarygodne, ale i rzetelnie przygotowane, ze znajomością danej branży, czy rodzaju sportu motorowego, to zależało mi, aby kobiety, które będą tworzyć Motocainę, znały się na rzeczy. Na Motocaina.pl – jako jedynym portalu motoryzacyjnym – można znaleźć obszerny dział poświęcony udziałowi kobiet w motosporcie. Kiedy przykładowo piszemy o zagadnieniach dotyczących kwestii „dziecięcych” w odniesieniu do samochodów czy motocykli, zajmują się tym matki, które borykały się z różnymi problemami tego typu i dokładnie wiedzą, co może być interesujące dla naszych czytelniczek. Staramy się także pod tym kątem, kobiecym okiem, oceniać testowane pojazdy, ale nigdy nie zapominamy o jakości merytorycznej tekstów. Nasi czytelnicy czują, że traktujemy ich poważnie. A są nimi głównie osoby w wieku 20-50 lat, zainteresowane motoryzacją, motocykliści, ale i szukający porad – technicznych, podróżniczych, czy prozaicznie – gadżetów. Co więcej, jesteśmy dalekie od spłycania treści motoryzacyjnych i ogołacania ich z informacji technicznych ze względu na to, że będą to czytały kobiety. Pozbawienie artykułu o samochodach informacji dotyczących np. jego silnika, zawieszenia i zużycia paliwa, a zostawienie informacji o wyborze kolorów lakieru i tapicerek czy liczby schowków, w których tak cudnie mieści się kosmetyczka, jest dla nas głupotą. My traktujemy kobiety poważnie. Coraz więcej młodych dziewczyn dokładnie wie, co dzieje się w silniku, znają modele samochodów, potrafią wymieniać gamę jednostek. Niektóre panie własnoręcznie przerabiają motocykle lub modyfikują swoje auta. Myślę, że niebawem dziennikarze przestaną pytać o to, czy panie znają się na motoryzacji, bo świetnie zorientowanych kobiet w motoryzacji będzie więcej.

Jak wygląda praca dziennikarki motoryzacyjnej?

Ciekawie. Najbardziej przyciągają do takiej pracy testy samochodów i motocykli, wyjazdy na światowe prezentacje aut, czy wyścigi, rajdy. Jednak to wbrew pozorom także ciężka praca – fizyczna, umysłowa, związana ze skomplikowaną logistyką, zwłaszcza jeśli się zostawia w domu małe dziecko. Za to jest to bardzo przyjemna praca, jeśli ktoś kocha to, co robi. Ja lubię też pisać – artykuły, testy, poradniki, ale też mówić (w radiu i tv) o swoich doświadczeniach, dzielić się wiedzą. Codzienność jednak jest typowa dla chyba każdej pracy w obecnych czasach – siedzenie przed komputerem, pisanie, czytanie, odpisywanie na maile, telefonowanie. Dodatkowo występuję w mediach jako ekspert motoryzacyjny – to zawsze dla mnie szlifowanie warsztatu dziennikarskiego, ale i wyzwanie. Poznawanie wciąż nowych zagadnień, śledzenie rozwoju technologii, możliwość bezpośredniego kontaktu z ludźmi tworzącymi historię motoryzacji, jazdy po torach całego świata i sposobność testowania tam aut produkowanych w limitowanej liczbie, zbieranie materiałów o kobietach, które miały lub mają do czynienia z motoryzacją, zarówno zawodowo, jak i hobbystycznie czy wyczynowo, a potem możliwość dzielenia się tymi wszystkimi doświadczeniami i wiedzą ze słuchaczami radia, czy widzami telewizji daje mi ogromną przyjemność.

Czym jeździ pani na co dzień?

Z racji wykonywanej pracy mam możliwość jeździć właściwie każdym modelem auta dostępnym na naszym rynku. W redakcji użytkujemy na co dzień Renault Clio Grandtour. Prywatnie uwielbiam klasyczną, tę starszą motoryzację, stąd miłość do przepięknego youngtimera, któremu niedawno stukęła „zabytkowość” – to unikat BMW M635CSi. Niezwykły i ukochany.

Jest pani fanką szybkiej jazdy?

Lubię jeździć szybko – czasem i w odpowiednich miejscach.

Zbiera pani punkty karne za szybką jazdę?

Nie zbieram punktów karnych, na drogach publicznych jeżdżę przepisowo. Staram się.

Jakie auto zrobiło na pani największe wrażenie?

Długo by wymieniać. Ale z tych najnowszych to McLaren 600LT i Rolls-Royce Wraith Luminary. Cieszy mnie jazda autami szczególnymi, specjalnymi edycjami, sportowymi odmianami, terenowymi lub luksusowymi. Jednak potrafię się cieszyć właściwie każdym samochodem, bo każdy ma w sobie coś szczególnego.

Jakie auta podobają się kobietom? A jakie mężczyznom? Czy są różnice?

Nie, nie ma różnic. Choć faktem jest, że płeć piękna w większości nie musi jeździć zwalistym autem z wielkim, mocnym silnikiem, żeby cokolwiek komukolwiek udowadniać. A nawet jeśli taki ma, to i tak porusza się takim samochodem z klasą, dostojnie. Kobietom bliższe są pojęcia tj.: bezpieczeństwo jazdy, ostrożność za kierownicą i uprzejmość dla innych kierowców. Bardziej dbają o własne 4 kółka, pielęgnują je, nadają pieszczotliwe imiona. Ale tak samo, jak mężczyźni lubią ładne, ciekawe samochody. Nikt nie lubi jeździć nieciekawym autem, bez względu na płeć.

Wkurzają panią stereotypowe określenia pod hasłem: „Baba za kółkiem”?

To powiedzenie i stereotyp są tak mocno zakorzenione, nie tylko w Polsce, że jeszcze dużo wody musi upłynąć, żeby dostrzeżono, że to nie kwestia płci stanowi o złych i dobrych kierowcach, tylko odpowiednie wyszkolenie i nastawienie. Jeśli od początku XX wieku wpaja się kobietom, żeby się za kierownicę lepiej nie pchały, a jak już usiądą, to na każdym kroku udowadnia się, że się do tego nie nadają, to nie ma ani motywacji, ani jakiegoś parcia, aby doskonalić technikę jazdy, czy myśleć o udziale w sporcie. Na szczęście im młodsze pokolenie, tym bardziej świadome, mobilne i chętne do wyzwań, zatem są już pierwsze symptomy zmiany postrzegania pań za kółkiem. Także, jeśli chodzi o mężczyzn, którzy coraz częściej zauważają, że kobieta za kierownicą to nie tylko samo zło.

Walczy pani z takimi stereotypami?

Generalnie nie walczę z wiatrakami – nie zmienię facetów, których mottem jest „baba do garów” – wolę pokazywać, czy swoją postawą, czy poważnym podejściem do biznesu i czytelnika, czy odbiorcy w radiu czy telewizji, że jestem dobrze przygotowaną dziennikarką. A to, że mam tzw. zajawkę, to sprawa drugorzędna, może widoczna na moich filmach, które od niedawna publikuję na You Tube motocaina. Kobiety są innymi kierowcami niż mężczyźni. Nawet staż za kierownicą nie jest aż tak ważny, jak chęć doskonalenia techniki jazdy. Kobiety częściej się przyznają, że czegoś nie potrafią, chcą się szkolić i lepiej jeździć. Z drugiej strony większość tych, które określane są typowym stwierdzeniem „no tak, baba za kierownicą” już na początku swojej przygody z 4 kółkami zapewne natrafiły na zły tok nauczania. W szkołach jazdy pan instruktor przyzwalał na robienie błędów, bo i tak białogłowa będzie pewnie jeździć u boku męża, więc dlaczego ma się wysilać – do kobiety i tak nic nie dotrze. Mężczyźnie od razu zwraca się uwagę. Czasem widzimy tego skutki na drodze, choć na pewno panie coraz lepiej jeżdżą, coraz odważniej podchodzą do tematyki motoryzacji, zaczynają interesować się bardziej udziałem w sportach motorowych. Moim zadaniem jest publikować wszelkie materiały o kobietach, które pojawiają się w świecie motoryzacji i sportu, a wnioski z tych lektur sam już sobie każdy wysuwa. Na to liczę. Z faktami się nie dyskutuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *