Niepełnosprawny Jaś w triathlonie
Home / Wiadomości / Niepełnosprawny Jaś w triathlonie

Niepełnosprawny Jaś w triathlonie 1

To zaczęło się dzięki Jasiowi, a nie mnie. Zawsze to powtarzam. Kiedyś zapytał mnie w czasie ćwiczeń, czy nauczę go biegać, zaproponowałem bieganie w wózku opowiada Łukasz Malaczewski, fizjoterapeuta, który razem z 10-letnim niepełnosprawnym Jasiem pokonał kilka półmaratonów i triathlonów. Niedawno niesamowity duet z Wrocławia dostał zaproszenie na spotkanie z piłkarzami Realu Madryt.

Bliżej Biznesu:– Ronaldo zrobił na Jasiu wrażenie?
Łukasz Malaczewski:– Podobno ogromne. Jasiek poleciał na spotkanie z piłkarzami Realu Madryt z mamą i tatą. Ja nie mogłem tam być z nimi. Znam relację z tej wizyty z opowieści. Wiem, że Jasiek zaniemówił, kiedy zobaczył Ronaldo. Miał przygotowanych kilka pytań, uczył się ich na lekcjach języka angielskiego. Ale kiedy Ronaldo wszedł – jak to Jasiu powiedział – wszystkim kopary opadły. Był zachwycony. Ja osobiście nie jestem wielkim kibicem piłki nożnej, ale cieszę się, że udało się tam polecieć. Sami wszystko załatwiliśmy. Uważam, że to nasz duży sukces.

Jak udało się załatwić spotkanie z „Królewskimi”?
To było jedno z marzeń Jasia. Na pomysł napisania do drużyny Realu Madryt wpadła moja szwagierka Ania. Wysłała list, w którym opisała fizjoterapeutę, czyli mnie, który biega z niepełnosprawnym 10-latkiem, czyli Jasiem. Minęło pół roku i dostaliśmy odpowiedź, że zapraszają nas na spotkanie z piłkarzami Realu. Domyślam się, że dużo osób takie maile wysyła. Z ciekawości chcemy napisać do pani, która organizowała spotkanie, dlaczego wybrała akurat nas.

Może dlatego, że jesteście wyjątkowi?  Fizjoterapeuta i 10-latek, którzy mają za sobą parę startów w zawodach biegowych. I starty w triathlonie. To robi ogromne wrażenie. Jak się poznaliście?
To było 10 lat temu. Jaś trafił do mnie na rehabilitację. Jego choroba jest na tyle ciężka, że on wymaga ćwiczeń non stop. Niektóre dzieci stawiamy na nogi w ciągu roku, dwóch, dziecko się z nami żegna i idzie o własnych siłach. A Jasiek całe życie będzie rehabilitowany, stąd taka długa nasza znajomość.

Na co choruje Jaś?
Jaś urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową, rozszczepem kręgosłupa, wodogłowiem wewnętrznym i wiotkością krtani. W swoim krótkim życiu przeszedł już 19 operacji. Ma bardzo dużo chorób współistniejących: pęcherz neurogenny, brak jednej nerki, druga funkcjonuje tylko w połowie. Ciężko pomóc Jasiowi, aby zaczął chodzić. Ale cały czas pracujemy, aby miał silne ręce, silny tułów, żeby mógł sam się poruszać na wózku. Pracujemy również nad pionizacją, spróbujemy z nim chodzić w specjalnych ortezach.

A kiedy pojawił się pomysł na bieganie?

To zaczęło się dzięki Jasiowi, a nie mnie. Zawsze to powtarzam. To Jasiek mnie wybrał, a nie ja Jaśka. Kiedyś zapytał mnie w czasie ćwiczeń, czy nauczę go biegać, zaproponowałem bieganie w wózku. Jego rodzice się zgodzili i zaczęliśmy działać.

A potem pływać i jeździć na rowerze.

To narodziło się w ciekawy sposób. W Mietkowie organizowana była firmowa triathlonowa sztafeta, w czasie której zbiera się pieniądze na różne charytatywne cele. W zeszłym roku ja płynąłem, kolega, który ma sparaliżowane nogi wystartował na handbike’u, czyli rowerze napędzanym rękami. Był jeszcze kolega, który wystartował w biegu. W tym roku wpadłem na pomysł, żeby w Mietkowie popłynąć z Jasiem w pontonie, kolega pojedzie na rowerze i znajdziemy jeszcze jedną osobę niepełnosprawną, która pokona bieg. Ale potem pomyślałem, że może w ramach tych sztafet, poza konkursem, wystartuje z Jaśkiem w całym triathlonie. Udało się.

To było ciężkie zadanie?
Nie, wszystko sobie dokładnie zaplanowaliśmy. Jasiek płynął w pontonie przymocowanym liną do kamizelki, którą miałem na sobie.To był krótki dystans – około 400 metrów. Kiedy dopłynęliśmy na miejsce, to zaniosłem Jaśka na rękach do strefy zmian, gdzie czekał rower z przyczepką. I potem wyruszyliśmy rowerem 20 km. Kiedy przejechaliśmy ten dystans to przeniosłem Jaśka do wózka i pobiegliśmy. Mówiąc obrazowo: pchałem wózek, w którym siedział Jasiek. To robiło ogromne wrażenie na kibicach i na osobach, które startowały w biegu.

A Jasiek? Jak reagował w czasie zawodów?
U Jasia trudno określić emocje podczas startu. On jest wtedy bardzo przejęty i zestresowany. Otwiera się już po wszystkim, w domu, na spokojnie, jak emocję opadną. Zawsze jest zadowolony i szczęśliwy. Bardziej się martwi, czy mnie się to wszystko podoba, czy chce z nim biegać. Dla niego cały czas jest to niezrozumiałe, jak to jest, że mi to sprawia przyjemność. Nigdy go nie zmuszam do niczego, zawsze pytam, czy chce startować, nigdy nie słyszałem, żeby padło nie. Nie wywieram presji, to jest jego decyzja.

Co było dalej?

Mieliśmy skończyć na jednym starcie, ale wzięliśmy udział w programie Macieja Dowbora „Droga do Ironmana”. Każdy z ośmiu uczestników, w tym my, mógł ukończyć triathlon w Gdyni, czyli największe wydarzenie triathlonowe w Polsce. Mieliśmy opłacony start, hotel, przejazd. To było fantastyczne przeżycie. Organizatorzy zorganizowali konferencję prasową, przeprowadzali z nami wywiady. Jasiek czuł się, jak sportowiec. Spotkaliśmy się tam z chodziarzem Robertem Korzeniowskim i pływakiem Pawłem Korzeniowskim. Jedyne czego się bałem, to dużej fali, bo w gdyńskich zawodach pierwszy raz płynęliśmy w morzu.

Gdynia to nie był koniec.
Kolejny start mieliśmy zaplanowany w Malborku, ale tam przyszło niepowodzenie. Chcieliśmy zrobić 1/2 Ironmana: 2 km płyniemy, 90 km jedziemy na rowerze, 21 km biegniemy. Pogoda przywitała nas deszczem, chłodem. 2 km przepłynęliśmy, ale na 65 km jazdy na rowerze troszkę nam się obluzował uchwyt i stwierdziliśmy, że przerywamy start. Baliśmy się, że Jasiek się przewróci. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Który moment w starcie triathlonowym jest najtrudniejszy?

Pływanie jest super. Tu nie ma problemów. Może rower jest najbardziej problematyczny. To sprzęt, wszystko może się zdarzyć, może się przebić opona, może się coś odpiąć, urwać. To jedyna rzecz, która nie jest zależna od nas.

A bieganie?
W czasie biegania Jasiek jest w wózku i jest to ulga, bo już wiemy, że biegniemy w stronę mety. Czasem pogoda też przeszkadza, szczególnie deszczowa i wietrzna.



A kondycja?

O przygotowanie się nie martwię, trenuję cały czas, więc to nie jest trudność. Moja pasja zaczęła się około trzech lat temu. Dawno, dawno temu pływałem, potem miałem spokój ze sportem na bardzo długo. W końcu wziąłem się za bieganie. Zacząłem robić to regularnie. Startowałem w maratonach i półmaratonach. Potem przyszedł czas na triathlon. Udawało się nawet w mojej kategorii wiekowej stawać na podium.

Jak pan przygotowuje się do takich zawodów?
Ja od trzech lat trenuję we wrocławskiej grupie GVT. Mam ułożone treningi pod triathlon. Czasem trenuję raz, czasem dwa razy dziennie.

Jesteście niezłym motywatorem.

To prawda, nasze starty to motywacja nie tylko dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, ale też zdrowych osób. Czasami pytają, jak się przygotować do takiego biegu, gdzie załatwić potrzebne rzeczy. Niektórzy myślą, że to pewnie jest bardzo trudne. Tłumaczę wtedy, że to nieprawda. Wszystko da się zaplanować.

A koszty?

Triathlon jest drogim sportem. Sprzęt, transport, noclegi, opłaty startowe. Staramy się szukać wsparcia, wypożyczamy sprzęt. 

Do takich startów potrzebny jest specjalistyczny sprzęt?
Ponton jest zwykły, taki w jakim pływają wędkarze na stawach. Przyczepka też nie jest skomplikowana, bo ona jest zrobiona dla zdrowej osoby. My ją trochę przerobiliśmy pod Jaśka, ustawiając pedały. Ale Jasiek niedługo z niej wyrośnie i będziemy musieli szukać innego rozwiązania. Problemem jest to, że w Polsce nie jest popularne jeżdżenie z dzieckiem niepełnosprawnym na rowerach. Inaczej jest z wózkami, jest ich dużo. Z tym nie było problemu.

Macie jakiś system komunikacji w czasie biegu? Jasiek dopinguje pana w czasie startu?

W drugim czy trzecim triathlonie zamontowałem Jasiowi trąbkę. On ma wiotkość krtani, słabo go słychać. Nie ma szans, żebym go usłyszał na rowerze, czy w wodzie. Jeżeli pytam, czy wszystko jest ok i jest, to Jasiek ma podnieść kciuka do góry i lecimy dalej. Jeżeli coś się dzieje to trąbi i daje mi znać, czego potrzebuje. Najłatwiej komunikować się w wózku, ale tutaj rozmawiamy na zasadzie haseł. Nie ma sił na dłuższe dyskusje. Jasiek raczej też jest skupiony na trasie.

Co teraz?

Zaczynamy sezon, jak co roku od półmaratonu Mietkowskiego. Kolejny start to 1/3 Ironmana w Sławie, gdzie dostaliśmy zaproszenie od Jerzego Górskiego. Kolejny start będzie w Poznaniu, to 1/2 Ironmana i potem triathlon w Gdyni. No i sporo imprez biegowych, m.in bieg Uniwersytetu Medycznego. Jesteśmy ambasadorami tych zawodów. W tym roku do wspólnego Biegu Wózkarzy udało nam się zmobilizować 13 duetów: dziecko niepełnosprawne plus rodzic, opiekun. Wszyscy byli zwolnieni z opłat startowych, otrzymali pełne pakiety i wiele nagród, niespodzianek po biegu. Wszystko dzięki wsparciu, którego szukamy wśród osób prywatnych i firm.

Czy te wszystkie osiągnięcia sprawiają, że ciężko byłoby się wycofać ze wspólnych startów? 
Nie ma się z czego wycofywać, bo ja i tak trenuję. Mam 40 lat i nie walczę o nie wiadomo, jakie laury. Ja startuje też w swoich zawodach, Jasiek to rozumie, on wie, że mam swoje triathlony. To nie jest tak, że za każdym razem startuje z Jaśkiem.

Jasiek, dzięki panu, został Św. Mikołajem. Odwiedził chore dzieci w szpitalu i zostawił prezenty małym pacjentom.
Niewiele czasu mieliśmy, żeby to wszystko zorganizować, ale postanowiliśmy spróbować. Wysłaliśmy e-maile do kilkunastu firm. I odezwały się. Jedna przekazała plecaki, inna piłki, koleżanka uszyła kominy dla małych pacjentów. My zrzuciliśmy się na książki, słodycze i owoce. Zrobiliśmy paczki. Czemu tego nie robić? Skoro mamy taką możliwość. Kiedy oglądamy w telewizji, że ktoś komuś coś przekazał, to mówimy: fajnie, fajnie. Ale fajnie się robi, kiedy widzi się to na żywo. Kiedy dzieci podchodzą, przybijają piątkę, uśmiechają się, czekają z wielkimi oczami: wyczytają mnie, czy nie. To, że przebraliśmy Jasia za św. Mikołaja to też było ogromne zaskoczenie dla dzieci. I to jest piękne, że można jeszcze czymś ludzi zaskoczyć.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites