Moda i biznes po godzinach
Home / Mój biznes / Moda i biznes po godzinach

Moda i biznes po godzinach 8

– Tkaniny pochodzą ze stoków z Włoch. W większości są to końcówki tkanin od znanych projektantów, takich jak Burberry, Loro Piana czy Dolce & Gabbana. Dobór niepowtarzalnych tkanin gwarantuje wyjątkowość wszystkich kreacji – mówi Marta Banaszek, założycielka warszawskiego Studia Moda i Biznes.

Bliżej Biznesu:– Najpierw finanse, potem moda. To wymaga niezłej organizacji. I pewnie doba jest za krótka?
Marta Banaszek:– Tak, to prawda. Od kilku lat pracuję w Biurze Informacji Kredytowej, gdzie zajmuję się współpracą z sektorem finansowym. Każdego dnia po pracy „lecę” realizować swoją pasję w Studiu. Zajmuję się spotkaniami z klientkami, projektowaniem, doborem tkanin, pracą z konstruktorem, czy planowaniem działań na kolejne dni. Pomimo tak wielu obowiązków, spełnianie marzeń dodaje energii, a jeśli efekty są zadowalające, to jest największa nagroda.

Gdzie znajduje się Studio?
Na Kabatach w Warszawie, blisko domu, co ułatwia całą organizację przedsięwzięcia. Spotkania z klientkami są indywidualne, najczęściej wieczorami. Mierzymy wtedy wybrane stroje, oglądamy tkaniny, czy dodatki. Zdarza się, że kończę pracę bardzo późno. Każdy przygotowany projekt – rysunek wymaga konsultacji z konstruktorem, a potem z krawcową, czasem zajmuje to kilka dni. Bywa, że szkicuję swoje pomysły na kanapie w domu, na balkonie, albo w drodze do pracy. Inspiracji można szukać wszędzie, najważniejsze jest to, co siedzi w środku. Każdy ma inny styl, który niekoniecznie musi być aktualną modą tylko stanem ducha. Każdy projekt trzeba narysować, nakreślić wymiary, a w dalszym etapie przygotować na bazie konstrukcji formę wszystko na papierze. Na początku sama to robiłam, teraz zajmuje się tym konstruktor odzieży. Za każdym razem następuje próbne odszycie, jeśli wszystko układa się poprawnie, to przygotowywana jest tkanina z dodatkami dla krawcowej.

Ile osób jest zaangażowanych w projekt Moda i Biznes?
Kilka, to jest dość kameralne grono. Jest stylistka, która pracuje na miejscu, konstruktorka, trzy stałe krawcowe, osoba odpowiedzialna za social media (FB, Instagram), grafik, pomaga także mój partner. Każdy odpowiada za swoją część, ale jak potrzebne jest wsparcie to wszystkie ręce na pokład i działamy. Pracy jest dużo, ale dzięki bardzo dobrze dobranemu zespołowi wszystko udaje się spokojnie zorganizować.

Skąd pani czerpie swoje pomysły?
Obserwuję ludzi, ale bardziej niż ich wygląd obserwuję ich gesty, poruszanie się, swobodę ruchu. Ze względu na to, że dużo w moim otoczeniu jest kobiet, można dostrzec cenne podpowiedzi do tworzenia projektów. Czasem stylizacje są zaskakujące, może nawet dziwne, nieadekwatne do sytuacji, a czasem wręcz przeciwnie zbyt sztampowe.

Na przykład?

Ubrania niepasujące do sytuacji, zbyt duży dekolt, nieodpowiednia długość. Bardzo ważna jest kolorystyka, nie zawsze musi być to klasyka w strojach biznesowych: czarny, szary, czy granat. Oczywiście, to są najbezpieczniejsze stylizacje, ale czasem warto je przełamać, ożywić. Postawmy na klasykę, ale z nutą awangardy. Ważne jest, aby pozornie te same kolory współgrały ze sobą. Odcienie mogą być różne, nie zawsze kolorystyka góry i dołu ma być identyczna, ale ma współgrać, bez poczucia, że coś wyblakło lub zszarzało.

Pani projekty walczą z tą bylejakością?
Nie ukrywam, stawiam na wysoką jakość. Inspiruję się stylem klasycznym (styl paryski), ale nie boję się wychodzić poza ramy i dodawać codziennym rzeczom odrobiny awangardy.

W jaki sposób można to zrobić?
Można przełamać klasyczną, prostą formę nietypową tkaniną, mam na myśli kolorystykę, ale też strukturę. Pomarańcz z granatem jest świetnym połączeniem, albo czarny z granatem, chociaż to na pozór niepasujące kolory. Ważne są też detale: kieszenie, kołnierze, wykończenie rękawa, dodatki takie jak guziki. Wychodzę w białej bluzce, a wieczorem zakładam złoty kołnierz – klasycznie, a potem zaskakująco i przede wszystkim wyjątkowo – a tak lubi się czuć każda kobieta. Zależy mi na tym, aby w miarę możliwości klientka mogła w łatwy sposób zadbać o rzecz. Przeszyte mankiety na 2 mm w nogawkach spodni ułatwią prasowanie, podobnie przeszyte zakładki na sukience.

Przyjęło się, że najtrudniej zadbać o lniane ubrania.
Wbrew pozorom nie, bo jesteśmy w stanie wyprać i wyprasować te ubrania w warunkach domowych, oczywiście w odpowiedniej temperaturze. Wystarczy odpowiednia nakładka silikonowa na żelazko, żeby tkanina zachowała kolor i naturalny wygląd.

Skąd pochodzą materiały?
Tkaniny kupuję tylko z Włoch. W większości są to końcówki tkanin od znanych projektantów, takich jak Burberry, Loro Piana czy Dolce & Gabbana. Czasem danej tkaniny jest metr, czasem 10 metrów. Biorąc do ręki kawałek materiału widzę, co będzie z niego uszyte. To gwarantuje niepowtarzalność. Z jednej tkaniny szyjemy maksymalnie trzy rzeczy, z tych bardziej nietypowych jedną. To nasza zasada, te rzeczy mają być unikatowe – takie trochę spersonalizowane.

A zdarza się, że kobiety chcą mieć takie same ubrania?
Nie, raczej zależy im na niespotykanych ubraniach. Zdarza się, że klientki przymierzą sukienkę i okazuje się, że rozmiar nie pasuje, ale danej tkaniny już nie mamy. Niestety, w takiej sytuacji nie ma szans, żeby klientka dostała ją w innym rozmiarze.

To ubrania dla wąskiego grona klientek?
Zależy mi na tym, żeby zbudować grupę stałych klientek, co już ma miejsce. Studio ruszyło w czerwcu. Myślę, że będzie miejsce dla stu klientek, które znajdą rzeczy na każdą okazję.

Można kupić ubrania online?
Tylko jeśli znam klientkę, a ona już zaufała moim „produktom”. Wtedy odległość nie ma znaczenia.

A nie myślała pani o uruchomieniu sklepu internetowego?
Raczej nie. To mają być indywidualne projekty. Dość trudno byłoby pokazać na stronie, że dana rzecz, z danej tkaniny jest w jednym egzemplarzu, ale z tej formy możemy uszyć z innych tkanin. Trzeba by było pokazać z jakich, a to ze względu na ich różnorodność nie byłoby proste. Do stałych klientek mam kontakt, więc zawsze informuję o nowościach i tym sposobem umawiamy się na kolejne spotkania i przymiarki.

Ile kosztują takie spersonalizowane ubrania?
Sukienki – około 700 złotych, marynarki w granicach 800 zł, bluzki – około 500 zł, spodnie – 600 zł. Płaszcze, w zależności od zużycia tkaniny, ok. 1500 złotych.

Pani też szyje?
Od dziecka próbowałam. Kiedy w latach 90-tych dostałam pierwszą Barbie przywiezioną ze Stanów Zjednoczonych, to pościągałam wszystkie różowe ubranka i założyłam te uszyte przez siebie. Uczyłam się szyć pod okiem cioci, która miała niesamowite umiejętności. Miała też sprzęt. Uczyła mnie aż do studiów.

Co pani studiowała?
Ekonomię i zarządzanie.

Dlaczego nie postawiła pani na szycie?
To było praktyczne podejście. Szycie było raczej w kategoriach dodatkowych zajęć, a potem dopiero w kategorii spełniania marzeń przy projektowaniu i konstruowaniu. Najważniejsze dla mnie było to, żeby przejść każdy szczebel po kolei i nauczyć się każdego etapu: od pomysłu, po rysunek przez konstrukcję i szycie. Na początku kupiłam najprostszą maszynę za 200 złotych w markecie. Potem już pojawiła się bardziej profesjonalna. I zaczęło się, ktoś ze znajomych rzucił: o jaka fajna bluzka, uszyłabyś. No pewnie, że bym uszyła. Chciałam być jak najlepsza, dlatego zapisałam się na kurs szycia. Wszystkiego uczyłam się od podstaw, jak w szkole: jakie są szwy, jakie są rodzaje tkanin. W domu była praktyka. Szyłam, szyłam, szyłam.


Co na przykład?

Różne rzeczy, chociażby klasyczną spódnicę ołówkową. Oj nie było łatwo. Prowadzące kurs sprawdzały czy szwy są odpowiednie, rozprasowania dokładnie zrobione, czy owerlok dobrze wykończony. Dobre krawcowe uczą się tego po 20-30 lat. A tutaj w przyspieszonym tempie trzeba było się tego wszystkiego nauczyć. A ja chciałam robić wiele rzeczy na raz. Zaczynałam spódnicę ołówkową i już wiedziałam, jak ją uszyć, dlatego chciałam szyć kolejną rzecz.

Szycie uczy cierpliwości?
Cierpliwości i dokładności. Ja jestem dość szybką osobą, nie mogłam się na początku odnaleźć. Tu nie ważna jest ilość, a jakość, każdy detal.

A skąd się wziął pomysł na sprowadzanie materiałów z Włoch?
Należałam na facebooku do grupy zrzeszającej projektantów i ktoś ogłosił, że sprowadza włoskie tkaniny. Spróbowałam i okazało się, że to bardzo ciekawa współpraca. Kiedy materiały są w Polsce mamy pierwszeństwo w wyborze. Zdarza się, że po towar jadę późno w nocy i równie późno się wracam, ale z jaką satysfakcją. Wybór tkanin przypomina trochę dziecko w sklepie z zabawkami: i to… i to…. jeszcze może coś. To są kosztowne wybory, ale za to przepiękne jakościowo tkaniny, które potem przeradzają się w wyjątkowe kreacje!

A gdzie pani znalazła krawcowe, stylistykę, konstruktorkę?
Ludzie, którzy mnie otaczają, to są ludzie z pasją. To widać w podejściu do pracy, zaangażowaniu, pomysłach, chęci pracy – takie cechy można potwierdzić po kilku próbnych realizacjach. Wiadomo, potem się weryfikuje umiejętności, ale jak na razie to trafione wybory.

Nie męczy panią ta biznesowa elegancja? Nie marzy pani o przebraniu się w wygodny dres?
Wszystko zależy od sytuacji w jakich się znajduję, kiedy trzeba jest elegancko, kiedy możemy pozwolić sobie na luz, to nie ma na co czekać. Teraz swobodnie można manewrować i łączyć np. sportowe obuwie i eleganckie sukienki, czy spodnie. Czasem kiedy wchodzę do Studia, po całym dniu pracy np. w szpilkach i sukience, to z przyjemnością zakładam proste spodenki i top. Ale kiedy spotykam się z klientkami staram się założyć coś eleganckiego i „swojego”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites