Magia czarnego krążka

Magia czarnego krążka

– Niektórzy wydają ostatnie pieniądze na winyle. To jest uzależniające, jak papierosy, czy alkohol. Trzeba pójść i kupić, bo jak się tego nie zrobi, to w środku człowieka coś męczy i gryzie – mówi Łukasz Pałasz, właściciel Winylove, wrocławskiego sklepu z płytami winylowymi.

Bliżej Biznesu:– Pierwsza płyta w kolekcji?
Łukasz Pałasz:– To był soundtrack z filmu Rocky. Koledzy trochę zazdrościli. Kupiłem tę płytę za kilkanaście złotych na bazarku.
Gdzie pan odsłuchiwał?
Rodzice kolegi mieli starą wieżę z gramofonem. Chodziliśmy do niego całą paczką. Skreczowaliśmy i nagrywaliśmy na kasety. Brzmiało to tragicznie i okrutnie, ale sprawiało nam ogromną frajdę. Potem kupiłem swój pierwszy gramofon. Potem były kolejne. I tak się zaczęło.
Pierwsza płyta szybko się zdarła?
Nie, bardzo je szanuje. Większy problem był czasach PRL-u, kiedy luksusem w polskim domu był gramofon Bambino. On strasznie niszczył płyty, bo nacisk ramienia na winyl wynosił ponad 20 gramów, dzisiaj jest lepiej, nacisk wynosi 2-3 gramy. Zużycie tych płyt jest dużo niższe. Wystarczy o te winyle dbać, myć je od czasu do czasu.
A kolejne płyty?
Oj kolekcja szybko się rozrosła. W latach 90. zaczął się boom na płyty kompaktowe, a co za tym idzie obniżyła się cena płyt winylowych, za grosze można było kupić perełki. Niektórzy myśleli, że te płyty nie będą już nic warte, wyrzucali na śmietnik. Dzisiaj przychodzą do sklepu i od nowa budują kolekcję. Niektórzy opowiadają, że mieli po 1000 płyt i wszystko wyrzucili, tak bardzo zachłysnęli się wtedy płytami kompaktowymi.
Jaką perełkę kupił pan za grosze?
Płytę grupy Fellows z lat 70., z gatunku norden soul. Ten singiel siedmiocalowy na 45 obrotów kupiłem za 5 złotych. Dzisiaj jego wartość to 1500 złotych.
Płyty porzucone w polskich piwnicach mogą być jeszcze coś warte?
Niektóre, jak na przykład Kult, Dżem, czy albumy Róży Europy. W polskich piwnicach trudniej jest znaleźć drogie wydania z zachodu, bo niewielu było na coś takiego stać. Najczęściej trafiają się: Jarocka, Sośnicka, Lady Punk. Zazwyczaj w kolekcjach Polaków zachowały się bardzo popularne rzeczy, a one nie są drogie. I raczej nigdy nie będą.

 

Ile są warte najdroższe egzemplarze?
Nowy rekord został ustalony dwa lata temu. Ringo Starr, perkusista The Beatles sprzedał Biały Album zespołu z nr 1 za 790 tys. dolarów.
A patrząc bardziej realnie. Jaka jest średnia cena winyli?
Około 30-40 złotych. Są tacy klienci, który potrafią jednorazowo zostawić od 1000 do 3000 złotych. To jest uzależniające, jak papierosy, czy alkohol. Trzeba pójść i kupić, bo jak się tego nie zrobi, to w środku człowieka coś męczy i gryzie. Niektórzy wydają ostatnie pieniądze na winyle. Przy kasie mówią, że do końca tygodnia będą jeść suchy chleb, ale te płyty muszą mieć.
Kiedy znowu rozpoczęła się moda na winyle?
3-4 lata temu, wtedy giełdy winyli, sklepy z płytami zaczęły wyrastać, jak grzyby po deszczu. A potem poszło. Ktoś kupił gramofon, płyty, znajomi przyszli zobaczyli i też chcieli coś takiego mieć.


A pan ile ma płyt w kolekcji?

Około tysiąca. Jest to kolekcja mocno wyselekcjonowana. Te, które mi się znudziły zanoszę do sklepu i sprzedaję.
Najważniejsza płyta w kolekcji?
Gdybym miał wybrać jedną, to wybrałabym muzykę z filmu „Shaft” Isaac’a Hayes’a. Jest genialna. Tam jest wszystko: świetny funk, soul, piękna okładka.


Skąd pochodzą płyty, które sprzedaje pan w sklepie?

Czasem ludzie sami podrzucają, przysyłają z zagranicy, zdarza się, że coś uda się zdobyć w czasie giełdy winylowej, sporo mamy też nowych płyt.
Nowe wydania dobrze się sprzedają?
Niektóre. Czasem stare płyty są tak drogie, że warto zainwestować w reedycję. Ale na pewno jest coraz lepiej. Świadczy o tym chociażby fakt, że w Polsce po ponad 20 latach otworzyła się duża tłocznia. Obłożenie pracy jest tam duże.
Ma pan listę perełek do zdobycia?
Chciałbym zdobyć muzykę z bajki „Kosmiczny mecz”. To jest płyta, którą ciężko znaleźć, a jak już dociera do Europy to kosztuje około 100 dolarów. Za dużo. Największa frajda to kupić coś fajnego, w dobrej cenie.
Ile płyt w swoich kolekcjach posiadają wytrawni kolekcjonerzy?
Niektórzy mają po 20-30 tysięcy winyli.
Winyl brzmi lepiej od CD?
Wiele osób tak twierdzi, ja tak nie uważam. Winyl brzmi inaczej. To tak, jakby powiedzieć, że BMW jest lepsze od Mercedesa.  Jedni się z tym zgodzą, inni będą się wkurzać, że to nieprawda.
Dla mnie winyl jest bardziej przyjazny dla ucha, brzmienie jest cieplejsze, bardziej plastycznie. Ale rozumiem ludzi, którzy wolą CD: zawsze gra czysto, włączając, wiemy, czego można się spodziewać. W przypadku czarnego krążka czasem pojawiają się trzaski. Nie każdy to lubi.
Sklep z płytami winylowymi to chyba nie jest łatwy biznes?
Jestem także didżejem. Te dwa zajęcia ze sobą współgrają. A same winyle to nie jest trudny biznes, pod warunkiem, że się to lubi. Mogę powiedzieć, że od kilku lat nie przepracowałem, ani jednego dnia. Natomiast, dla kogoś kto się na tym nie zna, taka praca może być uciążliwa.
Czy można na tym zarobić?
Można. I wiele osób z tego żyje. Nie jest to życie na super luksusowym poziomie. Najwięcej udaje się sprzedać przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy ludzie kupują świąteczne prezenty. Jeżeli mamy dobrą lokalizację to przez cały rok właściwie nie ma problemu. Przepraszam na chwilę, klienci przyszli.


(po chwili). Co kupili?

Paul McCartney & Wings  – prezent na wieczór kawalerski dla kolegi. Niektórzy kupują też winyle jako prezent na urodziny, albo na wesele. Czasem młodzi zamiast kwiatów wolą dostać czarne krążki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *