Lalka na wybiegu, czyli jak świat zachwyca się polską projektantką miniaturowych ubrań

ubranka dla lalki Barbie

–  Dla mnie lalka, to nie zabawka, to modelka. To co robię, to rodzaj sztuki – mówi Anita „Anicetta” Michałowska ze Skoczowa, założycielka Krawiectwa Artystycznego dla Lalek Kolekcjonerskich – AMD – michalovska.com. Zaprojektowane i uszyte przez nią ubrania dla lalek kupują kolekcjonerzy na całym świecie, a wystawy lalek ubranych w jej projekty – Mała Lalka – Wielka Gwiazda były pokazywane już w kilkunastu miejscach.

Pierwszy uszyty strój dla lalki?
Sukienka. To było ponad 14 lat temu. Córka poprosiła mnie, żebym uszyła coś dla jej Barbie. Odesłałam ją do babci, zawodowej krawcowej. Miałam niechęć do szycia. Nie lubiłam widoku porozrzucanych tkanin i nitek na podłodze. Postanowiłam, że na pewno nie zostanę krawcową i poszłam do Technikum Hotelarskiego w Wiśle. Wydawało mi się, że o szyciu nie mam pojęcia, bo nigdy się tym nie interesowałam. Jednak babcia nie miała czasu i odesłała wnuczkę do mnie. Nie miałam innego wyjścia, jak podjąć wyzwanie. Kiedy uszyłam pierwszą sukienkę okazało się, że to całkiem przyjemne zajęcie.

Jak wyglądał pierwszy model?
Wąska, jednoczęściowa, bez rękawów, jedyną ozdobą były falbany u dołu sukni. Zdjęcie pierwszych sukienek mam zachowane do dziś, nikomu jednak ich nie pokażę, dziś nie jestem z tego dumna.

A kolejne?
Powoli wpadałam w lalkowy wir. Jako córka krawcowej miałam mnóstwo różnych tkaninowych resztek, szybko powstawały kolejne ubranka.

A lalki?
Kupowałam za pół darmo w lumpeksach, przynosiłam do domu, myłam i przebierałam je w uszyte stroje. W ten sposób powstała kolekcja lalek licząca dziś ponad 450 sztuk. Ale to nie lalki są główną atrakcją wystaw, a miniaturowa odzież, którą mają na sobie.

Co na to mama?
Na początku trochę wstydziłam się swojej pasji, ale będąc matką dwóch córek łatwo było się skryć za nimi ze swoją pasją. O pierwszej wystawie mama dowiedziała się z gazety. Mam nadzieję, że jest dumna, że mimo wszystko poszłam w jej ślady. To przecież jej zasługa, że dziś robię to, co robię.

Jak wygląda pani pracownia?
Na początku skorzystałam z unijnego dofinansowania, kupiłam porządne maszyny do szycia i sprzęt fotograficzny. Projektuję głównie na kuchennym stole. A wykańczam w różnych miejscach – w kolejce do lekarza, przed telewizorem, u rodziców na herbatce, w podróży. Wyciągam wówczas magiczne pudełko, a w nim: nożyczki, zatrzaski, koraliki, nitki ponawlekane już na igły i oczywiście potrzebne ubranka. Zdarzyło mi się też pracować nad rzeką z nogami w wodzie. Kocham moją pracę!

Można kupić ubraną lalkę?
Żadna z lalek nie jest na sprzedaż. Można kupić tylko stroje. Specjalizuję się w szyciu garsonek, ale powstają również sukienki, stroje sportowe i balowe. Gustownym dodatkiem są filcowe kapelusze i torebki oraz dopasowana biżuteria.

Pomysły przychodzą spontanicznie?
Rozkładam tkaninę i to ona rządzi. Patrzę na nią i wówczas widzę, co powstanie. Czasem w trakcie szycia jeszcze modyfikuję pomysł – coś dodaję albo ujmuję. Na pomyłki nie ma miejsca, ważne jest każde 2 mm. Modelka brzucha nie wciągnie.

Kto kupuje najczęściej?
Wszystkie stroje sprzedaje na amerykańskim portalu eBay. Na jednej aukcji są ubranka – zwykle żakiet ze spódnicą (obie rzeczy na podszewce) lub spodniami, opcjonalnie pończochy), na drugiej – dodatki: kapelusz, torebka i biżuterię. Klientów mam na całym świecie. Najwięcej wysyłam do USA, ale są też kolekcjonerzy z Brazylii, Malezji czy Islandii.

Męskie stroje też pani szyje?
Na początku się przed tym broniłam, bo myślałam, że to będzie nudna praca. Potem dostałam kilkanaście męskich lalek i postanowiłam spróbować. Okazało, że w przypadku strojów dla ‘lalków’ też można zaszaleć.

Wszystko potrafi pani uszyć?
Ostatnio walczyłam z miniaturowymi rękawicami bokserskimi (7x5cm). Klient był zadowolony. Brukselska figurka – fontanna Manneken Pis, też została ubrana przeze mnie w śląski strój. Więc mam nadzieję, że ograniczeń już chyba nie mam.

I co dalej się dzieje z tymi strojami?
Niektórzy kupują, bo kolekcjonują lalki i lubią je fotografować w różnych strojach, inni chcą zrobić komuś prezent. Miałam kiedyś klienta, który chciał zrobić żonie niespodziankę. Zamówił lalkę spersonalizowaną. Taka sama fryzura, makijaż, miniaturowa suknia ślubna. Dodatkowo zrobił podświetlaną gablotę i umieścił tam lalkową podobiznę żony. Pani widząc ten prezent popłakała się ze wzruszenia.

Jakie jeszcze reakcje się pojawiają?
Lalki w dorosłych ludziach wzbudzają ogromne emocje. Często na moich wystawach podsłuchuję rozmowy: osoby w wieku naszych babć wspominają swoje lale jakże odmienne od dzisiejszych. Nasze matki mówią, że o takich nawet nie mogły pomarzyć. Osoby w moim wieku wspominają, która koleżanka jaką lalkę miała od ciotki z Ameryki, kilkulatki – taką mam!, a małe dziewczynki: taką chcę i taką też! Panowie również są zainteresowani taką tematyką, to oni najbardziej przyglądają się detalom, a ja się potem do nich uśmiecham oglądając zdjęcia z wernisażu. Marzę o własnym miejscu na te moje lalki, żeby były ogólnodostępne.

A często spotyka się pani z lekceważącymi reakcjami?
Kiedy rozpoczęłam studia (właśnie dzięki swojej pasji) na Edukacji Artystycznej w Zakresie Sztuk Plastycznych na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie długo zastanawiałam się czy przyznawać się do tego, czym zajmuję się na co dzień. Dla większości lalka – to blondwłosa barbie, z głupawym uśmiechem, w różowej sukience. Ja pokazuję, że jednak może być trochę inaczej. Żaden z wykładowców na uczelni nawet nie próbował zanegować mojej lalki w działaniach artystycznych. Praca magisterska oraz dyplom (z fotografii) oczywiście były na tematy lalkowe, a w komisji egzaminacyjnej wyłącznie mężczyźni. Niezapomniane doświadczenie.

W 2012 roku wygrała pani międzynarodowy konkurs Couture Doll Design Challenge4.
To było ogromne wyróżnienie, to jak wejście poziom wyżej. 6 etapów, a mnie się udało już w 1 zdobyć największą liczbę punktów. Dla mnie lalka, to nie zabawka, to modelka. To co robię, to rodzaj sztuki. Wielcy projektanci mody też szyli dla lalek. Mój występ ze światowej sławy projektantką Ewą Mingę w „Dzień Dobry TVN” tylko to potwierdził. Nie ma nic infantylnego w szyciu ubranek dla lalek.

Pani miniaturowe kreacje są perfekcyjnie wykończone. Żakiety mają podszewki, płaszcze zapinają się na haftki, paski, guziczki. Ile zajmuje uszycie czegoś takiego?
Przez te kilkanaście lat doszłam już do wprawy. Skrojona garsonka na podszewce powstaje w ciągu godziny. Ale są też stroje, które powstają przez kilka dni.

Zdarza się pani uszyć dwie takie same sukienki?
Nigdy. Mogą być nieco podobne, ale gwarantuję, że nie będą identyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *