Kręcą lody w wersji fit

lody wysokobiałkowe, proteinowe

Jak nie wiadomo co zrobić, to warto pytać innych ludzi. To nic nie kosztuje. Kiedy my zaczęliśmy opowiadać o naszych planach, nagle okazało się, że jedna znajoma ma lodziarnie, inna znała kogoś, kto sprzedaje hurtowo lody. W ten sposób łapaliśmy kontakty, które przeradzały się we współpracę – opowiadają w rozmowie z Bliżej Biznesu Jacek Stokowski i Marcin Jarzyna, producenci Whoopy Whey – pierwszych w Polsce „fit” lodów proteinowych.

Truskawka, wanilia czy czekolada?
Wszystkie są rewelacyjne. Nie odbiegają w smaku od tych tradycyjnych lodów. No, może nie są tak przesłodzone, są aromatyczne. To opcja dla tych, którzy chcą jeść lody i nie chcą przytyć.

Jak to możliwe?
Te lody produkowane są na białku z serwatki, które odbudowuje mięśnie i dostarczają odpowiednich wartości odżywczych. Mają sześć razy mniej tłuszczu niż tradycyjny lód i aż pięć razy więcej białka. Zamiast cukru używany jest ksylitol, czyli naturalny słodzik przypominający w smaku cukier.

Ile kosztują i gdzie je można kupić?
9 złotych za 120 gramów. Sprzedaliśmy już kilka tysięcy sztuk. Niektórzy wpadają na fitness z torbą termiczną i pakują po kilkanaście, bo akurat zbliża się weekend. Miły widok.
Zaczęliśmy od dystrybucji w klubach fitness w Warszawie. Dziś nasze lody można dostać w Bydgoszczy, Toruniu, Poznaniu, Lublinie, Łodzi czy trójmieście. Planujemy ekspansję na inne miasta.

Obaj mieliście świetną pracę, skąd nagle takie szalony pomysł, żeby rzucić wszystko i zająć się lodami?
To prawda. Ja pracowałem w finansach, w dużej korporacji. Jacek zajmował się marketingiem i sprzedażą. Decyzja o tym, że idziemy w lody nie zapadła w jeden wieczór. Pierwsza myśl w mojej głowie narodziła się dużo wcześniej, kiedy studiowałem w Wielkiej Brytanii. Zauważyłem, że tam takie lody są hitem, u nas czegoś takiego nie było, jest ogromna nisza do wykorzystania. Poza tym od dziecka trenowałem sport: pływanie, piłka wodna, byłem nawet mistrzem Polski w boksie. Wiedziałem, że dieta dla sportowca to jedna z najważniejszych kwestii.
Początkowo to były luźne rozmowy. Siadaliśmy wieczorem przed komputerem, uruchamialiśmy Skype i tak gadaliśmy, co by tu zrobić. Z każdej rozmowy wychodziło, że lody proteinowe to może być to. Po powrocie Marcina do Polski zaczęliśmy się przygotowywać się od strony finansowej do uruchomienia biznesu.

Kiedy postanowiliście rzucić pracę?
Pół roku przed startem trzeba było postawić wszystko na jedną kartę. Nie dawaliśmy rady łączyć i pracy i pracy nad lodami.
Pierwsze rozmowy nie były owocne. Nie znaliśmy rynku lodziarskiego, nie wiedzieliśmy jak ugryźć temat. Zaczęliśmy dzwonić po znajomych, którzy studiowali technologię żywienia, żeby nam opowiedzieli coś o produkcji lodów, chcieliśmy mieć jakiś punkt zaczepienia.

Aż postanowiliście samo spróbować.
To było lekkie szaleństwo. Zamówiliśmy w Stanach Zjednoczonych prostą maszynę do robienia lodów i zaczęliśmy szukać materiałów branżowych: książek, dokumentów, filmów – wszystkiego na temat produkcji lodów. To był przełomowy moment. Pierwsze lody może nie miały idealnej konsystencji, ale wyszły smaczne. To dało nam kopa. Znalezienie odpowiedniej receptury zajęło nam kilka miesięcy. Trzeba było przeprowadzić testy – wśród sportowców, ale też osób spoza branży, w różnym wieku. Potem trzeba było znaleźć dostawców, zająć się logistyką.
Jak nie wiadomo co zrobić, to warto pytać innych ludzi. To nic nie kosztuje. Kiedy my zaczęliśmy opowiadać o naszych planach, nagle okazało się, że jedna znajoma ma lodziarnie, inna znała kogoś, kto sprzedaje hurtowo lody. W ten sposób łapaliśmy kontakty, które przeradzały się we współpracę. Czasami zamiast wymyślać, naprawdę wystarczy zapytać

Jak wygląda produkcja lodów?
Produkcja jest zlecona. Mamy podpisane umowy z fabrykami, które tworzą dla nas lody. Budowanie własnej fabryki nie miałoby sensu z ekonomicznego punktu widzenia. Outsourcing jest najtańszą formą współpracy.
Złożyliśmy wniosek patentowy, bo nasze lody są tworzone w innej technologii. Nikt wcześniej czegoś takiego nie robił. W trakcie profesjonalnej produkcji były rzeczy, które nas zaskoczyły, wszystkie fermentacje, homogenizacje, to wszystkie też trzeba było zrozumieć i ogarnąć.

Chcecie docierać z lodami głównie do sportowców?
Zaczęliśmy od klubów fitness, bo tam przychodzą najbardziej świadomi klienci, którzy zwracają uwagę na to, co jedzą. Ale chcielibyśmy dotrzeć też do zwykłych ludzi, którzy uwielbiają lody i chcą dobrze wyglądać.

Nie żałujecie, że rzuciliście pracę dla lodów?
Nie, bo jesteśmy pionierami. Tworzymy coś nowego. To jest jak odkrywanie nowej planety. Człowiek nie wie, gdzie wyląduje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *