Korpo newsy
Home / Mój biznes / Korpo newsy

Korpo newsy 87

– Przez miesiąc siedziałam 8 godzin w korpo i patrzyłam w monitor.  To, że nie miałam zajęć dawało mi wolność umysłu. Idąc ulicą Domaniewską zaczęłam się rozglądać dookoła i wymyśliłam, że założę gazetę – mówi Justyna Szawłowska, wydawca i redaktor naczelna „Korpo Voice”, ogólnopolskiego miesięcznika dla pracowników korporacji.

Bliżej Biznesu:–  Jak wygląda redakcja „Korpo Voice”?
Justyna Szawłowska:– Znajduje się w moim domu, w lesie, niedaleko Radzymina. Jest problem z zasięgiem sieci komórkowych, dlatego często podaję klientom i współpracownikom numer telefonu stacjonarnego. Przez komórkę udaje się porozmawiać tylko stojąc na tarasie. Nie mam wielkiego parcia na posiadanie biura, szyldu, sekretarki. Chociaż sekretarka by się przydała.

Praca w domu jest wygodniejsza?
Na pewno nie tracę tyle czasu na dojazdy. Współpraca z klientami w 90 procentach odbywa się drogą mailową. Jeśli umawiam spotkania w Warszawie, to staram się zebrać je wszystkie jednego dnia i wtedy przypomina to maraton. Wygląda to tak, że biegam z jednego miejsca do drugiego z wywieszonym językiem, żeby wszędzie zdążyć, ale potem znów wracam do lasu na tydzień, czasem dwa.

A reszta redakcji, gdzie pracuje?

Reszta pracuje zdalnie – grafik, korektorka i dziennikarze dostarczają materiały mailowo.

Dziennikarze to ludzie korpo?
Tak, to są ludzie z korporacji. Na początku zaczęłam zlecać pisanie tekstów profesjonalnym dziennikarzom, ale nie dostawałam tego, co chciałam. To tak jakbym napisała relację z Karaibów, nie będąc tam. Niektórzy autorzy skończyli dziennikarstwo, ale to nie ma większego znaczenie. Najfajniejsze jest to, że te teksty naprawdę powstają w dużych korporacjach. Niektórzy piszą je w pracy. Kiedy potem czytam te materiały to czuję, jakbym szła tymi korytarzami. I czuję, że to jest w punkt napisane. Widać, że te osoby niejedno przetrwały w tych firmach.

Piszą te teksty…bo?
Na pewno nie dla pieniędzy, bardziej dla przyjemności. Kilka artykułów napisali prezesi z dużych korporacji, oczywiście pod pseudonimami. Dziewczyna, która tworzy horoskop też jest aktywną pracownicą korpo przy Domaniewskiej. Ostatnio hitem jest rubryka ”Z pamiętnika recepcjonistki”, która po pracy opisuje swoje realne perypetie. Chyba „ my”, pracownicy korporacji, mamy potrzebę ulżenia sobie w ten sposób. Chodzi o zwrócenie uwagi na pewne problemy i absurdy nas dotyczące, które niekoniecznie na co dzień zauważamy.

Kim są czytelnicy „Korpo Voice”?
Głównie to ludzie korpo, zarówno ci, którzy korpo lubią, jak również ci, którym korpo uszami już wychodzi. Czytelnikiem jest pracownik korporacji od stażysty, specjalisty, menadżera po dyrektorów i prezesów największych firm w kraju. Jedni tę pracę kochają, inni nienawidzą – w gazecie każdy znajdzie coś dla siebie. Robiłam kiedyś badanie czytelników gazety i wyszło, że do dwóch lat pracy w korporacji ludzie są zadowoleni ze swojej pracy. Dopiero po tym czasie poziom satysfakcji zaczyna spadać. Ja przez pierwsze pół roku byłam zachwycona szklanym biurowcem, potem było coraz gorzej, aż… rzuciłam to wszystko i na szczęście wpadłam na pomysł tej gazety. Gdyby nie ona być może nadal bym tam tkwiła. Jak to mówią „ nic nie dzieje się bez powodu”.

Pamięta pani pierwszy dzień w korpo?
Oczywiście. Nigdy go nie zapomnę. Półtorej godziny zajął mi dojazd z Radzymina do Warszawy. Potem męczarnia w tramwaju i na koniec dziki tłum ludzi pędzący do Mordoru. Jakiś ciemnoskóry turysta próbował pytać po angielsku o drogę, ale nikt nie reagował. Wszyscy pędzili, żeby jak najszybciej pojawić się w biurze. Wskazałam mu drogę i poszłam do nowej pracy.

I jak wyglądały początki?

Były ciężkie. Wiele rzeczy robiłam nieświadomie. Wcześniej pracowałam w mniejszej firmie, w której każdy robił wszystko, pomagaliśmy sobie nawzajem. To nie była korporacja. Kiedy mieliśmy pomysł, to szliśmy z nim do prezesa. Nie miało znaczenia czy to są moje obowiązki i moja działka czy kogoś innego.

A jak było w korporacji?

Okazało się, że ja nieświadomie wchodzę w działki i kompetencje innych osób. Odpowiadałam za marketing, który łączył się ze sprzedażą i tam też próbowałam troszeczkę rzeczy przemycić. Marketing łączył się z grafiką i tam też próbowałam coś zdziałać. Robiłam tak, żeby wyszło super, a dostawałam odpowiedź, że wchodzę w czyjeś buty. Koleżanka zza biurka nie traktowała mnie, jako osoby, która jej pomaga, a jako zagrożenie. To była pierwsza lekcja w korporacji – nie wchodzić w kompetencje innych osób, bo stanę się rywalką, która chce kogoś wygryźć.

A kolejna lekcja? 
Życie w procedurach. W korporacji wszystko musi być na mailu, potwierdzone, wysłane do wiadomości wielu osób. Standardem są trwające godzinami zebrania, na których ustala się kolor tła prezentacja czy rodzaj szablonu. Zdarzało się, że wdrożenie pomysłu zajmowało kilka miesięcy, bo tyle potrzeba było czasu na przygotowanie zebrań, raportów i wydanie decyzji. Dla marketingu to koszmar, bo taki dział musi działać szybko i reagować na czynności konkurencji. Czasem wdrażano procedury do procedur – wtedy powiedziałam właśnie basta. W korporacji jest tak, że jak się wejdzie między wrony, to się kracze tak jak one. Tam bardzo szybko zapomina się, jak może być normalnie. Mnie o normalności przypomniał niedawno jeden z klientów. Ma 65 lat i prowadzi biuro podróży. On ma sporo czasu wolnego, on chce się spotykać, rozmawiać. A ja wysyłam maile, pliki – cały czas online, cały czas w pośpiechu. Widzę, że ta korporacja sprawiła, że się mniej ludzko komunikuję.

Mniej ludzko, czyli jak?
W korporacji cały czas żyjemy na mailu. Tam toczy się całe nasze życie, tam zapadają kluczowe decyzje. Uzależniamy się od tego tempa. Ja do dzisiaj myjąc zęby, ładuje drugą ręką rzeczy do pralki. I myślę po chwili: „po co ty to dziewczyno robisz? Nie musisz już”. Psychologowie nazywają ten stan trybem aktywności. Po odejściu z korpo nie jest łatwo wyjść z tego zadaniowego trybu.

Jak w korpo działa ten tryb aktywności?

Tu nie tylko chodzi o te osiem godzin spędzonych w pracy, wcześniej trzeba dojechać, po drodze odwieźć dziecko do przedszkola czy szkoły, przyjechać do pracy, być w pełni profesjonalnym i skupionym w firmie, w tzw. między czasie zamówić dziecku przebranie na Halloween, albo zarezerwować wizytę u lekarza, potem w ekspresowym tempie trzeba jechać i odebrać syna czy córkę, podrzucić na dodatkowe zajęcia. Cała masa zadań.

Jak wygląda weekend korpoludka?

Niedawno organizowałam wyjazd weekendowy pod hasłem „Korpo Woman na Chilloucie”. 20 dziewczyn z korporacji pojechało ze mną odpocząć. Z założenia miałyśmy skupić się na sobie, wyzbyć się tej gonitwy myśli. Te kobiety mając wolny piątek całą drogę odbierały telefony i odpisywały na maile. Mimo, że nie były już w pracy. W sobotę wyluzowały: joga, muzyka, zajęcia, wino, jezioro. Widziałam, że wchodzą w fajny stan wypoczynku. Natomiast w niedzielę już od południa były na mailu, już sprawdzały, co je czeka w poniedziałek. Robiły to same z siebie. Oczywiście, mogły z tym poczekać, ale to było od nich silniejsze. Włączyło się to poczucie, że trzeba wejść w ten tryb aktywności i gotowości.

Ze strachu?
Dużo zależy od rywalizacji między współpracownikami. Sami między sobą, gdzieś tam boimy się, żeby ktoś nie wszedł pod naszą nieobecność w nasze kompetencje. Boimy się o swoją posadę, plany, pomysły. Pilnujemy swojego etatu, jak oczka w głowie. Weźmy pod uwagę, że większość młodych ludzi ma kredyty na głowie i rodziny i ten etat jest ważnym wyznacznikiem stabilizacji w życiu. Wiele osób nawet, jak są chore, na L4, mają 40 stopni gorączki, cały czas spogląda w maile. Boją się, że jak ich nie ma to tam dołki kopią.

To jest strach uzasadniony? Czy wyimaginowany? 
To zależy od grupy. Są ludzie w korporacji, którzy nie mają większych ambicji, im wystarczy stanowisko, które polega na robieniu czegoś rutynowo. Jest grupa, która ma większe aspiracje i jest skłonna do różnych czynności, które pomogą awansować za wszelką cenę. To się z reguły odbywa w błahych na pozór sytuacjach. Jedno zdanie, gdzieś tam więcej wypowiedziane przy szefie. To jest takie lawirowanie, niby nikt nie podważa czyjegoś zdania, ale i tak wysyła szefowi komunikat, że ta osoba, która to wymyśliła, nie zrobiła tego dobrze. Potem każdy staje się czujny. Uśmiechamy się do siebie, chodzimy razem na kawę do kuchni, ale nikt do końca w korporacji sobie nie ufa. Kiedyś próbowałam zrobić ankietę: czy masz przyjaciela w korporacji. Okazało się, że bardzo mały procent ma przyjaciół w swojej firmie. W pracy ma się znajomych, których nigdy nie można być pewnym.

Co można zrobić w takich sytuacjach?
Trzeba być sprytnym, ale i koleżeńskim. Trzeba żonglować wszystkimi umiejętnościami, zawodowymi, ale i personalnymi. Trzeba wiedzieć z kim i kiedy pójść na piwo. W korpo często robi się rzeczy PR-owo. Chodzi o to, żeby coś było dobrze odebrane.

A jeżeli się tak nie robi? Jak kończą tacy ludzie? 

Kończą, jak ja (śmiech). Ale odejścia z korpo nie są łatwe.

Dlaczego to jest takie trudne?
Jeżeli ktoś pracuje już sporo lat w korporacji, to ma dobre stanowisko i sporo zarabia. Ma też zobowiązania. Mam koleżanki, które pracują od 10-12 lat w tej samej firmie i one od tych 10-12 lat narzekają ciągle na to samo. Spotykamy się raz na pół roku i one ciągle mówią, że mają dość, że zostały zajechane, że już nie mogą. Mają pomysły na biznes, coś im świta, żeby się przebranżowić, ale na tym mówieniu się kończy. Trzeba mieć ogromną odwagę, żeby zrobić ten krok. Są ludzie, którzy oczywiście dojrzewają do tego i na zakładkę pracują w korporacji i zaczynają robić coś swojego.

Albo wylatują z pracy i wtedy zaczynają robić coś swojego.

To prawda, niektórzy potrzebują totalnego wstrząsu. Ja najbardziej podziwiam jednak osoby, które po 20 latach pracy na wysokich, menedżerskich stanowiskach, otwierają biznes. Znam chłopaka, który produkuje czarno – białe książeczki dla dzieci. One są dość popularne. A to był człowiek, który zarabiał olbrzymie pieniądze w olbrzymiej firmie. I on z premedytacją odszedł z tej korporacji. Teraz żyje na niższej stopie, ale jest szczęśliwy. Nie narzeka. Cieszy się życiem. Takich przypadków jest dużo. Inny chłopak wymyślił sobie, że będzie piwo ważyć. Jego znajomi i rodzina stukali się w głowę. Okazało się, że stworzył markę piwa regionalnego, która stała się bardzo popularna. Inna dziewczyna, 10 lat pracy w wydawnictwie, teraz zajmuje się masażem hawajskim. To są niesamowite zwroty akcji.

Co na to korporacje?
Byłam kiedyś na otwarciu nowej siedziby jednego z domów mediowych. Robił ogromne wrażenie, w środku mosty, mini-Pałac Kultury. Projektanci tłumaczyli, że musieli coś wymyślić, żeby ludzie na te handmady nie odchodzili”. Niektóre kobiety przerzucają się na robienie kolczyków z filcu, albo innej biżuterii. Pracują w domu i nie narzekają. Nagle okazało się, że nie zarabiają dużo mniej niż w korpo.

Żałowała pani kiedyś, że odeszła z korpo?
Mam momenty kryzysowe. Stresuje się, czy wydanie się dopnie, czy klient nie zrezygnuje. To jest duża odpowiedzialność.  Ja nie wychodzę z pracy o godz. 17, tak jak w korpo. W takich momentach myślę sobie: ojejku, jak fajnie było na etacie, ale nie nie żałowałam nigdy.
Od razu pewnie przychodzi otrzeźwienie. Co pani najbardziej przeszkadzało w korpo?

Chodząc i spotykając się z klientami widzę, że korporacja korporacji nie jest równa. I nie można uogólniać. Ja trafiłam do korporacji o naleciałościach pradawnych. Utykałam w procedurach. To była firma, gdzie najważniejsze było to, czy ja robię prezentację na odpowiednim szablonie powerpointa. Godzinami dyskutowało się o tym, czy granatowy kolor jest modny, czy może lepiej postawić na jasnoszary. Ja byłam tą osobą, która jak dostawała głupią rzecz do zrobienia, to wstawała i mówiła szefowi, że to jest głupie, można to zrobić szybciej. I po takich rozmowach pojawiały się właśnie procedury do procedur. Wtedy stwierdziłam, że coś nie tak jest w firmie.

Dojazdy też pewnie były wykańczające.

Ja mieszkam pod Warszawą. Półtorej godziny w jednej, półtorej w drugą. Kiedy nie miałam dziecka to było w porządku. Podczas macierzyńskiego uświadomiłam sobie, że tak się nie da. Teraz obserwuję moje koleżanki, którym dużo czasu zajmuje dojazd. To są płaczące młode matki, które powinny być najszczęśliwsze, a są strasznie sfrustrowane. One o 6 rano zostawiają dziecko w przedszkolu, pędzą do pracy na 8, siedzą tam do 16 i potem pędzą, żeby do 18.30 zdążyć odebrać dziecko.

Pani wróciła po macierzyńskim do korpo?

Na chwilkę. Poszłam w 4 miesiącu ciąży na zwolnienie, bo były problemy, potem byłam rok na urlopie macierzyńskim. W czasie mojej nieobecności doszło do fuzji. Moja firma kupiła inną. Kiedy wróciłam po półtora roku mój szef nie był już moim szefem, mój produkt powierzono innej osobie z tej drugiej firmy. Liczba ludzi do robienia poszczególnych zadań się zdublowała.

Co pani robiła po powrocie?

Justyna Szawłowska

Nic. Dosłownie. Przez miesiąc siedziałam 8 godzin i patrzyłam w monitor. Ja chodziłam, dopytywałam, ale oni nie wiedzieli, co ze mną zrobić. To, że nie miałam zajęć dawało mi wolność umysłu. Idąc ulicą Domaniewską zaczęłam się rozglądać dookoła i wymyśliłam, że założę gazetę. Gdybym od razu wpadła w wir pracy, nigdy bym tego nie zrobiła. Nie miałabym czasu, sił, motywacji. W sumie firma ładnie się ze mną pożegnała, ale dziś wiem też, że ochrona matki po okresie macierzyństwa nie istnieje. Jeżeli pracodawca chce zwolnić kobietę to i tak to zrobi, bo ma możliwości. Można zrobić redukcję stanowiska.

Jakie nawyki zostały pani po życiu w korpo?
Etapowość robienia czegoś. Jak mam coś w głowie, to w pięć minut rozkładam to na czynniki pierwsze. Szanse, zagrożenia, co w którym momencie może się nie udać. Terminy, harmonogramy, kosztorysy, bardzo projektowe myślenie. W wielu sytuacjach przenosi się to na życie rodzinne. Wyjazd na wakacje też analizuję: gdzie, za ile, dokąd, kiedy trzeba się zdecydować. Robię listę zadań, nadaje priorytety, jak mi na coś nie wystarcza czasu przenoszę na następny dzień. Pilnuje się. Sztuka dyplomacji to kolejna rzecz wyniesiona z korpo. Pracując w mniejszej firmie mówiliśmy, co myśleliśmy. Relacje były przyjacielskie. W korporacji nie można mówić wszystkiego na głos. Nie warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites