Kolekcjoner ziół. Ma największą uprawę w Polsce

– Wszystko zaczęło się od mięty. Pamiętam, jak babcia parzyła mi miętę na bolący brzuch. Zainteresowany bogatym aromatem, zacząłem się jej bliżej przyglądać. Chciałem poznać inne jej odmiany. Nie miałem jeszcze wtedy świadomości w jak ogromny i do tej pory do końca niepoznany świat wchodzę – opowiada Michał Dewódzki, właściciel Ogrodów Ziołowych w Bielanach Wrocławskich.

Bliżej Biznesu:– Pana rodzice podobno poznali się na Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Można zatem powiedzieć, że zamiłowanie do ogrodnictwa ma pan zapisane w genach.

Michał Dewódzki:– Tak, rodzice poznali się podczas studiów i oboje ukończyli kierunek rolniczy z tytułami magister inżynier. Niedługo po ślubie, po ukończeniu studiów, w 1985 r., postanowili wspólnie stworzyć Centrum Kwiatowe – jedno z pierwszych w Polsce. W tym samym roku przyszedłem na świat.

Pomagał pan rodzicom przy pracach ogrodniczych?

Na początku, jako mały chłopiec zajmowałem się głównie „buszowaniem” w tunelach foliowych wypełnionych rosnącymi pomidorami, które były znacznie wyższe ode mnie. Pasja do natury, roślin zaczęła się w wieku kilkunastu lat, kiedy to potrafiłem już odróżniać konkretne gatunki kwiatów oraz ziół. Pamiętam mój ówczesny zachwyt nad zapachem heliotropu oraz kilku pierwszych dostępnych u nas w Centrum Kwiatowym odmian mięty. Oczywiście rodzice byli świadomi tego, jak ciężkim i wymagającym zajęciem jest praca w ogrodnictwie, dlatego też widząc, że coraz więcej uwagi poświęcam roślinom, próbowali zachęcić mnie do sprawdzenia się w innych dziedzinach.

Studiował pan zarządzanie w biznesie i marketing. Po drodze był sklep z ekskluzywną modą męska, potem pisanie tekstów reklamowych. Czemu zrezygnował pan z tych zajęć?

Jestem osobą z rozwiniętym wyczuciem estetycznym. Zajmując się modą męską, czułem się bardzo swobodnie w doborze i komponowaniu kreacji dla moich klientów, dodatkowo poza warstwą wizualną interesowały mnie także zapachy, które równie trafnie potrafiłem rozpoznać i polecić. Po uzyskaniu dyplomu z zarządzania w biznesie i marketingu zauważyłem, że mając do dyspozycji elementy takie jak pasja do roślin, wiedza marketingowa, zmysł estetyczny, dobre powonienie oraz, co najważniejsze, miejsce i wsparcie merytoryczne rodziców, będę w stanie wykreować coś, czego jeszcze w Polsce nie było, przy czym nie chciałem kopiować niczyich pomysłów na biznes. Zawsze miałem i mam do dzisiaj nieodpartą potrzebę oryginalności. I tak piękno dostrzegam w rosnących pod moim okiem roślinach, mogę niemal codziennie napawać się ich aromatem, zdobytą na studiach wiedzę teoretyczną przekładam na realne działania w mojej firmie – Ogrodach Ziołowych. Można powiedzieć, że nie zrezygnowałem z niczego, na czym mi naprawdę zależało.

Jak narodziło się zamiłowanie do ziół?

Wszystko zaczęło się od mięty. Była ona pierwszym ziołem, które potrafiłem zidentyfikować jako dziecko. Pamiętam, jak babcia parzyła mi miętę na bolący brzuch. Rodzice już w latach 90. posiadali parę odmian tego zioła. Zainteresowany bogatym aromatem, zacząłem się jej bliżej przyglądać. Chciałem poznać inne jej odmiany. Nie miałem jeszcze wtedy świadomości w jak ogromny i do tej pory do końca niepoznany świat wchodzę. Do dzisiaj, co rusz to odnajduję w różnych zakątkach świata kolejne mięty, które dołączam do mojej kolekcji. Oprócz mięty zacząłem kolekcjonować inne gatunki ziół i kolekcjonowanie jest właściwym w tym przypadku słowem. Kilkadziesiąt odmian tymianków, szałwii, oregano, czy bazylii to tylko niewielki wycinek, który sprawia, że bliżej mi do kolekcjonera niż do rasowego handlarza. Oczywiście wszystkie rośliny dostępne w Ogrodach Ziołowych są przeze mnie uprawiane i sprzedawane miłośnikom ziół na terenie Polski. Każda nowa odmiana to moja ciekawość i ekscytacja.

Od jakich upraw zaczął pan swój biznes?

Pierwsze zioła sprzedawane w Centrum Kwiatowym w Bielanach to mięta zielona, mięta wonna, mięta długolistna i mięta pieprzowa. Do tego rośliny przyprawowe jak tymianek, parę odmian oregano, szałwii, rozmarynu, bazylii, lubczyk, pietruszka, szczypiorek, cząber górski i hyzop. Kilkanaście lat temu postanowiłem wydzielić osobne miejsce na sprzedaż tych sadzonek, aby kupujący nie musieli szukać ziół pośród kilkuset odmian kwiatów i bylin dostępnych w firmie. Klientom bardzo się to spodobało. Następnie zaczęliśmy przygotowywać kompozycje ziołowe w wiklinowych koszach i skrzynkach na balkony. Wtedy było to bardzo nowatorskim pomysłem, aby przekonać ludzi, że nie tylko piękne pelargonie i surfinie mogą zdobić parapety lub tarasy, ale także aromatyczne i użyteczne zioła. Cała uprawa ziołowa nie przekraczała wówczas nawet 1/10 foliowego tunelu. Centrum Kwiatowe w Bielanach znajduje się na 24 arach. Z tego około 10 arów zajmuje 5 tuneli foliowych, w których mieści się prawie tysiąc odmian roślin. Miejsce jest więc bardzo ograniczone i każda nowinka musi być dokładnie przemyślana. Oprócz tuneli mamy też drewniane pergole zapełniane w sezonie doniczkami z roślinami. 7 lat temu z pomocą brata stworzyłem stronę i sklep internetowy www.ogrodyziolowe.pl, gdzie o każdej wystawionej na sprzedaż sadzonce można przeczytać ciekawe i praktyczne informacje oraz zobaczyć jak wygląda.

Czym się różnią supermarketowe rośliny od tych uprawianych przez pana?

Zioła sprzedawane w supermarketach to najpopularniejsze, podstawowe odmiany. Pochodzą z siewu, a więc można je uprawiać praktycznie bez dotyku ludzkich dłoni. W milionach egzemplarzy, w sztucznym świetle i stale wysokiej temperaturze wyrastają w jednym celu – do natychmiastowej konsumpcji. Nie znają zmian atmosferycznych, zmiennej długości dnia i nocy, wahań temperatury, silnego wiatru czy deszczu. Jednym słowem, nie są zahartowane. Kiedy więc trafiają do domu, powinny być w tym samym dniu zużyte. Zioła kupione u ogrodnika mają przetrwać co najmniej miesiące. Z rozbudowanym systemem korzeniowym, wcześniej przycinane wielokrotnie, aby je wzmocnić, mają wytrzymać parę dni suszy, przelanie, burzę nad ogrodem.

Miał pan propozycje sprzedaży swoich ziół do dużych marketów, dlaczego się pan nie zgodził?

Od początku postawiłem na różnorodność. Sprzedaję owoce mojej pasji, autorską kolekcję. Nie wszystkie zioła są znane klientom. Niektóre rzadkie rośliny sprzedają się w liczbie kilkunastu sztuk. Chcę je jednak mieć. Gdybym postawił na czysty handel, ograniczyłbym się do 20 gatunków w dużych ilościach. Ale nie o to tu chodzi.

Ile sadzonek ma pan obecnie w ofercie?

Obecnie kolekcja Ogrodów Ziołowych liczy ponad 500 odmian ziół, z tego 200 to same mięty.

Skąd fascynacja akurat tą rośliną? Co ona ma takiego w sobie? I czym różnią się poszczególne odmiany mięty?

Każda mięta różni się smakiem, zapachem lub wyglądem. Choć dla laika rozróżnienie ich może być bardzo skomplikowane. Mięty występują wszędzie oprócz biegunów. Używane są od tysięcy lat. Ślady mięty odnaleziono w grobowcach faraonów, wspominano w Biblii. Mięta jest rośliną, z której uzyskuje się największe ilości olejków eterycznych na świecie. Pierwotne odmiany mięty z czasem zaczęły się ze sobą krzyżować, tworząc nowe. I tak z krzyżówki mięty wodnej oraz mięty zielonej powstała mięta pieprzowa. Pierwszy raz została sklasyfikowana w 1696 roku w Anglii. Coraz bardziej popularna mięta „Mojito” to krzyżówka mięty zielonej i mięty wonnej. W ten sposób powstają setki odmian tej aromatycznej rośliny. Dzięki temu mamy teraz mięty pachnące cytrusami, bananem, truskawką, czekoladą, eukaliptusem czy bazylią. Możemy przebierać w miętach bardzo mocnych pieprzowych lub słodkich i delikatnych. Oprócz kolekcjonowania sadzonek poszukuję i zbieram też ryciny ze starych botanicznych ksiąg. Niektóre spośród setek kartek mają ponad 500 lat! To pierwsze na świecie drukowane zielniki z kolorowymi drzeworytami mięty, skatalogowanymi przez najwspanialszych botaników, zielarzy, lekarzy czy innych naukowców. To również element mojej pasji. Czytanie, jak setki lat temu odkrywano i spisywano właściwości popularnych dziś roślin. Przy takiej różnorodności nowa odmiana to czasem niezauważalna dla laika inna woń bądź kolor kwiatu, przebarwienie na listku, które można dalej powtórzyć. Niektóre odnalezione w Australii mięty są do tej pory zagwozdką dla naukowców. Spierają się oni o to, czy daną roślinę można zakwalifikować do tego samego gatunku. Krzyżówki mięt to dzieło natury lub umyślne działanie ogrodników. Po wielu latach zaobserwowałem ciekawą anomalię na jednej z mięt, która powtarza się w kolejnych sadzonkach pochodzących od tego matecznika. Istnieje zatem możliwość, że już niebawem będę mógł przedstawić odmianę, która powstała w Bielanach Wrocławskich.

Kiedy pracy jest najwięcej? Kiedy ma pan chwilę wytchnienia? Jak wygląda pana dzień?

Aby móc sprzedawać rośliny na początku sezonu, czyli w marcu, wymaga to ode mnie co najmniej 3 miesięcy wytężonych prac przygotowawczych. Od marca do sierpnia trwa zwykle w Polsce sezon na kupowanie ziół. Podkreślam w Polsce, ponieważ praca ta jest w ogromnym stopniu uzależniona od sytuacji pogodowej. Wówczas pobudka zaczyna się razem ze wschodem słońca, a dzień pracy kończy się wraz z jego zachodem. Codzienna pielęgnacja roślin, czyli podlewanie, podcinanie, przesadzanie i obsługa klientów oraz zamówień internetowych zajmuje co najmniej kilkanaście godzin dziennie. Większość obowiązków przy ziołach wykonuję sam. Urlop najczęściej zaczynam we wrześniu lub październiku. Staram się połączyć przyjemne z pożytecznym i jeśli jest to możliwe, przywożę nowe odmiany z miejsca wypoczynku. Ostatni pobyt na greckiej Kefalonii zaowocował powiększeniem się kolekcji mięt i oregano o parę okazów.

Kim są pana klienci? Co kupują najczęściej?

Ogrody Ziołowe są od lat miejscem spotkań miłośników i przyjaciół ziół z całej Polski, a także krajów ościennych. Często pasjonaci przyrody wyszukują informacje w internecie o ciekawych okazach poznanych podczas zagranicznych podróży i odnajdują w ten sposób moją stronę internetową. Tak trafiają do Bielan lub kupują wysyłkowo. Moi klienci przyzwyczaili się już do tego, że co roku oferta jest poszerzana o nowe, niekiedy rzadko spotykane zioła z różnych stron świata. Lubią eksperymentować z nieznanymi dotąd smakami w kuchni oraz cieszyć oczy nowymi kolorami w ogrodzie. Cieszy mnie też, że przychodzą do mnie młodzi klienci, którzy wpadli na chwilę po bazylię i oregano do pizzy lub świeżą miętę do lemoniady.

Jakich ziół używa pan na co dzień?

Nie wyobrażam sobie dziś jakiejkolwiek potrawy bez użycia świeżych ziół. Czy to będzie zupa, spaghetti, pizza, kotlet z ziemniakami, czy słodki deser. Zwykle w lodówce mam na świeżo przygotowane masło ziołowe z autorską kompozycją ziół oraz pyszną lemoniadę z dodatkiem mięty, werbeny lub bazylii.

Można w Polsce żyć z uprawy ziół?

Kolekcja Ogrodów Ziołowych jest stale powiększana, co wymaga coraz większych nakładów pracy i uwagi. To praca na co najmniej jeden etat. Gdyby nie zamiłowanie do przyrody, pasja, ciężko byłoby wytrwać przy tym zajęciu. Dzięki tej ziołowej pasji jestem w stanie połączyć hobby z zarabianiem na życie.

Ma pan największą uprawę w Polsce. Co teraz?

Chciałbym, aby Ogrody Ziołowe były traktowane jak herbarium, ogród botaniczny, atrakcja dla ludzi, dla których będzie to miła odskocznia od zgiełku miasta czy betonowych centrów handlowych. Gdzie również pszczoły odnajdą życzliwe im miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *