Jakiś problem, kotku?
Home / Mój biznes / Jakiś problem, kotku?

Jakiś problem, kotku? 2

– Psi dietetyk, koci fizjoterapeuta, masażysta, psi fryzjer. Niektórzy są w stanie wydać na swojego pupila kilka tysięcy złotych miesięcznie – o kocich i psich sprawach rozmawiamy z Heleną Piątek ze Szczecina, właścicielką strony Mruczekpotrafi.pl i Piespotrafi.pl, behawiorystką zwierzęcą, biologiem, instruktorką szkolenia psów.

Pracoholik chce mieć kota, lub psa. Co pani na to?
Często słyszę pytanie, jaka rasa jest odpowiednia dla ludzi leniwych, albo pracoholików.

Jaka?
Żadna.

A co jeśli prowadzimy biznes od rana do nocy, ciągle nie ma nas w domu?
Przy odrobinie dobrej woli można to ze sobą pogodzić. Nie trafiają do mnie wymówki, że nie można wyjść na spacer z psem, bo się pracuje. Ja też pracowałam na etacie przez wiele godzin w ciągu dnia. Wstawałam jednak godzinę wcześniej, niż bym wstała nie mając psa i szłam na porządny spacer. Potem pies mógł zostać 8 godzin w domu. Wracałam i szłam na kolejny dłuższy spacer, to jest do zorganizowania, jeśli ma się trochę dobrej woli.

A co jeśli się nie ma?
Jeśli wychodzimy z psem 10 minut rano, 10 minut popołudniu, 10 minut wieczorem, to taki pies jest niewybiegany, często niszczy, to co jest w domu lub sprawia inne problemy, gdyż ma nadmiar niespożytkowanej energii, nudzi się, jest sfrustrowany.

A kot?
Jeżeli kota zostawiamy na cały dzień, to on również odczuwa negatywne tego skutki. Jeżeli cały dzień siedzi w domu i nikt się z nim nie bawi to on cierpi, tęskni. I takie koty też często zaczynają sprawiać problemy. Mają niezaspokojone potrzeby emocjonalne, zdarza się, że pojawia się agresja, zaczynają atakować domownika, co często jest objawem frustracji.

Kto najczęściej zgłasza się po pomoc? Właściciele psów czy kotów?
Najczęściej właściciele psów zgłaszają się po pomoc. Pomoc behawioralna dla kotów nie jest jeszcze tak popularna. Psy się szkoli w naszym kraju od lat, niekoniecznie dobrymi metodami, na przykład zastraszając, albo sprawiając ból. Zakłada się obrożę elektryczną, albo bije. To jest stara szkoła, która nie działa dobrze na psią psychikę, kojarzy się z typową tresurą. Dlatego nie lubię tego słowa. Ja nie zajmuje się tresurą. Kojarzy się z panem w cyrku, który stoi z pejczem nad tygrysami i się nad nimi znęca.

To czym się pani zajmuje?
Modyfikacją zachowań, wychowywaniem, szkoleniem, pomocą behawioralną.

Ile takie zajęcia kosztują?
Szkolenie może kosztować od kilkuset złotych do kilku tysięcy. To zależy od tego, jak bardzo skomplikowany jest przypadek. Może być tak, że na jednej konsultacji się skończy, bo właściciel jest zaangażowany, przykłada się i pracuje z psem, potrzebował jedynie, żeby go nakierować. A czasami jest tak, że do psa jeździ się regularnie i się słyszy od właściciela, że  nie miał czasu, nic nie zrobił, bo np. dużo pracuje zawodowo. W takim wypadku terapia może nie być zbyt owocna lub ciągnąć się bardzo długo.

Gdzie pani zdobyła doświadczenie?
To przyszło w naturalny sposób. Od dziecka interesowałam się wszystkimi zwierzętami, nawet owadami, pająkami, dinozaurami. Potem całą swoją edukacje poświęciłam, żeby dowiedzieć się o nich jak najwięcej. W liceum chodziłam do klasy o odpowiednim profilu: biologiczno – chemicznym, potem studia – biologia, jeszcze później studia podyplomowe. Poszłam również na wolontariat do schroniska, chodziłam tam kilka razy w tygodniu. Sprzątałam klatki szczeniąt, czy wychodziłam z psami na spacery. Tak się zaczęło. Potem związałam się ze szczecińskim stowarzyszeniem, które zajmuje się dogoterapią. Byłam tam szeregowym członkiem, później przyszedł czas na kursy z zakresu szkolenia psów, seminaria. Pracowałam w szkole dla psów, a potem otworzyłam własną działalność. Zapotrzebowanie na specjalistów od psów i kotów jest ogromne. Zwiększa się świadomość. Kiedyś ten pies sobie biegał lub leżał przy budzie, dostał coś do jedzenia i nikt się nim nie przejmował, nie zastanawiał się co czuje. Teraz jest inaczej.

A dzisiaj?
Mamy wielu specjalistów zajmujących się różnymi sferami z życia psa i kota: psi dietetyk, koci fizjoterapeuta, masażysta, psi fryzjer. Szereg zawodów, o których nikt jeszcze parę lat temu nie słyszał. A w tym momencie wielu właścicieli z tego korzysta. Niektórzy są w stanie wydać na swojego pupila kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Czy koty i psy mają „osobowość”?
Zdecydowanie. Każdy pies i kot ma swój charakter. Tak się mówi, że dana rasa jest spokojna, inna agresywna. Oczywiście rasy się różnią między sobą cechami. Ale każdy przedstawiciel rasy – tak jak człowiek – jest odrębną jednostką. Ma swoje preferencje, coś lubi, czegoś nie lubi. Na pewno pewne predyspozycje wynikają z genetyki. Jeden pies łatwiej się uczy jednych rzeczy, innych trudniej. Psy hodowane do tego, żeby były psami pasterskimi, pilnującymi stada, łatwiej uczą takich rzeczy jak pilnowanie, mówię na przykład o owczarku niemieckim. Natomiast labrador, z racji tego, że on nie był hodowany do takich zadań, każdego złodzieja wpuści i jeszcze go przywita. Chociaż zdarzają się czasem labradory mające zapędy do pilnowania. Ale to są wyjątki.

Podobno charakter kotów i psów odzwierciedla charakter właściciela?
Jest takie powiedzenie, którego ja nie lubię: „pies jest taki, jak go wychowasz”, albo „pies jest taki, jak właściciel”. To jest prawda tylko w połowie. Pies się wielu rzeczy uczy od człowieka, ale bardzo dużo zależy od tego, co dostał w genach. Są psy, które na dzień dobry nie boją się niczego. Urodził się i od razu był, mówiąc kolokwialnie, cwaniaczkiem. A inny pies przez całe życie będzie bojaźliwy, mimo, że nie miał żadnych traumatycznych przeżyć.

A koty?
Geny w dużej mierze decydują. Ale też doświadczenia. Koty do 3 miesiąca życia bardzo łatwo się oswajają, przyzwyczaja do dzieci, ludzi, do innych zwierząt. Jeżeli w tym czasie kot będzie mieć styczność z tym wszystkim, to prawdopodobnie będzie potem to wszystko akceptował. Nie będzie się bał, nie będzie agresywny. A jeżeli kot żył na ulicy do 6 miesiąca życia, tam się urodził, a potem ktoś go zabrał, to raczej ciężka sprawa. Kot najlepsze miesiące socjalizacji ma za sobą. Trudno będzie mu zaakceptować ludzi, psa w domu.

Można coś z tym zrobić?
Można próbować. A efekty? Sprawa dyskusja. Dużo zależy od genów.

Czy koty i psy mogą mieć depresje?
Jak najbardziej. Objawia się w dużej mierze podobnie jak u ludzi. Taki pies jest apatyczny, dużo śpi. Stan depresyjny może wystąpić u kota gdy zafundowaliśmy mu „atrakcje”, z którymi nie może sobie poradzić. Przykład: kot żył pięć lat sam w domu i nagle po tylu latach sprowadza się szczeniaka. Kot w takiej sytuacji może popaść w depresję. Jedne koty reagują agresją, inne są osowiałe, chowają się, nie chcą jeść, nie chcą się bawić. Szczeniak dokazuje, wariuje, kot się stresuje.

A psy?
Jeśli chodzi o psy, to najlepszym przykładem są psy, które bardzo długo przebywają w schronisku. Często jest tak, że taki pies do pewnego momentu garnie się do ludzi, szczeka, tak jakby chciał zwrócić na siebie uwagę. Każdy pojawiający się człowiek go ekscytuje. Po jakimś czasie ten pies zauważa, że to nic nie daje. Nikt się nim nie interesuje. Nie osiąga celów. Zaczyna popadać w apatię. Inne psy szczekają, a on jest obok tego. To jest pies w bardzo kiepskim stanie psychicznym. Mówiąc po ludzku: ten pies stracił nadzieję, że jego los się poprawi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites