Drugie życie… w biznesie
Home / Mój biznes / Drugie życie… w biznesie

Drugie życie… w biznesie 0

Po urlopie macierzyńskim i wygranej walce z nowotworem nie dostała szansy powrotu do firmy. Dlatego Justyna Wysocka – Golec z Krakowa założyła własny start-up.  Dziś LGM S.A ma szansę zrewolucjonizować branżę motoryzacyjną.

Bliżej Biznesu:– Dzieli pani życie na to przed i po chorobie nowotworowej?

Justyna Wysocka – Golec:–  Tak, to jasne. Takie wydarzenie przewartościowuje życie. W moim przypadku, choroba zbiegła się także z urodzeniem dziecka, więc także dlatego od tamtego czasu odnotowuję ogromną zmianę. Na lepsze oczywiście!

Jak wyglądało pani życie zanim dowiedziała się pani, że choruje na raka?

Poświęcałam się pracy w 200%. Mój pracodawca dał mi szansę i ją wykorzystałam. Z konsultanta ds. zmian klimatu szybko awansowałam na kierownika projektu, a potem zostałam szefową działu. Pasjonowało mnie to, co robię i stąd byłam w stanie poświęcić się temu całkowicie.

Tuż po studiach – jak czytamy w wywiadach – chciała pani zmieniać świat. Dość idealistyczne podejście. 

Studiowałam inżynierię środowiska na AGH, a równocześnie prowadziłam projekty w Fundacji Wspierania Inicjatyw Ekologicznych związane z ochroną środowiska. Razem ze znajomymi rozkręcaliśmy także studencką organizację YPI Consulting. Dzięki takiej aktywności dość wcześnie poznałam, co to przedsiębiorczość, nauczyłam się odpowiedzialności, a także współpracy w zespole. Potem, po zakończeniu studiów, wybrałam administrację samorządową. Wydawało mi się, że tam będę miała realny wpływ na moje otoczenie i poprawę środowiska. Niestety, okazało się, że taka praca nie do końca pasuje do mojego charakteru. Zdecydowałam się pracować jako konsultant ochrony klimatu dla biznesu.

Informacja o chorobie nowotworowej była szokiem?
Podeszłam do tego zadaniowo. Mając niespełna roczne dziecko nie miałam zbyt wiele czasu na rozmyślania. Po prostu musiałam wyzdrowieć.

Co wydarzyło się później? Jak zareagował pracodawca?

Pierwszego dnia kiedy było to tylko możliwe dostałam wypowiedzenie umowy o pracę. Jeszcze wtedy byłam chora, więc nie podjęłam żadnych działań. Firmę tworzą zawsze ludzie, więc były też osoby, które mnie wspierały i podtrzymywały na duchu.

Jak udało się pani przetrwać po takiej podwójnej walce – o życie i o przetrwanie zawodowe?
To paradoksalnie dobry czas w moim życiu. Dzięki długiej przerwie miałam szansę spędzić z córeczką pierwsze lata jej życia. W skupieniu i uwadze. Gdyby nie ta przerwa, pewnie wróciłabym do pracy i ominęłoby mnie wiele wspaniałych chwil.

Jak udało się pani wrócić do pracy?
W końcu zdecydowałam, że to już czas i odbyłam kilka rozmów o pracę. W tym z kolegami: Pawłem Wiktorem i Wojciechem Piskorskim, którzy prowadzili firmę w branży związanej z ochroną klimatu. Zaproponowali mi stanowisko dyrektora zarządzającego w dopiero tworzącej się firmie. Zdecydowałam się i dzięki temu w kilka lat zbudowaliśmy firmę obsługującą kontrakty dla firm w kraju i za granicą.

Kiedy wpadła pani na pomysł założenia własnego start-upu?
To było wtedy, kiedy wspomniani koledzy zaprosili mnie do swojego garażu, gdzie pracowali nad rozkręceniem dynama rowerowego, aby dawało więcej mocy, ponieważ potrzebowali lepszego światła. Okazało się, że udało się uzyskać nie tylko mocne światło, a także nadwyżkę mocy, którą kierujemy do ładowania smartfonów i innych urządzeń poprzez USB. Potem pojawiła się myśl, żeby przeskalować pomysł na większe moce, niż te “rowerowe”. Poszliśmy od razu odważnie 1000-krotnie. Z 3W przeszliśmy na 3 kW. Udało się.

Na czym polega rozwiązanie LGM?
Opracowaliśmy metodę, która pozwala odebrać więcej mocy z generatorów elektrycznych, wyłącznie dzięki umiejętnemu zarządzaniu sposobem odbierania prądu. Nasze rozwiązanie to układ elektroniczny z mikroprocesorem oraz specjalny algorytm, dzięki którym realizowana jest nasza metoda. Można powiedzieć, że to taki sterownik generatora.

Jak wyglądały początki własnego biznesu?
Jak zawsze: sam pomysł to nie wszystko. Do tego, aby zbudować prototyp dla generatorów większych mocy potrzebowaliśmy funduszy, zespołu, laboratorium. To znowu wyzwanie, którego się podjęłam. Zrezygnowałam z etatu, aby na 100% poświęcić się nowemu przedsięwzięciu. Dzięki temu pozyskaliśmy finansowanie, mamy zespół świetnych inżynierów pracujących nad rozwiązaniem i prowadzimy rozmowy z potencjalnymi klientami.

Na jakim etapie ten biznes jest obecnie?

Pomimo tego, że nasze rozwiązanie można stosować praktycznie w każdym urządzeniu, w którym zainstalowano generator, musimy się skupić maksymalnie na kilku zastosowaniach. Wybraliśmy na razie trzy, które potencjalnie mogą nam przynieść największe korzyści: branża samochodowa, rowerowa oraz mała energetyka wiatrowa. Jeśli uda nam się dopracować urządzenie, które będzie działać na danym rynku, skupimy się na kolejnych. Obecnie pracujemy nad przeniesieniem laboratoryjnej wersji układu na konkretne urządzenia, które są używane w produktach rynkowych, takich jak np. alternator samochodowy.

Rozwiązaniem LGM – jak czytamy w wywiadach – zainteresowany jest polski producent autobusów. Redukcja liczby alternatorów pozwoliłaby mu zaoszczędzić m.in trochę miejsca i pieniądzy. Jakie jeszcze korzyści płyną z rozwiązań LGM, które moglibyśmy wykorzystać w życiu codziennym?

Jedną z istotnych zalet naszego rozwiązania jest zwiększenie tzw. gęstości mocy generatora. Polega ona na tym, że z mniejszego urządzenia możemy odebrać tyle mocy, co z większego. Dodatkowo, zwiększamy ilość możliwej do odebrania energii przy mniejszych obrotach generatora. Dzięki temu urządzenia mogą być mniejsze i lżejsze niż dotychczas.  Ponadto, w okresie ich użytkowania można uzyskać z nich więcej energii np. z przydomowego wiatraka można wyprodukować więcej energii. W przypadku produktu rowerowego, dzięki naszemu urządzeniu, poza mocnym światłem możemy równocześnie efektywnie ładować urządzenia USB dotychczas nie było takiej możliwości właśnie dlatego, że dynamo rowerowe nie dawało wystarczająco dużo mocy.

 

LGM zdobył grant z NCBR-u, wygrał 100 tysięcy złotych na Startup Awards, zdobył wsparcie z funduszu Giza Polish Venture i Polskiego Instytutu Badań i Rozwoju.  Jak wygląda obecnie proces pozyskiwania inwestorów? Czy trwają rozmowy w tej sprawie?

Tak, możemy się pochwalić tym, że dostaliśmy się do 3. edycji akceleratora MIT Enterprise Forum Poland realizowanego w ramach konkursu ScaleUP. Tam razem z naszym partnerem KGHM Cuprum pracujemy nad rozwiązaniem. Partner przemy-

Justyna Wysocka – Golec

słowy jest dla nas bardzo cenny dlatego, że wtedy nasze rozwiązanie budujemy dla konkretnego użytkownika, mamy szansę rozwiązać jego realne problemy. Na to czekaliśmy. Cały proces pozyskiwania finansowania zawsze wymaga wysiłku i pracy, kilkuetapowych rozmów, a także nieodłącznego ryzyka odmowy. Nie warto się jednak poddawać, trzeba próbować dalej.

 

Jak pani z perspektywy czasu ocenia, to co się stało? Choroba, zwolnienie w trakcie leczenia, walka o powrót do życia zawodowego?
Odebrałam lekcję pokory. Wiem, że nie jestem niezniszczalna, a życie jest kruche. Cieszę się nim każdego dnia i nie odkładam ważnych rzeczy na później.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites