Designerskie meble i dodatki do domu

– Zaskoczyły mnie wszystkie koszty. Myślałam, że remont lokalu będzie kosztował mniej, niż rzeczywiście kosztował, nie doszacowałam kosztów budowy sklepu internetowego, nie mówiąc o ekspozycji sklepu. Na szczęście remont robił mój kolega, na budowę strony internetowej wykorzystałam pieniądze z karty kredytowej, a ekspozycję udało mi się kupić z długim terminem płatności – o początkach biznesu opowiada Katarzyna Kuźma, właścicielka warszawskiego sklepu Le Pukka Concept Store.

Bliżej Biznesu:– Czy trudno było przekonać Polaków do mebli z charakterem, własnym DNA?

Katarzyna Kuźma:– Myślę, że nie tak trudno. Wydaję mi się, że otwierając sklep 7 lat temu, trafiłam już na taki moment, kiedy Polacy byli coraz bardziej świadomi wyglądu swojego mieszkania i tego, jaką rolę to wnętrze odgrywa. Dawali się przekonać, że wnętrze ich mieszkania powinno w pewnym sensie wyrażać ich wnętrze, ich charakter. Stąd pomysł na DNA stylu. Klientom bardzo się to podobało. Muszę jednak zaznaczyć, że moi klienci są w pewnym sensie specyficzni. Z tego, co do dzisiaj obserwuję, są to ludzie zwracający uwagę na obecne trendy, są modni, podróżują, najczęściej mieszkają w nowoczesnym budownictwie. Tacy ludzie, moim zdaniem, są zazwyczaj otwarci na eksperymentowanie. Co więcej, dzisiaj większość moich klientów, to osoby, które wiedzą, czego chcą, tylko nie zawsze potrafią dobrać odpowiednie rzeczy pod siebie. Wiedzą, że chcą mieć mieszkanie jasne, z dużą ilością drewna, ale też minimalistyczne. My pomagamy wybierać meble i oświetlenie oraz dodać ten jeden, charakterystyczny element, np. oryginalną lampę wiszącą, która ma być ozdobą całego salonu. Nie każdy klient kupi taką lampę, ale zgodzi się, chociaż na kolorowy fotel (śmiech).

Jak określiłaby pani styl mebli, które obecnie można kupić w Le Pukka Concept Store?

Gdybym miała jednym słowem powiedzieć, jakie meble i jakie produkty sprzedaję, powiedziałabym, że „najmodniejsze”. To znaczy, aktualizuję ofertę tak, aby znalazły się w niej produkty zgodne z najnowszymi trendami. Zawsze posiadam też w ofercie tzw. klasyki, meble i lampy ponadczasowe, które mam od kilku lat i cały czas wyglądają świetnie.

Czym te meble, dodatki i gadżety różnią się od tych sprzedawanych w postaci masowej, czyli w wielkich sieciówkach?

Główną różnicą między moją ofertą a ofertą sieciówek jest przede wszystkim wzór tych produktów. Meble, oświetlenie czy gadżety, które sprzedaję – oczywiście nie wszystkie – są zazwyczaj bardziej odważne, niż te w dużych sklepach.

Nie tęskni pani za pracą na etacie?

Czasem tęsknie za brakiem tak dużej odpowiedzialności (śmiech).

Jak to się stało, że postanowiła pani zrezygnować z pracy na etacie i postawić na własny biznes? Jak zareagowali rodzina oraz znajomi?

Mój mąż namówił mnie do otwarcia własnej działalności. Zanim otworzyłam Le Pukkę, urządzałam nasz wspólny dom. Okazało się, że nie ma jednego sklepu, w którym mogłabym kupić kilka rzeczy. Jeździłam po różnych sklepach w Warszawie, część produktów znajdowałam w internecie i w zasadzie bardzo zmęczyło mnie to całe urządzanie. Marzył mi się sklep, w którym mogłabym znaleźć ciekawą komodę, ładny stół, oryginalne krzesła i wyjątkowe oświetlenie. Wtedy nie było takiego sklepu. Pewnego wieczoru, żaląc się mojemu partnerowi, jak trudno znaleźć te wszystkie produkty, usłyszałam „to otwórz taki sklep!”. Tak się zaczęło.

Czytałam w wywiadach, że przez kilka lat pracy na etacie odkładała pani stałą część pensji z myślą o założeniu własnej firmy. Czy to wystarczyło? Czy koszty przy uruchomieniu biznesu jednak panią zaskoczyły?

To prawda, odkładałam część pieniędzy, ale absolutnie to nie wystarczyło. W zasadzie zaskoczyły mnie wszystkie koszty. Spodziewałam się znacznie mniejszych, ale dzisiaj widzę, że wynikało to z braku doświadczenia. Wtedy myślałam, że remont lokalu będzie kosztował mniej, niż rzeczywiście kosztował, nie doszacowałam kosztów budowy sklepu internetowego, nie mówiąc o ekspozycji sklepu. Na szczęście remont robił mój kolega, na budowę strony internetowej wykorzystałam pieniądze z karty kredytowej, a ekspozycję udało mi się kupić z długim terminem płatności. Myślę, że najwięcej pieniędzy pochłonął wówczas sklep internetowy, który był budowany od początku pod mój projekt.

Dlaczego zależało pani, żeby sklep mieścił się na Powiślu? Jak rozwijało się to miejsce? O tym, że na początku było skromnie, po kilka mebelków, również można przeczytać w wywiadach.

Na Powiślu wychowywałam się jako dziecko, mój mąż w tym lokalu prowadził firmę przez kilka lat… w związku z czym Powiśle zawsze było mi bardzo bliskie. Co więcej, już w 2011 roku ta dzielnica bardzo się rozwijała. Powstawały niszowe sklepy, modne kawiarnie, mieszkało tu wielu artystów i aktorów. Pomyślałam, że jest to idealne miejsce na rozwój niszowego sklepu z meblami, oświetleniem i dodatkami. Nie miałam pojęcia, że firma tak się rozwinie i będzie sprzedawała na całą Polskę i nie tylko.

A jak wyglądał proces uruchomienia strony internetowej? Wiem, że był równie pracochłonny, co przygotowanie lokalu.

Oj, myślę, że nawet bardziej. O ile sklep był dość monochromatyczny, z prostym układem pokoi, które miały być małymi kawalerkami, o tyle sklep internetowy to miała być perełka. Bardzo podobała mi się strona amerykańskiej firmy kosmetycznej, która miała wiele funkcji, była bardzo wizerunkowa, dużo się na niej działo i chciałam, żeby strona lepukka.pl też tak wyglądała. To była nie lada gratka dla programisty. Remont lokalu trwał około 3 tygodni, a budowa sklepu około 2 miesięcy. Co ciekawe, po 2 latach zrobiłam całkowicie nowy sklep, a następnie w 2017 roku kolejną odsłonę. Tak szybko pojawiają się nowe technologie, nowe funkcje w sklepach internetowych, nowa stylistyka, że co jakiś czas muszę stawiać zupełnie nowy sklep, aby spełniać oczekiwania klientów.

Jak nawiązała pani współpracę z dostawcami?

Oczywiście szukałam w internecie, jeździłam po targach meblowych w Polsce i na świecie i rozmawiałam. Początki były trudne, ale miałam o tyle łatwiej, że podobnego sklepu w Warszawie nie było i większość tych dostawców chciała być obecna w takim concept storze w centrum stolicy.

Jak obecnie wygląda selekcja produktów? Kim są dostawcy i z jakich krajów pochodzi większość materiałów?

Od początku selekcja trzyma się według zasad – modne, ponadczasowe, wysokiej jakości i ciekawe. Dlatego mam bardzo wielu, różnych dostawców. Począwszy od wielkich firm jak niemieckie Kare Design czy hiszpańska La Forma, po polskich producentów takich, jak niszowe Happy Barok czy Durbas. Wszystkie te meble łączy ‚design’ i przystępna cena.

Ukończyła pani psychologię społeczną z elementami reklamy. Wykształcenie, a potem praca w reklamie pomagają w tym biznesie?

Myślę, że tak, chociaż nie wiem, jak by było bez nich (uśmiech). Na pewno studia nauczyły mnie, jak rozmawiać z ludźmi, jak wydobyć z nich to ich DNA stylu, a praca w reklamie pokazała mi, jak duża jest siła reklamy i że warto w nią inwestować – co dzisiaj, z punktu widzenia właściciela firmy jest korzystne. Wiem, że reklama działa, więc łatwiej mi w nią inwestować, niż komuś, kto w nią nie wierzy.

Czy Polaków stać na takie meble? Jaka jest różnica w cenie między designerskimi meblami a tymi z sieciówki? Czy można trafić na coś z charakterem i duszą w dobrej cenie?

Muszę przyznać, że nie jestem do końca obiektywna, ponieważ znam wiele włoskich marek, których ceny są faktycznie z kosmosu. Moim zdaniem, w Le Pukka zdecydowana większość mebli jest w przystępnej cenie, niektóre są w cenach jak w Ikea, a tylko kilka procent jest z wyższej półki cenowej. Taka jest też idea tego miejsca – średnia półka cenowa. Odpowiadając na pytanie, czy da się znaleźć oryginalny mebel, czy gadżet w rozsądnej cenie, to jak najbardziej tak! Ostatnio zamówiłam w Anglii przepiękne kubki w kształcie kuli dyskotekowej, które kosztują 24 zł. Myślę, że to bardzo przyzwoita cena, jak za kubek, który zrobi furorę na każdej prywatce. Dla ułatwienia, na stronie mamy m.in filtry cenowe, które szybko pokażą produkty w cenie, która interesuje klienta.

Myśli pani, że Polacy są gotowi na oryginalne, trochę zwariowane i kolorowe dodatki do wnętrz?

Zdecydowanie tak! Chociaż nie generalizowałabym, bo jednak większość nadal wybiera białe ściany i stonowane wnętrza, ale zdecydowanie przez te 7 lat jest więcej osób, które są odważne i chcą eksperymentować. Czasem aż za bardzo! Kupują czerwone lub turkusowe sofy, a potem przychodzą do nas i proszą o poradę co z tym zrobić, bo za bardzo zaszaleli. Myślę, że idziemy naprzód zarówno z modą odzieżową, jak i wnętrzami. Zresztą, liczba programów o tematyce wnętrzarskiej mówi sama za siebie. Zrobiła się po prostu moda na urządzanie wnętrz, co mnie bardzo cieszy (uśmiech).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *