Czyściciele, czyli jak posprzątać po zmarłym
Home / Mój biznes / Czyściciele, czyli jak posprzątać po zmarłym

Czyściciele, czyli jak posprzątać po zmarłym 57

– My nie jesteśmy psychologami, my nie możemy sobie pozwolić na pocieszanie. Musimy przetrawić i zapomnieć. Traktujemy to, jak normalną pracę – mówi Mateusz Węgorowski z Bio-Clean z Włocławka. Firma zawodowo zajmuje się sprzątaniem po zgonach.

Pierwsze zlecenie?
Sprzątanie po samobójstwie. Było bardzo dużo krwi, nieprzyjemny zapach, bo zabezpieczanie śladów przez policję trwało kilka godzin. To była niewielka sutenera. Jeden pokój, kuchnia, łazienka, raczej nieciekawe miejsce. Niektórzy nazwaliby to mieszkanie meliną. Zostaliśmy wynajęci przez spółdzielnię mieszkaniową.

Wchodzicie, jest dużo krwi i co dalej?
Najpierw zabezpieczamy nasze ciała, drogi oddechowe, zakładamy maski. Świeża krew, nawet lekko zaschnięta ma właściwości pylenia, jak kurz. Czasem zakładamy maski z szybką, ale one są niewygodne, ciężko się sprząta. Zakrywamy nos, usta, czasem oczy.

A potem?
Najpierw wstępna dezynfekcja, potem dogłębne czyszczenie chemiczne. Fragmenty ciała, tkanek wkładamy do worków i utylizujemy, podobnie dzieje się z niektórymi meblami. Zdarza się, że czyścimy parą, innym razem ręcznie: szczoteczką, zmywakiem, szpachelką. Czyszczenie, czyszczenie i jeszcze raz czyszczenie. Na koniec robimy test mikrobiologiczny.

Miał pan traumę po pierwszym zleceniu?
Nie. Gdybyśmy mieli z tym problem, to byśmy tego nie robili. Nie możemy wyobrażać sobie, kim ta osoba była, co robiła. Czasem rodzina sama z siebie opowiada o życiu zmarłego, dlaczego ta osoba żyła sama. My nie jesteśmy psychologami, my nie możemy sobie pozwolić na pocieszanie. Musimy przetrawić i zapomnieć. Traktujemy to, jak normalną pracę. Tak jak ludzie, którzy idą na osiem godzin do pracy w biurze.

A jak długo trwa takie czyszczenie?
To zależy, co się stało.

A co dzieje się najczęściej?
Strzałów w głowę jest najwięcej. Czyszczenie po takim samobójstwie trwa kilkanaście godzin. Zazwyczaj jest dużo krwi na ścianach, suficie, meblach. Jeśli doszło do rozkładu ciała, to sprzątanie trwa o wiele dłużej, czasem nawet kilka dni.

Ile takich zleceń przyjmujecie w miesiącu?
Bywały miesiące, że siedem dni w tygodniu pracowaliśmy. Dzwonili nawet w nocy, nawet w święta. Mamy też inne zlecenia w ofercie, np. sprzątamy po odchodach gołębich. Ale najwięcej jest sprzątań po zgonach. To 20-30 zleceń w miesiącu. Dzielimy się na grupy i jedziemy do pracy.

Czy są okresy, gdzie takich zleceń jest więcej?
Po świętach, dłuższych weekendach, wakacjach jest więcej zleceń. Rodziny wyjeżdżają, zostawiają starsze osoby w mieszkaniu, wracają i jest po wszystkim.

Ile osób pracuje w waszej firmie?
Osiem. Poniekąd to firma rodzina, oprócz mnie pracują w niej: moja żona, mama i tata. Reszta to pracownicy z zewnątrz.

Skąd się wziął pomysł na uruchomienie takiego nietypowego biznesu?
To najczęściej zadawane pytanie. Już mam gotową odpowiedź. Pomysł pojawił się osiem lat temu. Byliśmy za granicą w Niemczech, wyjechałem tuż po szkole. Męcząca, ciężka praca. Zajmowałem się wyburzaniem budynków. Teraz to się przydaje, bo czasem też wyburzamy mieszkania. Kiedy wróciliśmy z żoną do Polski pojawił się pomysł na czyszczenie ciśnieniowe mocno zabrudzonych powierzchni. Po 2-3 miesiącach zauważyliśmy, że fajnie byłoby rozszerzyć pracę o usługę sprzątania po zgonach.

Skąd czerpaliście wiedzę?
Ja wtedy interesowałem się kulturą amerykańską, nietypowymi zawodami. O tym, że taka usługa istnieje dowiedzieliśmy się z reportażu w amerykańskiej prasie. Stwierdziliśmy, że w Polsce czegoś takiego brakuje. W Stanach Zjednoczonych wyglądało to inaczej.

Jak tam to działo?
Prężnie. Od 30-40 lat. Teraz granica się zaciera, to co jest wykorzystywane w tym biznesie w USA dociera też do Europy. W zeszłym roku wprowadziliśmy testy na czystość mikrobiologiczną. To się wzięło właśnie z USA.

Ciężko było znaleźć pracowników?
Było nam o tyle łatwiej, że tata prowadził wcześniej zakład zajmujący się dezynfekcją i deratyzacją. Zrobiliśmy rekrutację i zgłosiło się sporo chętnych. Nie wszyscy przetrwali, niektórzy odpuścili sobie po jednym dniu. Ale nadal zgłaszają się ludzie, którzy chcieliby spróbować. Codziennie dostajemy po kilka maili z pytaniami o pracę.

Ile taka usługa kosztuje?
Usługa zaczyna się od 1000 złotych a może zakończyć na 10000 złotych, jeżeli ciało leżało dwa lata w mieszkaniu.

Tego typu firmy to nadal nisza w Polsce?
Była nisza, 2-3 lata temu uruchomiło się kilka firm. To nie jest prosty biznes. Trzeba dużo pieniędzy zainwestować w reklamę, promocję, sprzęt. Wiele firm nie dało rady, upadło.

Jak wygląda marketing?
Marketing to współpraca z hotelami, korporacjami – dużo tam się dzieje wypadków, spółdzielniami, zakładami pogrzebowymi. Z policją i instytucjami państwowymi nie warto nawet zaczynać rozmów, bo prawo zabrania współpracy.

Idzie pan do banku i pytają: jaki jest pana zawód, co pan wtedy odpowiada?
Ciężko określić, sprzątacz po zmarłych? Raczej rzadko chodzę do banku. Nie spotkałem się z dawno z takim pytaniem. Na klatce schodowej czasem sąsiedzi zmarłego pytają: a co my wynosimy? Co robimy?

I co wtedy mówicie?
Tłumaczymy, że nie robimy nic złego. Dziś są bardziej liberalne reakcje, wcześniej niektórzy wzywali policję, albo straż miejską. Myśleli, że robimy coś podejrzanego. Dziś to przestaje być temat tabu, w końcu ktoś to musi robić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites