Ciężki temat, czyli jak kilkadziesiąt kilogramów może utrudniać życie

efektywne odchudzanie bez efektu jojo

Kiedy już osiągniemy wymarzoną wagę, podświadomie chcemy wynagrodzić sobie czas diety i zaczynamy sięgać po niezdrowe rzeczy, a to prosta droga do efektu jojo. Im szybciej gubiliśmy wagę, tym większe ryzyko, że damy się złapać w pułapkę – mówi 32-letni Michał Ociepa z Wrocławia, menadżer IT, któremu udało się zrzucić kilkadziesiąt kilogramów. Wkrótce zamierza zająć się odchudzaniem zawodowo.

Rekord w odchudzaniu?
Najniżej zszedłem do 87, teraz ważę około 93, ale ten wzrost spowodowany był tym, że przybyło mi mięśni od treningów w siłowni. Ogólnie trzymam się około 90 kg, więc jest spadek o ponad 60 kg.

Czyli ważyłeś ponad 150 kg.
W krytycznym momencie, ale tak naprawdę problem z wagą miałem w zasadzie, odkąd sięgam pamięcią. Zawsze byłem nieco większy niż moi rówieśnicy, a w końcowej fazie studiów i w mojej pierwszej pracy ten problem zaczął narastać, ponieważ coraz bardziej przerzucałem się na siedzący tryb życia z małą ilością ruchu. Aż w końcu rozrosłem się do takich rozmiarów, że zaczęło mi to sprawiać problemy w życiu codziennym (nadmierna potliwość, zadyszki po małym wysiłku – jak wejście na czwarte pięto).

Kiedy nastąpił przełom?
Kiedyś na imprezie u znajomych stanąłem w łazience na wagę…i wtedy mną szarpnęło.

Który to był rok?
To było gdzieś na początku 2012 roku. Najpierw w styczniu rzuciłem palenie, a po miesiącu, kiedy zobaczyłem, że dobrze mi idzie, stwierdziłem, że może warto spróbować z tłuszczem. W zasadzie ta walka trwa od tamtej pory. Zrzucenie nadwagi zajęło mi z przerwami około 2,5 roku, od tego czasu walczę o jej utrzymanie.

Jak wyglądała ta początkowa walka ze zbędnymi kilogramami?
W praktyce to przez 2012 i połowę 2013 próbowałem różnych diet zasłyszanych bądź znalezionych w internecie (np. Dukan, kopenhaska) oraz głodówek. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak niebezpieczne mogą być to diety. Efekty były różne, ale ostatecznie udało się zrzucić jakieś 20-25 kg. Później nastąpiła przerwa spowodowana natłokiem obowiązków i pracą o wszystkich możliwych porach dnia. Nie trzymałem wtedy planu. Ostatecznie jednak udało mi się tę pracę zmienić i od 2014 ruszyłem dalej. Tym razem wykonałem dużo większą pracę teoretyczną przykładając większą wagę do tego, jakie produkty jem, wprowadziłem regularne posiłki z białkowymi kolacjami, odrzuciłem całkowicie rzeczy smażone a także (przez pewien czas) alkohol. Oczywiście cały czas regularnie chodziłem na basen.

Korzystałeś z pomocy dietetyka?
No właśnie nie. Podczas odchudzania nie korzystałem ani z pomocy dietetyka, ani trenera. Postanowiłem sobie, że dojdę do wszystkiego sam, bez pomocy. Czytałem różnego rodzaju poradniki, także strony internetowe polskie i zagraniczne, ale nie przyjmowałem wszystkiego na wiarę, próbowałem różnych metod na sobie i obserwowałem, jak mój organizm na nie zareaguje.

Jak reagował?
Reagował dużo lepiej, niż na „diety cud”. W listopadzie 2014 okazało się, że od początku roku udało mi się zrzucić 40 kg. Sprawdziły się przede wszystkim regularne posiłki, białkowe kolacje, odstawienie soli i cukru, przerzucenie się wyłącznie na wodę mineralną niegazowaną, odstawienie rzeczy smażonych oraz produktów z białej mąki i spożywanie bardzo dużej ilości warzyw.

Brzmi banalnie prosto.
Niby tak, ale rzeczy brzmiące prosto bywają czasem bardzo trudne.

Lepiej zastosować terapię szokową czy zmieniać swoje nawyki stopniowo?
Jeśli ktoś naprawdę czuje się na siłach, może spróbować terapii szokowej, czyli całkowicie odstawić słodycze i słodzone produkty z dnia na dzień. Moim zdaniem jednak dużo lepiej robić to etapami, na przykład na początek zrezygnować jedynie ze słodzonych napojów i zobaczyć, jak będzie. Potem można dorzucić do tego słodycze, następnie zacząć szukać produktów zawierających duży dodatek cukru i powoli je eliminować. Możemy też na początek wyznaczyć sobie konkretny dzień w tygodniu, w którym z premedytacją zjemy coś słodkiego, a później spróbujemy wydłużać sobie przerwy. Pamiętajmy jednak, że wyrobienie nowego nawyku zajmuje jednak trochę czasu (średnio nieco ponad 2 miesiące) i nie załamujmy się, jeśli nie wyjdzie nam od razu. Rzadko kiedy wychodzi od razu, ale to przecież nie powód, żeby się poddawać.

Czasami ludzie mówią: „nie mam czasu na odchudzanie”
To wymówka. Przez bardzo długi okres miałem pracę wymagającą gotowości także po standardowych godzinach spędzonych w biurze. Nie chciałem jednak się poddawać, więc chodziłem ćwiczyć przed pracą – wstawałem o 5:00 rano, o 6:00 byłem w basenie, a o 8:00 zaczynałem pracę. Najgorszy jednak według mnie jest brak ruchu, który w połączeniu z niezdrowym odżywianiem w dłuższej perspektywie wpływa na to, że jesteśmy apatyczni, wiecznie zmęczeni i po pracy najzwyczajniej nic nam się nie chce. Oczywiście, kiedy nasza praca nie jest siedząca, jest dużo łatwiej. Spalanie kalorii przed komputerem w biurze jest dużo trudniejsze.

A jak wyglądało życie dawnego Michała?
Wstawałem, szedłem do pracy, po pracy z reguły wracałem do domu, grałem na komputerze lub oglądałem telewizję, czasem wychodziłem gdzieś z ludźmi z pracy, w weekendy zwykle spotykałem się ze znajomymi. Mało aktywnie. To, że roztyłem się do takich rozmiarów wynikało raczej z wieloletniego zaniedbania i braku prób powstrzymania tego rozrostu masy. No i w weekend dochodziło piwo.

Dlaczego tak trudno było to zmienić?
Myślę, że to jest sprawa bardzo indywidualna, ale za każdym razem (oprócz przypadków, kiedy schudnięcie uniemożliwia nam np. choroba) większość przyczyn leży w głowie. W moim przypadku wynikało to na pewno z bardzo małej pewności siebie. Po prostu przez większość życia nie wierzyłem, że jestem w stanie coś z tym zrobić. Zresztą nawet kiedy zaczynałem, nie miałem pojęcia, że zajdę tak daleko. Poza tym, jak wspomniałem, odkąd pamiętam byłem zawsze trochę większy (chociaż kiedy patrzę na stare zdjęcia i porównuję z tym, jak teraz wyglądają dzieci w tym wieku, to już nie jest takie oczywiste). Uważałem, że tak już po prostu musi być, że taki już mam organizm i nigdy nie będę chudy. Potem przyszła otyłość i już sam rozmiar mojego brzucha powodował, że traciłem wiarę w to, że może być inaczej. Ale w końcu coś pękło i sytuacja zaczęła się zmieniać. Potem zobaczyłem, że jednak można, że mi się udaje, z każdym kolejnym etapem i każdym nowym spadkiem wagi nakręcałem się dalej sam. Jak z każdym tygodniem waga pokazuje coraz mniej, to nabierasz ochoty do tego, żeby dalej trzymać się planu. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem mniej niż 100 kg, prawie odleciałem ze szczęścia

A co było najtrudniejsze?
Na pewno powstrzymywanie się przed zjedzeniem lub wypiciem czegoś mniej zdrowego przy okazji spotkań towarzyskich. Jest dziwnie, kiedy idziesz do kogoś na urodziny i oświadczasz, że bardzo dziękujesz, ale nie zjesz tortu, a z tego, co jest na stole wybierasz jedynie najzdrowiej wyglądającą sałatkę. Ale pułapki czyhają i będą czyhać wszędzie i nie ma co sobie mówić, że teraz taki trudniejszy okres, to przeczekam, a potem się wezmę. Trzeba sobie uświadomić, że to się zaczyna tu i teraz i trzeba to po prostu pociągnąć. A co możemy zrobić w takiej sytuacji jak wyżej opisana? Można powiedzieć, że jest się na diecie, czemu nie? Kto nie był? Jeśli są to dobrzy znajomi, to prawdopodobnie zrozumieją (oczywiście zawsze warto wytłumaczyć, jakie to dla ciebie ważne, żeby się nie złamać). Najważniejsze jest jednak co innego…

Żeby się nie poddać po załamaniu?
Dokładnie! Wiele osób po pierwszej czy drugiej wpadce rezygnuje z kontynuowania diety. To błąd. Pojedyncze wpadki wcale nie powodują, że wszystko wzięło w łeb i musimy rezygnować z dalszej walki. Trzeba się pozbierać i próbować dalej, a z czasem nauczymy się coraz lepiej radzić z takimi trudnymi sytuacjami. To, że w drodze na górę potkniemy się kilka razy, wcale nie oznacza, że nie mamy się wdrapać na szczyt.

Niektórzy mówią, że dużo łatwiej schudnąć, niż utrzymać wagę.
To prawda. Kiedy już osiągniemy wymarzoną wagę, podświadomie chcemy wynagrodzić sobie czas diety i zaczyna się sięganie po niezdrowe ale za to smaczne rzeczy – prosta droga do efektu jojo. Im szybciej gubiliśmy wagę, tym większe ryzyko, że damy się złapać w pułapkę. Czy wiesz, ale około 95% osób, które zrzuciły po kilkadziesiąt i więcej kilogramów, wraca do poprzedniej masy lub przynajmniej doświadcza efektu jojo w pewnym stopniu w ciągu 5 lat od schudnięcia? Jestem więc ciągle w grupie wysokiego ryzyka.

Jak często zdarzają ci się słabsze chwile?
Ostatnio byłem na urlopie i tam na przykład się nie pilnowałem, aż tak bardzo, za to teraz wiem, że w najbliższych tygodniach będę musiał ciężej nad sobą popracować.

Co to znaczy, że się nie pilnowałeś?
Nie stosowałem się do zasad, o których wspominałem wcześniej, jadłem rzeczy na które w danej chwili miałem ochotę bez patrzenia na skład potraw, z regularnością też różnie bywało. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że odchudzanie (zwłaszcza przy tak dużej masie startowej) to nie jest jednorazowa przygoda, ale zadanie na resztę życia. Rozrost masy nie następuje w wyniku jednorazowego czy nawet kilkudniowego obżarstwa, ale trwa latami. Z tego też powodu nie można liczyć na to, że ogromne zaległości nadrobimy w kilka tygodni. Z kolei później musimy pamiętać, że to, że udało się schudnąć, nie jest nam dane raz na zawsze. Wielu ludzi o tym zapomina i wraca do starych nawyków żywieniowych, tych, które spowodowały, że przytyli. Trzeba wypracować sobie nowe, zdrowe nawyki, co nie znaczy, że już nigdy nie można chwycić czegoś niezdrowego. Oczywiście, że można, a nawet trzeba, żeby dać sobie trochę przyjemności pod warunkiem, że będziemy uważać na to, aby to, co kiedyś było normą, już nigdy więcej tą normą się nie stało.

A sport?
Szczerze mówiąc, ciężko mi już funkcjonować bez aktywności fizycznej.  Nadal uwielbiam pływanie (zostało mi chyba po okresie odchudzania, to była wtedy moja główna aktywność, zresztą na starcie przy masie ponad 150 kg żadna inna nie wchodziła w grę, ale od początku tego roku zacząłem też chodzić na siłownię, która kiedyś wydawała mi się nudna i nie mogłem się do niej przekonać. Najpierw ćwiczyłem z trenerem, żeby się nie uszkodzić, bo nie wiedziałem, jak w ogóle do tego typu ćwiczeń podejść. Teraz już ćwiczę sam.

Jak zmieniło się twoje życie?
Mam wrażenie, że w wieku 32 lat czuję się dużo zdrowszy i bardziej naładowany energią niż w wieku 22 lat. Zmiany zaszły praktycznie w każdej dziedzinie, poczynając od prostych codziennych sytuacji takich jak wysiadanie z samochodu czy wiązanie sznurowadeł. Na czwarte piętro nie wchodzę dysząc, tylko wbiegam bez najmniejszego problemu. Nie mam też problemu ze znalezieniem ubrań w moim rozmiarze w każdym sklepie (dawniej było ciężko). To był chyba jeden z takich najprzyjemniejszych momentów, kiedy mogłem wejść do sklepu i wreszcie wszystko pasowało. Jeśli chodzi o pewność siebie, to chyba przeniosłem się na inną planetę. Po doświadczeniach z ostatnich lat wierzę, że mogę zdziałać naprawdę dużo. Wiesz, to jest taki sukces życiowy, który jakby na nowo Cię definiuje i do którego będziesz się teraz odnosić. To jest coś, czego już nikt Ci nie zabierze.

Wiem, że zamierzasz zostać zawodowym dietetykiem.
Dietetykiem to może nieodpowiednie słowo, do tego trzeba mieć skończone studia, a ja już nie mam czasu na kolejne. Natomiast kiedy już doprowadziłem się do aktualnego stanu i wyglądu, postanowiłem zrobić dalsze kroki, żeby być może w przyszłości móc jakoś wykorzystać to doświadczenie. Ukończyłem kurs doradcy żywieniowego, ale nie prowadzę jeszcze działalności. Na razie doradzam głównie znajomym i osobom z pracy, przez ostatni rok prowadziłem też w firmie warsztaty z żywienia dla pracowników. Zastanawiam się jeszcze nad pójściem w przyszłości w kierunku trenera personalnego, ale zobaczymy, jak to się ułoży.

Masz już jakieś sukcesy jako doradca?
Dwóm kolegom udało się zrzucić po około 8 i 10 kg, ale nie wszystkim chodzi o odchudzanie. Niektóre osoby chcą po prostu zdrowiej się odżywiać.

Niektórzy mówią, że nie stać ich na odchudzanie.
Wydaje mi się, że wpadamy tu w pewnego rodzaju pułapkę. Widząc stoiska czy sklepy ze zdrową żywnością bądź oglądając oferty cateringu dietetycznego dochodzimy do przekonania, że nas na to wszystko nie stać. A wystarczy przecież sięgnąć po nieprzetworzone i proste produkty leżące w zasięgu ręki: warzywa, owoce, kasze, ryby, które znamy, które wcale takie drogie przecież nie są. Nie musimy od razu sięgać po rzeczy wymyślne o dziwnie brzmiących nazwach i kosmicznych cenach, bo jesteśmy w stanie wybrać sobie zdrowe produkty, z których sami będziemy przygotowywać posiłki. Im mniej przetworzone one będą, tym lepiej dla nas. Nie jesteśmy skazani wyłącznie na drenaż portfela.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *