BEZ PUDŁA, czyli luźne podejście do zakupów

– Bardzo popularne są bambusowe szczoteczki do zębów i szczotki do mycia naczyń z bukową rączką i włóknem z agawy. Wiele osób intryguje szampon do włosów w formie kostki mydła – opowiada Kamila Małolepsza, właścicielka wrocławskiego sklepu BEZ PUDŁA, w którym wszystko sprzedaje się luzem.  Wszystko po to, by ograniczyć produkcję śmieci.
Bliżej Biznesu:– BEZ PUDŁA. Niezła nazwa. Jak pani na nią wpadła?
„Zero Waste” to jeszcze mało popularne hasło w Polsce, jak się okazuje, jeszcze mniej popularne w samym Wrocławiu. Nie mogło więc pojawić się w nazwie. Użycie słowa „śmieci” czy „odpady” również nie wydało mi się zachęcające. Potrzebowałam czegoś, co od razu intuicyjnie da skojarzenie z tym, co może oferować taki sklep, a także będzie się pozytywnie kojarzyło. Kto w końcu nie chciałby kupować BEZ PUDŁA?
Co było dalej?
Kiedy dowiedziałam się, że jest coś takiego jak „Zero Waste”, a właściwie, że coś takiego ma swoją nazwę, zaczęłam śledzić w mediach społecznościowych osoby, które żyją takim stylem życia. Nie sposób było nie zauważyć, że te osoby codzienne zakupy robią na targach oraz w sklepach typu „bulk”, gdzie można kupić wszelakie produkty na wagę. We Wrocławiu było to bardzo trudne, ponieważ zwykle, gdy w ogóle jest możliwość kupienia produktu luzem, jest on niewiadomego pochodzenia i często po prostu niskiej jakości. Inna sprawa, że wdrażanie „Zero Waste” w różnych dziedzinach życia wymaga często inwestycji w produkty wielorazowego użytku, które posłużą przez lata, bądź są wykonane z naturalnych materiałów, które w łatwy sposób się rozłożą. Z tym to już naprawdę był problem, każdą rzecz trzeba kupować oddzielnie, oczywiście przez internet. Nie pozostało mi więc nic innego, jak otworzyć taki sklep
 
Co robiła pani wcześniej? Czy ciężko było zrezygnować z dotychczasowego życia? Pracy?
Byłam konsultantem SAP, bardzo skrótowo nazwijmy to konsultantem biznesowym, albo po prostu pracą w IT. Była to praca w doborowym towarzystwie z tego zdecydowanie najtrudniej było zrezygnować. Ponadto  mogłam wziąć urlop, o którym teraz mogę tylko pomarzyć (śmiech)
Czym jest filozofia „Zero Waste”?
Och, to jest bardzo rozległy temat. Nie ma jednej, konkretnej definicji. Dla każdego może znaczyć coś innego. Najbardziej ogólnie polega to na ograniczaniu generowanych odpadów. I ograniczanie jest tu bardzo istotnym słowem, gdyż nie da się nie generować w ogóle śmieci, nawet „najwięksi wyjadacze” generują słoik odpadów rocznie (czyt. Bea Johnson, uznawana za osobę, która zapoczątkowała ten trend, a przynajmniej nazwała i zaczęła rozpropagowywać). Zarówno w zrozumieniu jak i wdrażaniu pomaga zasada 5R – Refuse, Reduce, Reuse, Recycle, Rot. Odmawiamy więc tego, czego nie potrzebujemy, ograniczamy to, co jednak potrzebujemy, ponownie wykorzystujemy to, co już posiadamy (np. naprawiamy lub przerabiamy). Gdy danej rzeczy nie da się już ponownie wykorzystać przeznaczamy ją do recyklingu lub w przypadku bioodpadków kompostujemy. Z tym ostatnim mamy w Polsce jeszcze duży problem, bo nie każdy ma możliwość posiadania własnego kompostownika, a o miejskie kompostowniki czy odpowiednie kontenery bardzo ciężko. Wprowadzenie takiej segregacji będzie musiało w końcu nastąpić, ale we Wrocławiu będziemy musieli na to poczekać najprawdopodobniej, aż do 2020 roku.

Zdarza się pani używać jednorazowych kubków, sztućców?

Nie. To jest coś z czego bezproblemowo udało mi się zrezygnować. Po prostu nie pijam kawy czy herbaty na wynos, a sztućce nie są mi potrzebne jeśli wiem, że mogą być potrzebne, biorę ze sobą takie wielorazowego użytku. Nie zawsze jednak udaje mi się uniknąć papierowego talerzyka jedząc na mieście.
 
Czego pani już nie kupuje? Co okazało się zbędne w codziennym życiu?
Myślę, że wielu rzeczy nawet nie jestem świadoma kupowałam rzeczy, bo rzucały się w oczy. Teraz chodzę do sklepów tylko po konkretne produkty, więc takie impulsywne zakupy raczej się nie zdarzają. Nie kupuję wody, ani w zasadzie żadnych napojów. Nie kupuję batoników, choćby najzdrowszych z idealnym składem. Nie kupuję lakierów do paznokci w jakimś ciekawym kolorze i tak nigdy z nich nie korzystałam. Największą zmianę na pewno zauważyłam w przypadku ubrań. Trzeba tutaj popatrzeć także nieco szerzej bezodpadowy styl życia to nie tylko brak śmieci w postaci opakowań po jedzeniu, czy nawet butelek po szamponach. To także ubrania, które do niczego nie nadają się już po jednym sezonie. Nigdy nie uważałam się za osobę, która kupuje dużo ubrań, jednak trochę ich zawsze przybywało. Teraz każdy zakup bardzo dokładnie analizuję. Okazało się, że mam naprawdę wystarczająco dużo ubrań i bardzo rzadko potrzebuję czegoś nowego. A gdy już faktycznie coś jest mi potrzebne szukam najlepszej opcji, która posłuży mi przez długi czas.
W jednym z wywiadów powiedziała pani, że do wielu rzeczy po prostu trzeba się przyzwyczaić, chociażby do smaku bambusowej szczoteczki. Do czego jeszcze trzeba przywyknąć?
Mycia włosów szamponem w kostce, a zębów pastą z sody oczyszczonej, czy korzystania z bawełnianych chusteczek do nosa. Można by wymieniać i wymieniać. Pytanie brzmi, jakie zmiany chce się wprowadzić, a także jak do tej pory się żyło. Jeśli np. czyjaś dieta to w dużej mierze warzywa i owoce z targu, to, żeby w tej kwestii być „Zero Waste” wystarczy znaleźć taki sklep, jak mój, gdzie z łatwością można kupić pozostałe produkty bez opakowań. Jednak jeśli do tej pory ktoś zamawiał gotowe jedzenie z dostawą do domu, to czeka go sporo zmian, żeby znacznie ograniczyć ilość śmieci. To samo dotyczy kosmetyków, sprzątania i innych dziedzin życia.
Kiedy podjęła pani decyzję o porzuceniu pracy? Czy to była spontaniczna decyzja?
Chęć zmiany siedziała we mnie dość długo, ale sama decyzja była spontaniczna. Jak zerwanie plastra szybka i bezbolesna. Po prostu nagle mnie olśniło, co powinnam zrobić i zaczęłam dążyć w tym kierunku. Od dłuższego czasu czułam, że praca jaką wykonuje nie jest stworzona dla mnie, ale ciągle szukałam alternatywy. Kilka czynników złożyło się na to, że wpadłam na pomysł otworzenia sklepu i tak zapadła decyzja o odejściu z dotychczasowej pracy.
 
Jak wyglądało uruchomienie biznesu, zgodnie z filozofią „Zero Waste”

Nie było łatwo, ale też nie było najgorzej. Kupując słoiki, w których trzymam większość produktów, otrzymałam je w kartonach, w środku oddzielonych tekturą, więc bardzo przyzwoicie. Przyjechały jednak na palecie, musiały więc być zawinięte folią stretch. Jednak gdy wcześniej zamówiłam 3 słoiki pojedynczo, żeby sprawdzić czy będą się nadawały, przyszły zapakowane w folię bąbelkową. Zrobienie takiego większego zamówienia, pozwoliło znacznie zmniejszyć ilość śmieci. Potem te kartony oddałam innej osobie, która wykorzystała je do przeprowadzki. To tylko jeden z przykładów. Tam, gdzie się dało wykorzystywałam to, co już mam, albo ktoś miał. W ten sposób nie kupowałam nowych regałów, laptopa czy nawet prozaicznych segregatorów. Nawet kupiona lada była używana i została po prostu odnowiona. Nie zmienia to faktu, że i tak sporo śmieci w całym tym procesie zostało wyprodukowanych, na szczęście zdecydowana większość mogła zostać przeznaczona do recyklingu.

Ile pieniędzy potrzeba na start takiej firmy?
Sporo. Skorzystałam z dotacji na rozpoczęcie działalności z urzędu pracy w wysokości 25 tysięcy złotych. Jednak te pieniądze nie mogły być przeznaczone, chociażby na zakup towarów spożywczych, a samo takie zatowarowanie to koszt co najmniej kilkunastu tysięcy złotych.

Co było najtrudniejsze na starcie?
Zdecydowanie najtrudniejsze było podejmowanie decyzji samemu. W wielu rzeczach pomogła mi rodzina rodzice, narzeczony, a w szczególności siostra. Pomagali szczególnie przy remoncie, wystroju i wyposażaniu, a także w tym, żebym całą swoją energię mogła skupić na otwarciu sklepu. Przeanalizowałam też z nimi wiele tematów, ale ile konsultacji bym nie przeprowadziła, ostateczna decyzja zawsze należała do mnie.

Stawia pani na produkty z Polski, Europy? Świata? I naprawdę wszystko jest sprzedawane luzem?
Aktualnie w sklepie przeważają produkty spożywcze, sypkie, zarówno w ilości asortymentu jak i powierzchni, jaką zajmują, dlatego ludzie często traktują BEZ PUDŁA jako sklep spożywczy. Natomiast dostępne są także inne produkty, jak kosmetyki czy wielorazowe alternatywy dla produktów codziennego użytku (jak kubki na wynos, czy słomki do picia). Są też produkty z naturalnych materiałów, jak bambusowe szczoteczki do zębów czy drewniane szczotki do sprzątania z włosiem z agawy, które nawet, gdy będzie już trzeba wyrzucić, po prostu z łatwością się rozłożą. Plany na rozwój asortymentu są bardzo duże, od pieczywa i przypraw, przez produkty płynne jak oleje i ocet, aż do kosmetyków i środków czystości również sprzedawanych na wagę, do własnego opakowania. Jeśli tylko jest to możliwe, staram się, aby produkty pochodziły z Polski, jednak nie wszystkie produkty tu rosną, a niektóre nawet jeśli w Polsce rosną, traktowane są tu pestycydami, nie chcę więc przedkładać jakości ponad pochodzenie produktu. W przypadku kosmetyków natomiast, stawiam na te ręcznie robione. Wspieram w ten sposób polskie, małe manufaktury.
Czy można kupić również produkty codziennego użytku?
Z produktów codziennego użytku można kupić szczotki do sprzątania do naczyń, butelek czy jarzyn, kubki na napoje na wynos  alternatywa dla kubków na wynos, które nie są z papieru. Stalowe pojemniki na żywność, które nie wchodzą w reakcję z jedzeniem, są lekkie i trwałe to naprawdę inwestycja na lata, a nawet na całe życie. Tak samo stalowa rurka do picia, czy słynna alternatywa dla folii spożywczej. Ciężko ją nazwać po polsku, ale media społecznościowe są kopalnią kreatywności i ktoś wymyślił nazwę „woskowijka”. Jest to bawełna ekologiczna pokryta woskiem pszczelim, żywicą drzewną oraz olejkiem jojoba. Pod wpływem ciepła rąk materiał ukształtowuje się, więc można nim owinąć miskę, rozkrojonego melona lub kanapkę. A potem w razie potrzeby umyć delikatnie w letniej wodzie i ponownie używać.
Jaki jest przedział cenowy porównując z tymi produktami, które są dostępne w sklepie?
Kupując produkty w dużych, zbiorczych opakowaniach, mogę sobie pozwolić na konkurencyjną cenę, gdyż ani ja, ani klient nie płacimy za opakowanie. Jednak stawiam bardzo mocno na jakość, więc jeśli ktoś porówna moje produkty do najtańszych odpowiedników niewiadomego pochodzenia, cena oczywiście będzie różna.
Rurki do napojów ze stali nierdzewnej. Brzmi egzotycznie. Jak się tego używa?
Tak samo jak tych plastikowych, a po użyciu czyści się je przy pomocy specjalnego, dopasowanego rozmiarem czyścika, który też oczywiście można u mnie kupić.
Kim są pani klienci? O zakupach decyduje ciekawość? Przypadek? Co cieszy się największym zainteresowaniem?
Na razie mogę powiedzieć, że połowa klientów to osoby, które przychodzą specjalnie w to miejsce, bo chcą kupić oferowane produkty bez opakowań czy też na wagę. Druga połowa to osoby, które po prostu zauważyły, że otworzył się nowy sklep i przychodzą zobaczyć, co można kupić. Gdy dowiadują się, co stoi za hasłem „Zero Waste” są zawsze zaciekawieni i często wracają z własnym opakowaniem. Bardzo popularne są bambusowe szczoteczki do zębów i szczotki do mycia naczyń z bukową rączką i włóknem z agawy. Wiele osób intryguje szampon do włosów w formie kostki mydła. Z produktów spożywczych chyba nie jestem w stanie wskazać faworyta. Na pewno popularne są wszelkiego rodzaju suszone owoce oraz orzechy szczególnie surowe, niesolone pistacje.
Nie tęskni pani za dawnym, wygodnym życiem? Pełnym kosmetyków i produktów na wyciągnięcie ręki?
A za czym tu tęsknić? Za codziennym wyrzucaniem kosza pełnego śmieci? Gdy ograniczy się zbędne produkty okazuje się, że takie życie jest zdecydowanie prostsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *