Nie bać się krzyku
Home / Mój biznes / Nie bać się krzyku

Nie bać się krzyku 3

Nie bać się krzyku

– Warsztaty z dziewczynkami, zwłaszcza z siedmiolatkami, to wielka moc i energia. Zawsze, gdy je obserwuję mam doła, bo porównuję je do siebie, czy innych kobiet. Kto nas tak zastraszył, stłamsił? Wystarczą dwa lata socjalizacji i już czują się mniej pewne – mówi Anna Kozicka, trenerka WenDo, warsztatów z przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Działa na rzecz edukacji antydyskryminacyjnej i praw człowieka. Współpracuje z redakcją magazynu Wysokie Obcasy. Jest prezeską stowarzyszenia 9dwunastych.


Bliżej Biznesu:– Co oznacza WenDo?

Anna Kozicka:– Wen to skrót od women –  kobiety i do –  z japońskiego to droga, WenDo to droga kobiet, przestrzeń nie tylko do nauczenia się asertywności i samoobrony, ale także bycia dumną, że jest się kobietą wspaniałą i wartościową bez względu na wiek, sprawność, orientację seksualną, pochodzenie, status ekonomiczny. I tego będą doświadczać dziewczynki na najbliższych warsztatach, które będę współprowadzić we Wrocławiu. WenDo jest dla dziewczynek od siódmego roku. Górnej granicy wiekowej nie ma.

Kim są kobiety, które trafiają na warsztaty?
Co kobieta, to inna motywacja. Niektóre szukają rozwoju, inne doświadczyły przemocy i chcą nauczyć się reagować, jeszcze inne przyszły, bo zachęciła je koleżanka, która była. A pani dlaczego przyszłaby na WenDo?

Hmmm, żeby zrozumieć, które sytuacje są złe? Żeby dowiedzieć się, jak mogę zareagować, żeby nie wyjść na sfrustrowaną feministkę nienawidzącą mężczyzn?
To główny argument: kobieta nie stawia się, bo zostanie nazwana feministką. Jakby to była obelga. To ma na celu trzymać kobiety w strachu – jeśli zadbają o siebie zostaną na marginesie. Ja kobiety, które podtrzymują status zniewolenia nazywam strażniczkami patriarchatu. Jesteśmy też uczone, by nie wspierać się nawzajem. Brakuje też wzorców. Co słyszały od swoich matek nasze matki, gdy zaczynały się buntować biciu przez męża: ciesz się że tylko raz cię uderzył.

Co pani mówi kobietom, które się buntują?
Gdy ktoś nazywa kobietę dbającą o swe granice sfrustrowaną feministką, podpowiadam odpowiedź, którą sama stosuję. Feminizm jest kilkusetletnim ruchem obywatelskim, który stał się inspiracją dla osób czarnoskórych, z różnym stopniem sprawności, osób LGBT i innych marginalizowanych grup w walce o prawa człowieka i wolności obywatelskie. Jestem dumna, że jestem feministką. Prowadzę warsztaty z młodzieżą i na szczęście widzę, że nastąpiła duża zmiana postaw – obecnie chłopcy i dziewczyny są bardziej świadomi i świadome siebie, swoich praw i wolności. Niestety, jeżeli dorośli będą młodzież upupiać, to ta zmiana nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

A małe dziewczynki z czym mają największy problem?
Dziewczynki są super! Warsztaty z dziewczynkami, zwłaszcza z siedmiolatkami, to wielka moc i energia. Zawsze, gdy je obserwuję mam doła, bo porównuję je do siebie, czy innych kobiet. Kto nas tak zastraszył, stłamsił? Wystarczą dwa lata socjalizacji i już czują się mniej pewne.

Kto za tym stoi? Szkoła?
Rodzina, media, szkoła, rówieśnicy, rówieśniczki i kultura.

Jak długo wychodzi się z takiego stanu stłamszenia?
Najpierw trzeba spotkać kobiety, które pokażą alternatywę. Trzeba mieć inne wzorce, inne książki, filmy, trzeba odzyskiwać historię, przypomnieć te wspaniałe kobiety, które zmieniały świat i o których powszechna historia milczy. Daleko nie trzeba szukać, co z kobietami Solidarności? Albo te wszystkie akuszerki rozpraw filozoficznych, nawet nie wspomniane przez swych partnerów. Weźmy Einsteina, który podkradł efekty pracy swojej pierwszej żony. Niewielu mężczyzn wspierało kobiety w emancypacji. Byli jednak światli, którzy to robili, na przykład bakteriolog Odon Bujwid.

Niedawno inżynier z Google publicznie oznajmił, że kobiety z powodów biologicznych nie nadają się do pracy w IT. Wyleciał z pracy.
Takie wypowiedzi to seksizm oparty na utrwalanej przez setki lat dyskryminacji kobiet. Na szczęście następują zmiany społeczne wynikające z ciężkiej pracy sufrażystek, emancypantek i feministek. Ich działania odnoszą skutek, np. w tej chwili jest prawo, które daje możliwość zwolnić seksistę.

Po burzy medialnej.
Obserwuję coraz większy kryzys męskości w Polsce. Takie informacje dowodzą, że jedni reagują frustracją, inni próbują podjąć dialog, na facebooku powstają na przykład grupy: Nowi mężczyźni. Relacje moich koleżanek i moje obserwacje dają mi ogląd sytuacji, że stajemy się coraz bardziej świadome i świadomi przemocy ze względu na płeć i negatywnych skutków w skali mikro i makro. Oczywiście, równolegle obok nurtów emancypacyjnych zawsze będą radykalizujące.

Są branże, w których szczególnie da się odczuć, że kobieta to gorszy sort?
Wszystkie stereotypowo uprzywilejowane dla mężczyzn. Amerykańska armia, gdzie kobiety mogą służyć boryka się z gwałtami żołnierzy na koleżankach. W Polsce pielęgniarki  – niezwykle obciążony psychicznie zawód jest nisko opłacany. Ale tak naprawdę bardziej da się to zaobserwować w stanowiskach. Proszę popatrzeć, kto zarządza uniwersytetami, szkołami, nawet NGO. A stereotypowe prace, gdzie jest duże ryzyko śmierci: górnictwo, ochrona, praca na morzu – platformy wiertnicze?

Głównie mężczyźni.

Głównie, to za mało, ponad 90 procent stanowisk należy do mężczyzn. Dla mnie to wstrząsające.

Jak warsztaty WenDo mogą pomóc dyskryminowanym kobietom?
Jest to metoda asertywności i samoobrony dla kobiet, zapoczątkowana w Kanadzie w latach 70. Jako samoorganizacja i samowsparcie kobiet dla kobiet w reakcji na doświadczaną przemoc i brak wsparcia ze strony służb i prawa. Najpierw kobiety, często migrantki, o nieuregulowanym prawnie statusie, doświadczające przemocy fizycznej, seksualnej, psychicznej, ekonomicznej zaczęły uczyć się metod samoobrony fizycznej: kopnięć, uwolnień, ciosów potrzebnych, aby uciec napastnikowi. Samoobrona do dziś jest jednym z trzech ważnych elementów WenDo. Potem w wyniku dyskusji, refleksji analizującej wzorce kulturowe, socjalizacyjne kobiet i mężczyzn trenerki WenDo przemoc ze względu na płeć rozpoznały jako wymiar patriarchalnej kultury. Wtedy WenDo zaczęło mieć wymiar ćwiczeń związanych z rozpoznawaniem granic i asertywnością. Do dziś WenDo to w skrócie: 1/3 ćwiczenia na głos i postawę, 1/3 na asertywność i 1/3 na samoobronę.

Jak reagują kobiety na te zadania?

Uczestniczki warsztatu na początku się wstydzą, obserwują grupę, przyglądają trenerkom, jak rozwiązujemy różne sytuacje. Kiedy poczują się bezpiecznie, poczują, że mogą popełniać błędy, mogą się spocić, mówić otwarcie o swych często trudnych doświadczeniach, przestają udawać i przestają się bać. Niesamowitą obserwacją dla mnie jako trenerki i moich koleżanek trenerek jest doświadczać na warsztatach, że kobiety boją się własnego krzyku.

Dlaczego?

A czy jesteśmy do tego zachęcane? Od dziecka słyszymy: masz być grzeczna, nawet gdy ktoś obrazi, uszczypnie, ogólnie przekroczy naszą granicę, mamy swoją złość zdusić. Mamy się godzić na całowanie wujków, łapanie za włosy kolegów. U mężczyzn krzyk jest odbierany jako oznaka siły, decyzji, walki. Gdy kobieta krzyczy, to znaczy że zwariowała, że przesadza, że nie umie kontrolować swych emocji. Jak krzyczące kobiety są przedstawiane w mediach? Jako wariatki, przechodzące menopauzę albo przed okresem i na pewno brakuje im seksu. Na WenDo zadaniem trenerek jest stworzyć atmosferę siostrzaństwa. Chodzi o to, żeby wśród innych kobiet druga kobieta czuła się bezpieczna.

To trudne zadanie?

Ciągle jesteśmy stawiane w pozycji rywalek o dobro, jakim jest mężczyzna. To wynika z patriarchalnej kultury, która oczekuje i wymusza heteronormatywne wzorce relacji, czyli każda kobieta jest heteroseksualna, każda chce mieć męża, każda chce mieć dzieci. Trzeba być uważną prowadzącą. Trzeba obserwować zachowania uczestniczek, dawać przestrzeń do odmawiania, do pytania, do łez, do śmiechu.

Co jeszcze robicie?

Trzeba być też uczciwą: gdy się nie wie, powiedzieć o tym, gdy zadzieje się trudna sytuacja nie unikać jej, a spróbować wyjaśnić. Zadaniem trenerki jest być zaangażowaną w proces, ale nie stawać po niczyjej stronie, a jednocześnie umieć nazwać, że jakieś zachowanie jest seksizmem, przemocą, homofobią. To jest trudne, bo żyjemy w kulturze przemocy i bywa dla uczestniczek szokujące, gdy po kilkudziesięciu latach związku konfrontują się z tym, że partner stosuje wobec nich np. przemoc ekonomiczną.

Jak długo trwają warsztaty?
Warsztat trwa dwa dni po sześć godzin każdego dnia. Zaczynamy integracją – chodzi o to, żebyśmy i my trenerki i uczestniczki poczuły się bezpiecznie, poznały się trochę. Potem mamy pierwszy set ćwiczeń fizycznych: krzyczymy, siłujemy się – wszystko w formie zabawy, by oswoić uczestniczki z własnym głosem, siłą, dotykiem innych osób. Pojawiają się pierwsze ćwiczenia z samoobrony: najczęściej ciosy.

Kto zadaje ciosy?

Ćwiczymy, uderzając w łapy trenerskie. Nigdy w osoby. Trenerki dbają, aby uczestniczki wiedziały, że zawsze mogą odmówić brania udziału w jakimkolwiek ćwiczeniu  – w ten sposób wzmacniamy ich decyzyjność w dbaniu o swe granice. Potem następują ćwiczenia związane z asertywnymi komunikatami  – ćwiczymy jak patrzeć, jaką przyjąć postawę, jakim głosem i jakie komunikaty wypowiadać w sytuacji, gdy ktoś przekracza nasze granice.

Jak należy to robić?
To się nazywa spójny komunikat. Osoba przekraczająca granicę ma z naszego wzroku, mimiki, głosu odczytać jednoznacznie czego chcemy, na przykład, żeby odeszła i mamy to powiedzieć całym ciałem. To nie jest łatwe, bo uczy się nas, że mamy się zgadzać nawet na rzeczy, których nie chcemy, przypomnę tendencyjne powiedzenie: „gdy kobieta mówi nie, to znaczy tak”.

O jakich sytuacjach mówimy?
O codziennych: w pracy, szkole, domu, autobusie. Uczestniczki często opowiadają, że w firmie padają seksistowskie żarty, na przykład o blondynkach. Nie akceptują tego, ale boją się odrzucenia. A kiedy próbują postawić granice często ucieka im wzrok, ze stresu pojawia się uśmiech. Cofają się, garbią, podnoszą brwi.

Taki niespójny obraz sprawia, że druga strona nie odpuszcza? Nie widzi nic złego?
Tak, osoby przekraczające granice muszą usłyszeć, że to robią, inaczej czują że mają przestrzeń do ich przekraczania. Powszechna opinia o przemocy skupia się na jednym z wymiarów, czyli fizycznym. A jest przemoc ekonomiczna – powszechna na skalę globalną – kobiety na tych samym stanowiskach zarabiają mniej, rzadko są zatrudniane na kierowniczych stanowiskach. Powszechna jest też przemoc ekonomiczna w skali mikro, czyli wtedy kiedy kobieta nie ma wpływu na domowe finanse.

Jaka jeszcze przemoc wchodzi w grę?
Jest przemoc symboliczna. To sytuacje, gdy wykorzystuje się swoje uprzywilejowanie, np. szef, który dotyka swoje pracownice. Żyjemy w kulturze gwałtu. Jesteśmy uczone nie tego jak ją rozkruszyć, ale jak w niej przetrwać. A to przetrwanie często jest kosztem osobistej wolności kobiet.

A pani doświadcza trudnych sytuacji?
Moją wielką pasją jest wspinanie. Na siłowni, gdzie trenują w ponad 90 procentach mężczyźni, słyszę jak kolega mówi do kolegi: nie piszcz, jak dziewczyna. Odpowiadam wtedy: proszę mnie nie obrażać, ja ryczę jak lwica, zawstydzają się, a obecna wtedy ich koleżanka mówi: masz rację, my nie piszczymy. W takiej atmosferze żyją dziewczynki, nastolatki i kobiety. Na WenDo uczymy się, jak ufać swoim odczuciom, intuicji, gdy coś nam odpowiada – wzmacniać, a gdy nie – odmawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Theme developed by TouchSize - Premium WordPress Themes and Websites